Kolorowanki szkodzą dzieciom. Oto 8 alternatyw i 30+ przykładów.

Każde z naszych dzieci miało w ręku kolorowankę. Są codziennością w wielu domach, przedszkolach, szkołach i świetlicach. A tu nagle przychodzę ja i mówię, żeby je wszystkie wyrzucić, bo szkodzą. Spokojnie, nie zostawię Cię na lodzie. Przeczytaj dlaczego kolorowanki nie wspierają rozwoju dziecka, jak wykorzystać te, które już masz i co zrobić zamiast. Nastaw się już teraz, to będzie długi artykuł. Doczytaj do końca i dołącz do akcji #wyjedźzalinię!

Rozumiem konsternację – jak tu z nich zrezygnować skoro są wszechobecne. Częsty prezent od cioci, która wpadła na herbatkę; pod ręką na stacji benzynowej i zaraz przy kasie w Tesco za 3,99 zł. Mało tego, podręczniki dla dzieci od przedszkola po podstawówkę są wypełnione kolorowankami!

Jak to złe? Przecież mówi się, że rozwijają…

1. Konformizm. Uczy schematycznego myślenia.

Jest to czynność bezmyślna i odtwórcza. Dodatkowo terroryzujemy dzieci by nie wychodzić za linię oraz by trawa była zielona a woda niebieska. Jak to ujął zgrabnie Mirosław Orzechowski w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: Dla mnie kolorowanka to doskonały wstęp, żeby w życiu przejawiać zero inicjatywy. Jeśli obrazek ma ładny podrys, to wypełnianie drobiażdżków zaczyna nas wciągać, a w dodatku daje estetyczny efekt. A każdy człowiek ma przecież pierwotną potrzebę wypowiedzi graficznej. Ale to nie doprowadzi nas do twórczego myślenia, ale doskonale wdroży do schematycznego wypełniania procedur. Ale jeśli kolorowankę damy pięciolatkowi i powiemy: „Nie wychodź za linię”, to dziecko przyswoi sobie, że powtarzanie, wypełnianie wzoru jest czymś właściwym.

2. Informuje, że rysunek wykonany przez dziecko jest gorszy.

Można powiedzieć, mniej doskonały. Nie tak dokładny. Nie tak równy i gładki. Jakkolwiek tego nie nazwiemy mam przed oczami jedną sytuację z przedszkola: Nauczycielka: Co tam Adasiu narysowałeś? Adaś: Koparkę! N: [przygląda się, bo sama by się nie domyśliła] O faktycznie! A zobacz tu jaką mam ładną koparkę dla Ciebie! [i wręcza Adasiowi kolorowankę z pojazdami] Pani chciała dobrze, pomyślała pewnie tylko, że Adaś się ucieszy, że akurat Pani miała pod ręką pojazdy i będzie mógł pokolorować prawdziwą koparkę. Prawda? A w czym koparka z kolorowanki jest prawdziwsza od koparki Adasia? Tym, że jest ładniej narysowana, prawda?

3. Stanowi wzór rysunku. Tak jak widzi to dorosły.

Zastanów się, jak dziecko widzi żyrafę? Na jakich szczegółach skupia uwagę a jakie ignoruje? Nie wiadomo, bo ładna żyrafa to taka z kolorowanki, z książeczki – taka jaką narysował i wymyślił ją dorosły. Bo, jak mówi Susan Striker, nauczycielka sztuki, dzieci korzystające z kolorowanek już na wstępie dowiadują się, że jeśli rysują inaczej niż zaplanowali to dorośli, to robią to źle; kolorowanki pokazują bowiem wyłącznie taki świat, jaki widzą dorośli. To właśnie ta pani stworzyła serię Antykolorowanek, zaraz to tego dojdziemy.

4. Zajmij się czymś pracochłonnym i rysuj w ciszy.

To zaleta dla nas. Dasz przedszkolakom kolorowanki i na trochę się sobą zajmą, jednocześnie ograniczając rozmowy i interakcje między dziećmi do minimum.

5. Nie musisz ani myśleć samodzielnie ani rysować samodzielnie.

Po co będziesz rysować skoro są kolorowanki? Z rysowaniem same problemy, zaraz będzie „narysuj mi to i tamto” potem będzie „ja nie potrafię” albo „a jak wygląda dach motorówki”. A z kolorowanką mniej problemów. Rzuć kamieniem, jeśli ani razu tak nie pomyślałeś. Dodatkowo – kiedy rysujesz sam, tworzysz, musisz myśleć o tym CO narysujesz, JAK to narysujesz, gdzie będzie głowa, jaka duża, jakiej kredki użyjesz. Przy kolorowankach jeśli się bardzo postarasz można spędzić czas zupełnie bezmyślnie. Co może mieć dobrą stronę ale do tego dojdziemy za chwilę.

A jeśli rysunek nie jest wykonywany samodzielnie, nie ma prawa być kreatywny. Wendy Woon, dyrektor edukacyjny Muzeum Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku napisała w artykule dla New York Daily News, że częste korzystanie z kolorowanek przez dzieci może tłumić rozwój kreatywności.

Jak mieć ciastko i zjeść ciastko.

Och gdyby tylko dało się zrobić tak, żeby dać dziecku zajęcie, które wycisza ale nie wymaga trzymania się określonych ram; które wymaga kreatywności i wyrabia rączkę i jeszcze żeby nie trzeba było wyrzucać wszystkich kolorowanek, które przewijają się przez dom czy przedszkole… Da się. Takie cuda tylko u Godmother.

Tam gdzie nie jest to konieczne – zrezygnuj z kolorowanek. Nie kupuj bezmyślnie broszurek jako potencjalnej zapełniaczki czasu. Taki zabieg oznacza zwykle przerzucenie się na zwykłe kartki i kredki.

I w tym miejscu chciałabym się zatrzymać i zwrócić Twoją uwagę na to, by nie były to byle jakie kredki i biała zwykła kartka. Dlaczego? Tego nauczyłam się w pracowni dla osób niepełnosprawnych w Toruniu, gdzie odbywał się moduł moich studiów podyplomowych. Rysowanie na białej kartce jest niezwykle trudne! Biała kartka wymaga od twórcy niesamowitej dyscypliny, trudno z niej stworzyć całe dzieło, właśnie dlatego, że jest biała i pusta. Terapeutka prowadząca pracownię Anna Szary radzi by używać wyłącznie kartek kolorowych. Masz tło, masz już bazę kolorystyczną, wystarczy kilka kresek by oko zarejestrowało jakąś spójną całość, coś dokonanego, skończonego. Mikro zmiana w teorii a może naprawdę zrobić dużą różnicę w głowie dziecka.

Druga kwestia to kredki. Spójrz mi w oczy. Jesteś w stanie wydać 800 zł na lego (a jak nie jesteś to będziesz, uwierz mi niech tylko dzieci podrosną). A ile wydałeś na opakowanie kredek do rysowania dla czterolatka? Aaa bo pogubi i połamie… Słuchaj – idziesz do sklepu dla artystów (bo Twoje dziecko jest artystą na tym etapie, przestanie nim być dopiero jak je zepsujesz wraz ze szkołą), i kupujesz porządne opakowanie kredek. Dużo kolorów i miękkie rysiki dobrze napigmentowane. Bambino i Evolution są słabe – kolorują bardzo lekko. Ja używam koh-i-noor ale nie jest to jedyna marka godna polecenia – popytaj w sklepie dla plastyków, tam się znają i dobrze polecą.

Załóżmy, że te kolorowanki jednak są. Rodzina nakupowała, są w przedszkolu (o tym jeszcze porozmawiamy), są w podręcznikach – wyrzucić szkoda. To je wykorzystajmy. Ale kreatywnie i twórczo. A żeby tak się stało założyć musimy, że kolorowanka, jaka by ona nie była, jest tylko szkieletem naszego rysunku, bazą, sugestią. Stąd można pójść w wiele kierunków, oto dwa jakie proponuję (ale zachęcam do wymyślania własnych).

Co się stanie jak przyłożysz lupę do suchej trawy? Możesz wywołać pożar (i czasem pozostawiona butelka w lesie wywołuje taki efekt). A czy może przy tym ucierpieć mrówka? Może. Wpadłbyś na taki rozwój kolorowanki? Twoje dziecko by wpadło.

Bo kto powiedział, że Batman nie może jeździć na wrotkach. W tęczowych podkolanówkach.

UWAGA! Zrób z tego wielką sprawę. Przeprowadź rozmowę z dzieckiem (czy dziećmi w przedszkolu), że to jest tak naprawdę wieeeelka tajemnica, o której nikt nie mówi. Tak naprawdę kolorowanek się nie koloruje po prostu, one są tylko szkieletem, do którego należy dobudować coś swojego, opowiedzieć swoją historię!

Pamiętajmy, że dzieci są różne. Każde czuje sztukę inaczej i nie każde będzie miało ochotę dorysowywać tak, jak nam się wydaje ciekawie czy kreatywnie. Dlatego przedstawiam doodles. Potocznie zwane gryzmołami.

Przykład pierwszy – weź standardową kolorowankę jako bazę i artystycznie nagryzmolcie w środku. Czy nie ładny ten Pikachu?

Ostattnio zresztą na doodles zrobiła się ogromna moda – wykorzystaj ją! Pokaż dzieciom filmik, jak facet pogryzmolił całe mieszkanie. Potem wyklej papierem do pakowania pokój i zobacz co się stanie 😉

Gryzmoły tego rodzaju mogą pełnić jeszcze jedną funckję – podobną do mandali. Mandale to motywy artystyczne wykorzystywane pierwotnie w buddyzmie jako forma medytacji (usypuje się je np. z piasku a potem natychmiast niszczy) a później zrobiły karierę jako kolorowanki. Jeśli chcesz dać dziecku kolorowankę typowo po to, żeby się wyciszyło i poćwiczyło koncentrację – postaw na mandale. Wyglądają one np. tak:

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by dzieci robiły mandale samodzielnie. I nie muszą to być wcale takie symetryczne konstrukcje – zdarzyło Ci się kiedyś gryzmolić podczas rozmowy telefonicznej? Są badania mówiące o tym, że gryzmoląc podczas słuchania wykładu WIĘCEJ z niego zapamiętujemy. Tłumacząc to najbardziej potocznie – mózg jest zajęty czymś mechanicznym i ta moc operacyjna, która zostaje jest cała skupiona na rozmowie/wykładzie. A gdy zajmujesz się tylko słuchaniem, łatwo jest stracić koncentrację i zacząć odbiegać gdzieś myślami. Dlatego – gryzmolmy!

A dokładniej to kolorowanka, która z kartki papieru staje się zabawką. Najpierw kolorujesz, potem wycinasz (tu dopiero paluszki, motoryka mała i precyzja mają szansę się wyćwiczyć! A wycina dziecko nie mama!) a potem sklejasz/składasz. Co to może być? Może być strój lalki, niekoniecznie jednak zwykła sukienka bo może to być zawód np. lekarz czy architekt. Może to być autko, robot, domek – zasada jest prosta. Ty tylko pokaż, że tak można, że to fajna zabawa. A dzieci same sobie wymyślą co chciałyby zrobić najbardziej. Zwróć te uwagę na zielony element pod zamkiem – wiesz co to? To zamek pop-up czyli taki, który jeśli wytniesz i wkleisz odpowiednio (zielone) w zeszyt, to po otwarciu zeszytu zamek stoi pionowo – na pewno widziałeś takie książki dla dzieci w księgarniach, tylko teraz możecie taką zrobić sami!

Wszystko fajnie ale co jeśli Twoje dziecko akurat kocha Psi Partol, Świnkę Peppę i Meridę Waleczną tak bardzo, że właśnie tylko te kolorowanki chce kolorować. Bardzo dobrze – nie ma sensu odbierać radości. Ale jeśli dziecko AŻ TAK lubi te postacie, to czemu sobie ich samo nie narysuje? Jeśli nie jest to takie proste, to siatka graficzna zdecydowanie cały proces ułatwi. Są gotowe kolorowanki z takimi siatkami ale nie ma potrzeby ich kupować. Wystarczy, że z wykorzystaniem linijki i ołówka narysujesz siatkę kwadratów na oryginalnym obrazku i analogiczną siatkę na pustej kartce. A potem techniką „grid drowing” przerysowujecie elementy tylko z jednej krateczki. Łatwiej się zorientować gdzie zaczyna się głowa, jak złapać proporcje etc.

Pamiętacie jak wyżej, we wstępie teoretycznym wspominałam Susan Stiker? Mówiąc krótko, babka się wkurzyła i zrobiła Antykolorowanki. Czyli takie arkusze, które coś tam dziecku podpowiadają by nie zostało z pustą kartką i pustką w głowie – ale by jednak samo musiało główkować i rysować. Przykładowo tu: niedokończone arcydzieło w ramie, wizualizacja marzenia sennego i zdjęcie z okładki gazety.

W podobnym stylu można wymyślać miliony wzorów. Głowy, którym trzeba dorysować twarz (jaka wspaniała lekcja tolerancji/emocji); talerz, któremu brakuje jedzenia czy komiks.

Jak już musimy dać kolorowankę (czyli zakładamy, że nie jest to teraz lekcja sztuki i kreatywności tyko używamy jej w innym celu) to postaw przynajmniej na kolorowanki edukacyjne. Podam Ci kilka przykładów. Na stronie NASA dostępne są rysunki techniczne rakiet kosmicznych. Przy takiej kolorowance mózg pracuje – dziecko nie wypełnia wyłącznie bezmyślnie listków kwiatka ale ma szansę zainteresować się jak wygląda silnik, wahadłowiec czy inne rzeczy rakiety, których ja nazwać nie umiem ale Ty zaraz będziesz musiał, bo się dziecko zapyta 😉 Tu możesz pobrać PDF z całym zestawem tych „kolorowanek”.

Genialny pomysł, prawda? Co jeszcze dzieci mogą kolorować zamiast kwiatuszków i konewki? Zanurzmy się w geografię: mapy, charakterystyczne atrybuty miast i państw na przykład takiej jak poniżej. Wyobraź sobie, że dziecko kolorując pyta „mamo, jakiego koloru jest słońce” odpowiadasz „żółtego”.  Tym razem dziecko zapyta „tato, jakiego koloru jest sukienka pani z Peru” i odpowiesz „synu, nie mam pojęcia, poszukajmy w internecie”. Czujecie ten klimat? Pachnie mi tu edukacją <3

Co jeszcze? Jak geografia to może i biologia czy chemia? Zestaw ciekawych do pobrania znalazłam np. tutaj.

Co jeszcze? Szuka – czarno białe linearne reprodukcje słynnych obrazów; elementy architektoniczne. Postacie mitologiczne. Banknoty. Monety. Rysunki patentowe. Edukować można wszystkim!

Wyczerpałam temat.

Żartowałam. Ani trochę nie wyczerpałam tematu. Sztuka ma tak wielkie spektrum, a dzieci tak wielką wyobraźnię, że przykłady można by mnożyć. Ale to ma być artykuł a nie podręcznik. Jedyne na co mam nadzieję to to, że podałam wystarczająco dużo argumentów i alternatyw by przekonać Cię, że kolorowanki nie są ani wielce rozwojowe ani (nadużywane) bezpieczne ani konieczne. Za to jest mnóstwo rzeczy jakie możecie zrobić zamiast tego. Więc teraz idźcie i je róbcie! <3

A na koniec wielka prośba. Zróbmy hałas o te kolorowanki! W wielu domach i placówkach dla dzieci są nadużywane – a często rodzice czy nawet nauczyciele są tego po prostu nieświadomi. Pomóżmy wszystkim tym dzieciom, w których drzemią pokłady kreatywności tylko potrzebują naszej subtelnej pomocy. Ten artykuł przepełniony jest praktycznymi przykładami co zamiast kolorowanek tak by każda przedszkolanka i każdy tata natychmiast wiedział co zrobić, bez kosztów czy wielkiego wysiłku. Tylko muszą WIEDZIEĆ, że faktycznie jest problem. Dlatego bardzo Cię teraz proszę – wyślij ten artykuł do rodziców, którzy mają dzieci w przedszkolu, do nauczycielki do świetliczanki – każdej osoby, której możesz uznać, że się takie materiały przydadzą. Zróbmy hałas dla dzieci!

A udostępniając artykuł w social mediach
użyj hasztagu #wyjedźzalinię