Polish dream – o czym marzy mama i tata, a nie powinni.

Znacie coś takiego jak „American dream”? Czyli narodowy etos, wzór życia idealnego i sukcesu? Mamy naszą polską wersję – polish dream. Nie słyszałeś? A powinieneś się nad nim poważnie zastanowić. Bo można nim niechcący skrzywdzić dziecko.

Zwykle prowadzę szkolenia dla dorosłych, natomiast przez ostatnie kilka miesięcy miałam okazję trochę zmienić publiczność. Przemawiałam i rozmawiałam dużo z młodzieżą, 13-18 lat. Opowiadałam  im o tym, czym jest ‚polish dream’ i powiem Wam szczerze, że ich reakcja zaskoczyła mnie bardzo mocno.

Ale po kolei.

Czym jest American Dream?

Młoda dziewczyna, dziewiętnaście – dwadzieściakilka lat, przeprowadza się z Nebraski (Ohio, Polski, Estonii, Austalii, wpisz-własny-przykład) do Los Angeles. Przez pierwsze kilka lat zatrudnia się jako kelnerka, mieszka razem z 3 współlokatorkami. Regularnie chodzi na castingi, dba o wygląd, ćwiczy. Udaje jej się czasem dorwać fuchę jako hostessa tu i ówdzie. Potem pojawiają się pierwsze reklamy, role w serialach, aż pewnego dnia znany producent dostrzega jej talent i robi z niej gwiazdę. Dziewczyna zatrudnia agenta, gra główne role w wielkich amerykańskich produkcjach i walczy o oscara. Piękna,  utalentowana, wszystko co osiągnęła zawdzięcza sobie.

Młody chłopak, jedenaście-szesnaście lat, mieszka z rodzicami ale w zasadzie mało co go w domu widać. Całe dnie spędza z kolegą w garażu. Mają złote rączki i złote umysły a technologia pochłonęła ich całkowicie. Pewnego dnia wpadają na świetny pomysł, produkt którego nie ma jeszcze nigdzie. Pracują nocami i dniami, ściągają innych kolegów aż dopracowują pomysł na biznes. Pożyczają trochę pieniędzy od rodziców, inwestują i potykają się, bo przecież nie znają się na biznesie. Kilka rzekomych wspólników już ich zdążyło oszukać. Grupa pracująca nad projektem się sypie, zostaje ich dwóch, oryginalny skład. Szukają więc inwestorów i po latach udaje się wypuścić produkt na rynek. Wkrótce przenoszą się z garażu do wielkiego szklanego biurowca. Jeden z nich zostaje CEO drugi CTO.

W obu przypadkach mieszkasz w willi za kilkanaście milionów, z basenem, służbą i ochroniarzem. Tak oto, w uproszczeniu, wygląda amerykański sen.

Czym jest Polish Dream? Zaparz sobie melisę.

‚Polski sen’ jest naszym, narodowym odpowiednikiem. Czyli podobnie, opowiada historię o tym co w naszym kraju uchodzi za wzór sukcesu i powodzenia. Jak to jednak bywa z takimi historiami, bardzo duży wpływ ma na nie nasza mentalność, historia z jaką się zmagaliśmy czy nawet stereotypy. A może przede wszystkim stereotypy.

Kilkuletni malec kończy przedszkole. Zna wszystkie wierszyki na wylot. Następnie przechodzi przez wszystkie szczeble edukacji z wyróżnieniami i czerwonymi paskami, ponieważ „ucz się ucz, bo nauka to do potęgi klucz”. Świetnie zdana matura gwarantuje miejsce na wymarzonych pięcioletnich dziennych studiach. Medycyna/ prawo/ mechatronika/ inne-zacne. Już na czwartym roku zapisuje się na pierwsze praktyki. Po ukończonych studiach pierwszy staż, który będzie początkiem bogatego doświadczenia zawodowego. Po stażu pierwsza korporacja na marnym stanowisku. Wtedy poznaje swoją drugą połówkę i oboje postanawiają założyć rodzinę. Oboje małżonkowie pracują ciężko, udaje się otrzymać kierownicze stanowisko w innej korporacji. Ale za to w wieżowcu ze szkła.

A potem?

Kredyt. Hipoteczny, na wymarzone mieszkanie trzypokojowe z aneksem. Skoro mają już warunki decydują się na dziecko. Potem na drugie. Przez lata wspierają się jako rodzina, ciężko pracują w korporacjach, dzięki czemu mogą pozwolić sobie na wakacje dwa razy do roku. Dwa tygodnie latem, tydzień zimą. Mają już dwa samochody i myślą o sprzedaży mieszkania. Biorą więc wyższy kredyt i kupują domek tuż pod miastem.

A potem?

Pracują tak długo jak mogą, dzieci idą na studia. Potem emerytura i śmierć.

Co na to młodzież?

Na szkoleniach zamiast opowiadać czym jest polish dream zawsze pytam dzieci i młodzież. Oni sami wiedzą. Przecież słyszą to od urodzenia.

„Baw się bo potem będzie już tylko nauka. Ucz się żeby mieć dobrą pracę. Pracuj ciężko żeby cię doceniali. A kiedy dziecko, już macie przecież swoje lata? Po co płacicie wynajem, dajecie komuś zarobić a lepiej na swoim – weź kredyt. Drugi samochód – no no, powodzi się! Brawo! A gdzie jedziecie w tym roku na wakacje? Ach, tydzień na teneryfie, każdy by chciał żyć jak wy. Ale wam te dzieci wyrosły, wy to macie szczęście.”

A jak już ustalimy co to jest, pada pytanie czy jest to dobre.

I tu pojawia się kilka kontrowersji i wiele przemyśleń. Zdziwilibyście się jak gimnazjalista bywa refleksyjny, gdy go na poważnie zapytać co myśli i dlaczego.

Otóż młodzież na początku zachwycona. Bo przecież oni gdzieś pod skórą czują, że można i że trzeba inaczej. Oni wiedzieli od początku, że szkoła jest głupia i że oceny to nie wszystko. A studia są przereklamowane i już dziś nic nie gwarantują. A praca w korporacji jest dla korpoludków. I oni nie chcą jak wszyscy, oni chcą gonić za marzeniami!

A potem pada pytanie.

Czy to znaczy, że polish dream, to tak naprawdę nie jest sukces?

I tu znania były podzielone.

Część stwierdziła, że polish dream to odzwierciedlenie naszych (społecznie, mentalnie) małych umysłów. Bo komuna, bo stereotypy, bo my jesteśmy jednak wschodem, który nieudolnie zachód próbuje naśladować. I tak naprawdę, to obraz stereotypowego, schematycznego myślenia, realizowania cudzych marzeń i wypełniania czyjegoś planu. Porażka.

Druga grupa uważała, że owszem jest to bardzo schematyczne i ograniczające, ale polish dream sam w sobie porażką nie jest. Bo przecież nie każdemu udaje się zarabiać tyle, by móc pozwolić sobie na 2 dzieci, 2 auta, 2 wyjazdy w roku i kredyt na dom z ogródkiem. Powiem więcej, ponad połowa naszego kraju może o tym wyłącznie śnić.

Lekcja 1. Americam dream jest lepszy.

Tak, amerykański sen też jest potwornie schematyczny. I też oparty na stereotypach. Amerykanie mają jednak to szczęście, że ich narodowy etos wyraża ideał wolności, mówi o tym, że każdy ma prawo do szczęścia na własnych warunkach, że nie należy się poddawać i dążyć do celu. Domyślnie stawia wyższe cele, każe dążyć dalej po rzeczy pozornie nieosiągalne i niewyobrażalne. Za wzór stawia bogaczy, ludzi którym się powodzi i na wakacjach mogą spędzać 6 miesięcy, a nie 3 tygodnie w roku.

Lekcja 2. Nie polishuj-dreameruj własnego dziecka.

Nasi dziadkowie nam to powtarzali, teraz my powtarzamy dalej. Ciężko wyrwać się z tego schematu, nawet jeśli sami wiemy, że można, a czasem trzeba inaczej. Ale dla dobra własnych dorastających dzieci – powstrzymaj się.

Bo jeśli ostatecznie Twoje dziecko skończy na dobrym stanowisku w korporacji, założy rodzinę i weźmie kredyt – to nie będzie koniec świata, jest to całkiem dobra opcja na życie. Ale zakładam, że jeśli jesteś typowym odbiorcą mojego bloga, chcesz dla swojego dziecka czegoś innego.

Lekcja 3. Tylko taki ‚dream’ jest wart zachodu.

Prawdę mówiąc, ani amerykański ani polski sen nie są wystarczające. Bo generalizują i wprowadzają wzory, schematy. A ja takich wzorów i schematów jakoś prywatnie, szczególnie nienawidzę:)

Najlepszy dream, to ten na miarę szyty.

Nikt nie rodzi się marząc o świadectwie z paskiem, dobrych studiach, stażu i kredycie. Ktoś to nam przecież wpoił gdzieś po drodze jako wzór cnót.

Więc jeśli możesz to wspieraj dziecko w jego wizjach, ale nie roztaczaj swojej wizji na jego życie. Pokazuj opcje, możliwości, edukuj, ale nie pokazuj dumy wyłącznie wtedy, kiedy realizuje plan. Łatwo powiedzieć trudno zrobić.

Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem. Rodzice mówią Ci, że będą wspierać Twoje marzenia i pasje i że najważniejsze dla nich to byś był szczęśliwy. Ale jak przychodzi co do czego, to za złe świadectwo zabierają kieszonkowe. Ale nie podwyższają go, gdy wygrałeś turniej jazdy na deskorolce. Rozpaczają gdy wybierasz studia zaoczne. Łapią się za głowę, gdy planujesz rzucić owe studia na rzecz pracy. Panikują gdy zamierzasz rzucić ową pracę i otworzyć firmę. Gdy nie zarabiasz przez pierwsze lata, powtarzają, że zawsze mówili, że to się nie uda i powinieneś wracać na etat. A kiedy w końcu Ci się uda i zaczniesz zarabiać, powiedzą Ci, że zawsze wspierali Twoje marzenia i pasje i najważniejsze dla nich, to że jesteś szczęśliwy.

Chodzi o to, że polskim dzieciom potrzeba dużo więcej siły i determinacji by osiągnąć to o czym sobie zamarzą. Bo w Polsce każdy, począwszy od przedszkolanki, pani w sklepie, wychowawcy klasowego, rodzica, dziadka, wujka, księdza, sąsiada aż po kierowcę autobusu – wszyscy będą starać się by dziecko podążało wytyczoną ścieżką. Szkoła-praca-rodzina-kredyt-wakacje-emerytura. Jeśli nastolatek zboczy z drogi i zechce być blogerką modową, youtuberem, podróżnikiem, esportowcem – biada mu oj biada.

A drugi problem jest taki, że te marzenia zwykle się nie spełniają. No niestety. Patrząc statystycznie i realistycznie, każdy marzy o małych i wielkich rzeczach, ale tylko niektórym się udaje. Właśnie dlatego apeluję do rodziców.

Tak trudno jest dążyć do celu. Łatwo marzyć, trudno te marzenia realizować. Każdy chce być szczupły, nie każdemu starcza dyscypliny. Każdy chce oszczędzać, niewielu chce się tego nauczyć. Każdy chce znać języki obce, każdy chce, każdy chce. Nie każdy może. Skoro więc jest już tak ciężko przezwyciężyć WŁASNE, osobiste gnomy, bariery, nawyki – jak zwał tak zwał; to nie dokładajmy dzieciom kolejnych. One będą raczej potrzebować naszego wsparcia by wytrwać w postanowieniu, podnieść się po porażce i stawić czoła nienawistnikom. Dlatego wspierajmy nasze dzieci 🙂