Dlaczego myślę, że szkoła jest głupia.

Szkoła jest głupia. Być może spodziewaliście się usłyszeć takie zdanie raczej z ust gimnazjalisty niż moich, ale faktycznie tak myślę. I dość często o tym wspominam. Choć nie każdy musi się ze mną zgadzać, bo nie każdy rozumie, co mam przez to na myśli. Dlatego powstał ten artykuł.

Doskonale wiem, że nie zmieszczę się w jednym artykule, dlatego od razu zapowiadam – to będzie seria. Seria, w której omówię, co mi w szkole nie pasuje, skąd to się wzięło i jak wpływa na dzieci, a nawet na całe społeczeństwo.

Nie jestem przeciwnikiem edukacji

Aby było jasne – jestem gorącym zwolennikiem edukacji. Uważam, że dzieci powinny uczyć się, eksplorować, mieć dostęp do wiedzy ogólnej. Niestety uważam, że tradycyjna szkoła, nie tylko nie zaspokaja tej potrzeby, a działa w dokładnie odwrotnym kierunku. Bo to właśnie PRZEZ szkołę, uczniowie kojarzą naukę z czymś nudnym i głupim. To przez szkołę zniechęcają się do czytania książek. I przez szkołę pozostają przeciętne.

Oczywiście, istnieje mnóstwo innych czynników, które mogą (destrukcyjnie lub pozytywnie) wpływać na edukację dziecka. Niestety nie jestem w stanie zdefiniować ich wszystkich, a już tym bardziej, jakkolwiek na nie wpłynąć. A ze szkołą można coś zrobić:)

1. Chcę uświadomić rodziców, odnoście jakości polskiego szkolnictwa.
2. Chcę powiadomić rodziców, o możliwościach i prawach jakie im przysługują.
3. Chcę w końcu (i na tym mocno się skupię) zainspirować rodziców, do podjęcia działań. Od tych najprostszych (czyli nauczenie dziecka czegoś na własną rękę, by „nie utknęło” w szkole), poprzez te średnio wymagające (wdrożenie strategii wychowania np. przedsiębiorczego dziecka, lub rozwoju osobistego dla dzieci, które przeciwdziałają negatywnym skutkom szkoły czy otoczenia), aż po te wymagające odwagi (czyli zmiana szkoły na alternatywną lub edukacja domowa).

Jeśli już tworzymy szkołę, i ustanawiamy OBOWIĄZEK szkolny, to życzę sobie, by taka szkoła działała na korzyść dzieci. To znaczy: zachęcała je do nauki, zaszczepiała miłość do czytania książek i poszukiwania informacji, nauczyła korzystać z zasobów wiedzy w praktyce, rozwijała indywidualne talenty itp. Nazwijcie mnie idealistką, ale wierzę, że tak może być, mało tego – tak powinno być. I choćbym o końca życia miała robić to, co robię (a na to się właśnie zapowiada), to będę dążyć do zmiany rzeczywistości edukacji dzieci.

Ministerstwo edukacji…

Szkoła wszystko robi źle. To tylko poszczególni ludzie, czasem nauczyciel, czasem dyrektor, zrobią coś dobrze. Czasami.

Ale system edukacji działa skandalicznie i popełnia wszystkie błędy jakie tylko może po kolei. Co na to ministerstwo edukacji? Podejmuje coraz to gorsze decyzje. Przewiduję więc dwie opcje, wybierzcie, która z nich wydaje się Wam bardziej prawdopodobna:

1) Politycy i urzędnicy decydujący o losach dzieci to osoby, które kompletnie nie znają się na tym co mają robić. Nie mają pojęcia o dydaktyce, procesie nauczania, pracy nauczycieli. Nie wiedzą jaki powinien być efekt końcowy – czyli kim powinien być absolwent. Dlatego brodzą jak dziecko we mgle, podejmują przypadkowe decyzje, uzasadniając je w jeszcze bardziej przypadkowy sposób. Wiedzą, że coś nie gra, ale nie wiedzą co i nie wiedzą jak to naprawić. A do tego pojawiają się różne grupy nacisku, czyli gmina, która szkoły finansuje; czyli nauczyciele, którzy czegoś chcą lub nie chcą etc.

2) Politycy i urzędnicy decydujący o losach dzieci to osoby, które doskonale wiedzą co robią i z premedytacją podejmują decyzje na niekorzyść dzieci. Bo im się to bardziej opłaca. Płakać mi się chce, jak pomyślę, że skłaniam się ku tej właśnie odpowiedzi.

Przede wszystkim: jaki jest cel szkoły??!

Nie dam się też przekonać o dobrych intencjach systemu edukacji. Jeśli nie wiem dlaczego coś działa jak działa, to zastanawiam się jaki był cel rozruchu tej machiny. Napiszę oczywiście osobny artykuł na temat pochodzenia pruskiego systemu edukacji (czyli tego, który dziś dominuje na świecie), a teraz tylko wspomnę o czym mowa.

Nie trzeba szukać daleko, by znaleźć źródła, które tłumaczą pobudki twórców tego systemu. Czasy były takie, że potrzeba było więcej osób wykształconych na robotników, urzędników i żołnierzy. Dlatego postanowiono, że:

– będą w szkołach przekazywać wiedzę ogólną, by społeczeństwo było bardziej wykształcone
– będą przygotowywać dzieci merytorycznie do pełnienia ich przyszłych zawodów
– będą przygotowywać dzieci technicznie do pełnienia ich przyszłych zawodów

Nikt wtedy nie myślał o indywidualnych talentach, burzliwym rynku pracy czy nieograniczonym zasobie informacji. Wiedzy uczyło się konkretnej i ograniczonej. Kształciło się postawy osób posłusznych, nie podważających autorytetów i sprawnie wykonujących rutynowe czynności. Bo tacy mieli być urzędnicy, robotnicy i żołnierze.

Zmieniły się czasy, (podobno) zmienił się cel edukacji, jak więc powinny zmienić się założenia systemu:

– będą uczyć tego, jak zdobywać, gromadzić, przetwarzać, selekcjonować i wykorzystywać wiedzę
– będą przygotowywać dzieci do rozwoju indywidualnych talentów, by mogły odkryć i przygotować się do pełnienia przyszłych zawodów

Tymczasem, wszystko zostało po staremu. Dzieci kończące szkołę nauczyły się, że jest zawsze tylko jeden sposób na rozwiązanie problemu, że informacji należy się uczyć na pamięć, że autorytetów nie należy podważać itp. Jeśli jakiemuś dziecku udało się wyrwać z tego schematu – to zadziałał czynnik ludzki. Był nim albo świadomy rodzic, dobry nauczyciel czy zupełnie inna, przypadkowa osoba, która przekazała odpowiednie wartości i postawy. Takich „czynników ludzkich” chciałabym wytworzyć jak najwięcej.

Mentalność

Dawniej myślałam, że największym problemem był system, który nie działa. Wystarczy go zmienić i będzie dobrze. Potem myślałam, że największym problemem są politycy, którzy to świadomie nie chcą zmienić systemu, bo łatwiej rządzi się społeczeństwem o podobnych horyzontach myślowych. Dziś myślę, że zmiana systemu i zmiana polityków nie rozwiąże problemu.

A to dlatego, że są jeszcze rodzice i nauczyciele. Rodzice, którzy wychowali się w określonych czasach, uczono ich określonych zasad, posiadają pewne schematy myślenia i pewną mentalność. I by było jasne – rodziców nie winię. Nie ma nic złego w zakładaniu, że skoro do pełnienia jakiegokolwiek zawodu, trzeba posiadać jakąkolwiek wiedzę i umiejętności, to posyła się dzieci do szkoły. Przecież rodzice też chodzili do tych samych szkół i jakoś żyją:)

Niestety ignorancja i niewiedza dorosłych, mogą czasem narządzić tyle samo szkód, co świadome działanie na niekorzyść dzieci .

Dlatego za jeden z celów mojej działalności, stawiam sobie poinformowanie rodziców o  faktach związanych z edukacją, oraz o efektach jakie za sobą niosą. W pakiecie, jak zwykle dodaję garść moich opinii 🙂

A nauczyciele? Tu problem jest trochę bardziej skomplikowany. By w Polsce zostać nauczycielem, trzeba mieć uprawnienia. By mieć uprawnienia, trzeba studiować pedagogikę (albo fakultety pedagogiczne na studiach specjalistycznych). A to, czego uczą na studiach pedagogicznych, to się najstarszym filozofom nie śniło. O tym też będzie osobny artykuł.

Nie wiem co jest najlepsze

Często otrzymuję pytanie, „skoro nie szkoła, to co”. Nie wiem. A nie wiem dlatego, że nie ma poprawnej odpowiedzi na to pytanie. Powiem więcej, uważam, że nigdy nie będzie JEDNEGO niezawodnego  dobrego dla WSZYSTKICH rozwiązania. Nie istnieje w przyrodzie coś takiego, jak równie dobre rozwiązanie dla wszystkich. To dlatego tak lubię wolny rynek. Taka forma zachęca, by powstały szkoły i systemy różne, gdzie po krótkim czasie można się zorientować, gdzie dziecko czuje się lepiej i gdzie osiąga największe profity.

Dlatego też podobają mi się takie systemy, które pozwalają na możliwie dużo różnorodności. Czyli:

– szkoła demokratyczna, gdzie dzieci uczą się czego chcą, kiedy chcą i jak chcą
– edukacja domowa, gdzie dzieci rozwijają swoje talenty, bo mają na to czas
– koncepcje związane z neurodydaktyką, gdzie sposób nauczania dostosowany jest do preferencji dziecka
– i inne

Postaram się, każdą z form omówić w kolejnych artykułach. Czy są to idealne formy edukacji? Pewnie nie. Ale NA PEWNO lepsze od tradycyjnej szkoły.

Widzę zmiany

Kiedy zaczynałam się interesować alternatywnymi formami edukacji, ciężko mi było znaleźć na ten temat jakiekolwiek materiały, a więc i argumenty na poparcie moich tez. Teraz mam ich aż nadto, bo co prawda naukowcem nie jestem, ale badacze z całego świata i różnych dziedzin coraz uparciej badają system, formy, i metody edukacji. Będę Wam przybliżać te badania i pomogę wyciągnąć z nich wnioski na tyle praktycznie, by każdy rodzic mógł „coś z tym problemem począć”.

Jeśli jest jakiś konkretny temat, który powinnam rozwinąć, jakaś wada edukacji, coś z czym się nie zgadzacie – dajcie znać w komentarzach. Cykl artykułów będzie pewnie niekrótki, więc zrobię co w mojej mocy by poruszyć wszystkie ważne dla Was kwestie:)