Jak powstał rysunkowy wykład o pamięci dla uczniów? Moje sposoby na przekazywanie wiedzy dzieciom.

Gdybym miała podsumować informacje zwrotne jakie otrzymałam po opublikowaniu tego wykładu, to ujęłabym to jako „pianie z zachwytu”! I nie da się ukryć, że mi samej dobrze się to tworzyło i dobrze się to ogląda. Nie jest to jednak ani moja nadprzyrodzona moc ani zbieg okoliczności. Zastosowałam szereg materiałów, narzędzi i zasad, dzięki którym treści są tak dobrze przyjmowane i wchłaniane przez dzieci. W tym artykule opowiem o tym szczegółowo! A przydać się to może każdemu nauczycielowi czy rodzicowi, który chce SKUTECZNIE przekazać dziecku „kawałek” wiedzy.

Film, o którym mowa

Film powstał na zlecenie Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy, która to współtworzy Uniwersytet Dziecięcy, gdzie dzieci w wieku „podstawówkowym” występują w roli studenta, chodzą na wykłady i mają swoje indeksy.  Jestem wykładowcą na Uniwersytecie od już jakiegoś czasu i mój kolejny potencjalny wykład wypadł w czasie pandemii. Z tego też powodu dostałam zapytanie ze strony WSG czy mogłabym przygotować wykład zdalnie, w formie filmu. [A jeśli chcesz zobaczyć jakie inne projekty realizowałam dla partnerów biznesowych to zerknij do mojego portfolio].

Pomysł oczywiście do zrobienia ale po chwili wyobraziłam sobie 7 letnie dzieci, które przez ponad pół godziny oglądają moją gadającą twarz. Mam dość bogatą mimikę i mowę ciała i o ile lubię się tak wygłupiać na wykładach na żywo, kiedy mamy prawdziwą interakcję z dziećmi (zobacz zdjęcia poniżej z poprzednich wykładów) o tyle wygłupiać się tak „na sucho” gdy jestem sama w pomieszczeniu podczas nagrania to nie był szczyt moich marzeń.

Powstał pomysł filmu rysunkowego. Kupiłam licencję na softwere do tworzenia takich filmów już w styczniu 2019 (Polecam noworoczne promocje, dla biznesu często w cenie abonamentowej można wykupić dożywotni dostęp do narzędzi czy platform! Kupiłam też w okresie noworocznym aplikację, która tworzy audiobooki: 12-minutowe streszczenia popularnych książek poradnikowych z zakresu biznesu, rozwoju, inwestycji – cudowna oszczędność czasu jako wstępna weryfikacja co w ogóle warto czytać przy tym nawale nowych autorów i bestsellerów!). Ale od stycznia użyłam go tylko kilka razy prywatnie dlatego też nastał najwyższy czas by zaprząc inwestycję do pracy 😉 Dogadaliśmy się też z WSG, że za wykonanie tego video nie wezmę wynagrodzenia. Dziwne czasy pandemii, dzieci siedzą w domu, rodzice muszą się roztroić pomiędzy pracą zdalną / pomocą w nauce / i ogarnianiem domu, więc może taki mój wykład będzie oddechem dla jednych i drugich. Dla dzieci, którzy słuchają lekcji w formie gadającej głowy w laptopie i dla rodziców, których dziecko będzie skupione i entuzjastyczne podczas nauki.

Jak powstał scenariusz

Fundamentalną rzeczą (zanim dodam formę, brokat i mój naturalny wdzięk ;)) jest merytoryka. I owszem jest to podwójnie utrudnione w przypadku treści dla dzieci, ponieważ:

  • Treści nie mogą być zbyt skomplikowane, bo dzieci będą uczyć się chętnie jeśli nowe treści mogą kojarzyć i budować na podstawie wiedzy już posiadanej.
  • Treści nie mogą być nadmiernie uproszczone.Każda wielokrotnie złożona treść, która jest następnie wielokrotnie uproszczona, może być tak zniekształcona, że aż nieprawdziwa.

Trzeba więc znaleźć balans. Na szczęście przyjmuję założenie, że dzieci są trochę inteligentniejsze niż nam się wydaje, że są. I nie boję się przedstawiać im trochę za trudnych treści. Bo jeśli nie zrozumieją wszystkiego, to przynajmniej zapoznają się z nowymi koncepcjami i słownictwem, do których można będzie się odnieść później. Staram się by kontekst całości zagadnienia był klarowny, by nawet ryzyko „zgubienia” jakiegoś technicznego szczegółu nie wpływał na zrozumienie całości. A często zdarza się tak, że dzieci po prostu rozumieją wszystko co przygotowałam, mimo że było to „za trudne” dla ich grupy wiekowej.

Najpierw w ruch poszła Fundacja DANA

Fundacja DANA to prywatna inicjatywa charytatywna, która za misję przyjęła sobie poszerzanie wiedzy społeczeństwa z zakresu budowy, funkcji i chorób mózgu. Fundacja pochodzi z Nowego Jorku, działa od 1950 roku i jest po prostu niezastąpiona.

Na podstronie, której zrzut ekranu prezentuję po lewej stronie, możesz znaleźć darmowe materiały do użytku edukacyjnego. Gry, zabawy, scenariusze lekcji, ebooki, raporty i podsumowania. Tu szukałam inspiracji w pierwszej kolejności. Znalazłam scenariusz na lekcję o pamięci dla dzieci w 6-8 klasie (w systemie amerykańskim). Scenariusz składał się z pliku PDF i prezentacji multumedialnej. Zestaw możesz pobrać tutaj.

Całość oczywiście odbiega od formy, na jakiej mi zależało – bo prezentacja to wciąż głównie opisy i teoria. Ale mamy przynajmniej wiedzę dostosowaną bardziej do dzieci niż dorosłych. To był mój punkt wyjściowy. Po przeczytaniu materiałów układałam sobie w głowie potencjalne scenki i zakres, z jakiego chciałabym skorzystać. Oczywiście, materiały ze strony DANA są w języku angielskim, trzeba więc to przetłumaczyć i dostosować. A tekstów naukowych nie wolno tłumaczyć w Google Translate, bo Google nie zawsze (choć zdarza się coraz częściej!) zna odpowiedniki fachowego nazewnictwa z danej dziedziny wiedzy.

Do tłumaczenia tych materiałów użyłam najlepszego mi znanego źródła dotyczącego pamięci w języku polskim, jakim jest  podręcznik M. Jagodzińskiej „Psychologia Pamięci. Badania, teorie i zastosowania.” Tam też „pogrzebałam” by uatrakcyjnić nieco scenariusz i merytorycznie podwójnie zweryfikować. Teorii pamięci jest wiele, dlatego próba uproszczenia tego musi się równać z tym, że pewne dygresyjne teorie czy ewentualności po prostu zignoruję. Tak też zrobiłam. Zdecydowałam się jednak wtrącić zjawisko FOK oraz TOT (jak nie wiesz co to, to na pewno nie widziałeś filmiku ;)), bo coś mi podpowiadało, że może się dzieciom spodobać.

Jak powstała forma przekazu wiedzy

1.  Program do animacji rysunku.

Rzeczą oczywistą i widoczną na pierwszy rzut oka jest software, którego użyłam do narysowania tego video. Jest to program Doodly, bardzo prosty w obsłudze, wręcz łopatologiczny. Jeśli używaliście kiedyś Painta i znacie podstawy angielskiego – to nauka obsługi programu zajmie Wam 10 minut. A jak nie znacie angielskiego to 15 minut, trzeba tylko popróbować które guziczki klikać. Można rysować jak ja – na białej tablicy, ale jest też czarna i szklana. Można rysować damską ręką, męską, leworęcznie, praworęcznie, można też rękę wyłączyć żeby obrazki się same pojawiały. Kupiłam wersję z podstawową biblioteką rysunków i to mi w zupełności wystarczyło do takiego celu. Wiem jednak, że są dodatkowe „paczki” z obrazkami branżowymi, np. stomatologiczne, medyczne, ekonomiczne (można robić wszystkie możliwe raporty świata), marketingowe, gimnastyczne, wellness, bezpieczeństwo w sieci, IT, podróżnicze, ciążowe, e-commerce, technologiczne (nie wymienię wszystkich bo nie doszłam do końca, nie chciało mi się tyle klikać a strona z opcjami się nie kończy! W każdym razie niezależnie jaki masz cel, na pewno znajdziesz na to obrazki).

Zaleta programu w przypadku omawianego filmu? Po pierwsze przyciąga i utrzymuje uwagę, bo naturalnie jesteśmy ciekawi co ta ręka narysuje. Po drugie, można udawać, że wykład dzieje się właśnie teraz. Lektor nie musi być perfekcyjny, bez przejęzyczeń, używający wyłącznie poprawnej polszczyzny i pełnych zdań. Nawet lepiej jak lektor filmu, wydaje się bardziej żywym człowiekiem niż Krystyna Czubówna (kocham Panią Krystynę i mam nadzieję, że ona tylko te teksty czytała, nie pisała). I przy takiej rysowanej formie można to uzyskać, robić naturalne pauzy w rytmie przekazywania wiedzy, w czasie gry ręka rysuje coś co obrazuje i symbolizuje to co trzeba zapamiętać.

2.  Struktura: powiedz co powiesz, powiedz to, powiedz co powiedziałeś.

Struktura prosta i w swej prostocie skuteczna. Zarówno w uczeniu dorosłych i dzieci.

Na początku był mały wstęp, gdzie zapowiedziałam czego będzie dotyczył film. Przedstawiłam nazwy trzech kroków, które omówię za chwilę, bez podawania szczegółów. By utrzymać uwagę osób, które mogłyby mieć tendencję do odpuszczenia w „pierwszej chwili zwątpienia”, zapowiedziałam na końcu grę. Komunikat – warto oglądać całość, bo na końcu będzie gra, coś z założenia interesującego.

Następnie opowiadam dokładnie o tym, co zapowiedziałam. Miały być trzy punkty, były więc trzy sceny – każda z nich dotyczyła jednego zagadnienia. W dowolnym momencie filmu możesz oszacować ile jeszcze zostało i do czego zmierzam. To bardzo ważny element nauki (tego rodzaju, bo są takie działające na zasadzie niespodzianki) wiesz „gdzie jesteś”, gdzie możesz się wrócić i co przed Tobą. Jeśli potrafisz w głowie zbudować hipotetyczną strukturę całości „wiedzy”, to wiesz do jakich szufladek powkładać poszczególne fakty. Jeśli nie ogarniasz całości, fakty się mieszają, nie tworzą zależności, są niestabilne i… wypadają. Z głowy.

A na koniec, plansza z podsumowaniem. Wszystkie trzy punkty pojawiły się na jednej planszy. Zaletą takiego rozwiązania jest to, że cześć z nas lubi uczyć się poprzez wzrokowe ogarnięcie całości i wzajemnych zależności elementów tej całości. Podsumowanie jest bardzo dynamiczne, żeby też bez potrzeby nie powtarzać i nie zanudzać słuchacza. Ostatni element to obiecana gra, która pozostaje w temacie wideo i angażuje widza, stanowi jakieś wyzwanie.

3.  Wspólna płaszczyzna z odbiorcą.

Tego nauczyłam się w Toastmatsers, czyli organizacji non-profit uczącej między innymi przemawiania publicznego. Formę tego JAK chcesz coś powiedzieć zawsze należy dostosować do tego KTO tego będzie słuchać. Jakie zrobiłam założenia, biorąc pod uwagę, że słuchać mnie będą dzieci i młodzież w wieku 6-12 lat.

  • Dzieci nie są głupie.
    Dlatego nie mówię do dzieci jak do dzieci. „A tiu tiu taki wieeeelkiii mózg w którym się tyyyyle mieści ooooohooohooo” – to jest zdanie, którego z trudem wysłucha trzylatek. Szanujmy siebie. I szanujmy dzieci. Mówiąc do nich normalnie. Daję dzieciom odczuć, że nie traktuję ich z góry jeszcze na jeden sposób – pojawiło się hasło „kodowanie wizualne” i założyłam, że większość dzieci będzie wiedziała co to znaczy. Wytłumaczyłam dla tych co nie wiedzą, ale zrobiłam to niby mimochodem. Nikt nie lubi oglądać i słuchać treści, gdzie łopatologicznie tłumaczą rzeczy dla nas oczywiste, każdy ma wtedy wrażenie, że marnuje czas i traci zainteresowanie. Każdy, nawet 3 latek.
  • Śmiech redukuje stres.
    Nawet w poważnej prezentacji firmowej warto wtrącić dowcip od czasu do czasu. A co dopiero w treściach typowo edukacyjnych. A co dopiero w treściach dla dzieci!
    Dowcipów pojawiło się kilka, różnego typu.Żartowałam z samej siebie, gdy nieudolnie starałam się wytłumaczyć coś co mogło wydawać się trudne (trudna terminologia może zniechęcić, chciałam więc nie tylko wytłumaczyć co znaczy słowo „semantyczne” ale też zburzyć ewentualną barierę strachu, którą może wzbudzić pojawienie się rzeczy niezrozumiałych). Drugi raz żartowałam z siebie, gdy pomyliłam słowa astrolog i astrofizyk. Tym żartem zwracałam oczywiście uwagę na to, że mała różnica w wymowie to w tym przypadku duża różnica w znaczeniu.Żartowałam w sposób mający na celu pokazanie, że jestem „ziomalką” a nie poważnym dorosłym. Stąd wzmianka o słuchawkach bezprzewodowych, karcie SD i o tym jak w nowy sposób można FOKiem i TOTem zgłosić nauczycielowi nieprzygotowanie. Ale ostrożnie z tego typu żartami, bo można przesadzić. Słuchacz nawet jak docenia żarty – wie, że ma do czynienia z dorosłym.

4.  Uczenie się z dygresji, w kontekście. 

Kochamy uczyć się z dygresji. Tak już nasze mózgi działają, że czasem nawet lepiej zapamiętamy dygresje niż pierwotną historię. Dlatego w ramach dygresji poza tematem tytułowym staram się przemycić wiedzę z losowych dziedzin. Tu pojawiły się np. słowa w języku angielskim, tematy kosmiczne i artystyczne.

Korzystam też z tego jak działa życie. Bo (uwaga, bo w kontekście tego jak funkcjonuje nasz system edukacji poniższy akapit może być szokiem) życie działa tak, że uczymy się w kontekście i używamy wiedzy w kontekście. Nie ma czegoś takiego jak „biologia”, „filozofia” i „historia”. Przedmioty nie funkcjonują niezależnie nigdzie poza szkolą i uczelniami. A nawet tam muszą się mieszać – bo tak działa życie. Przykładowo – najwięcej o historii nauczę się śledząc losy kogoś, kto jest dla mnie ciekawy. Łącząc fakty, z emocjami i storytellingiem. Dużo uczymy się również gdy wiedzę i umiejętności trzeba od razu zastosować w praktyce. Tak działa np. metoda projektowa – gdzie dzieci przez 2 tygodnie opracowują cały plan wysłania rakiety w kosmos. Ustalają jakie zapasy wziąć ze sobą (biologia), jak będzie przebiegał lot (fizyka), piszą list do wszystkich narodów (j. angielski), piszą list do swoich rodzin (j. polski), sklejają elementy rakiety (technika, plastyka), rozważają o potencjalnych losach załogi (psychologia, socjologia), zastanawiają się jakie to może mieć znaczenie nawet jeśli lot się nie uda (filozofia), obliczają pojemności pojemników na mocz (chemia, biologia, matematyka), przygotowują materiały dla prasy (dziennikarstwo, język polski, fotografia/sztuka) – rozumiesz. Tam się dzieje życie. A nauka przy okazji. I w praktyce. Nie na 45 minutach lekcji z funkcji liniowej. Ja piedziele.

I ostatni argument, dlaczego warto wtrącać „mądre” dygresje. Dla podbudowania poczucia własnej wartości widza, połechtania jego ego. Jak to działa? Pozwól, że użyję metafory.
Kiedy idziesz do sklepu kupić krawat -widzisz krawat, wybierasz, płacisz wychodzisz. Skojarzenia ze sklepem – tam kupiłem krawat.
Gdy idziesz do sklepu kupić krawat i pomoże Ci ekspedient dobierając kolor i tłumacząc z czego wynika cena (bo ten jest gładki i z połyskiem) to skojarzenie ze sklepem – tam kupiłem krawat i ktoś mi w tym pomagał.
Gdy idziesz do sklepu kupić krawat i ekspedient podczas dobru koloru opowie historyjkę skąd się wzięła nazwa „krawat” albo w jakim kraju zaczęła się moda męska na noszenie krawatów, albo jaka jest symbolika koloru na jaki się decydujesz – skojarzenie ze sklepem? Wyszedłem z tego sklepu mądrzejszy niż wszedłem, a i kupiłem krawat.

Klikając w wideo zatytułowanym „Pamięć” ZAKŁADASZ, że dowiesz się czegoś o pamięci. Jeśli dowiesz się mało – jesteś rozczarowany. Jeśli dowiesz się akurat – jest OK. Jeśli dowiesz się więcej, i to nie przez przerost treści czy długości filmu, ale dosłownie przy okazji, mimochodem – to czujesz się mądrzejszy niż zakładałeś, że będziesz, a nie włożyłeś w to żadnego wysiłku ze swojej strony.

5.  Inne zabiegi wspomagające uczenie się.

I tu już do jednego wora wrzucam pozostałe zabiegi i triki, których użyłam w tym wideo. Aczkolwiek prócz tych znam setki więcej!

  • Język.
    Jeśli chcemy wspierać wrażenie, że wideo „dzieje się tu i teraz” warto wtrącić język potoczny. Zamiast „podsumowując” powiedziałam „ogarnijmy to wszystko”, bo tak bym pewnie powiedziała, gdybym rozmawiała 1-na-1 z jednym dzieckiem.
  • Płynne przejścia.
    Mimo struktury, unikałam tego by po skończonym wątku pojawiał się nowy, niczym nie powiązany a traktowany wyłącznie jako „następna rzecz do omówienia”. Dlatego np. kończąc slajd z kodowaniem mówię: jak już mamy zakodowane trzeba to teraz wszystko posprzątać czyli zorganizować. I tu zaczyna się slajd o magazynowaniu.
  • Skojarzenia.
    Tak, rysowanie klawiatury, kodów kreskowych i gadanie o tym co może się kojarzyć z ‚kodowaniem’ wydłuża czas filmu. Można było go zrobić dużo szybciej. Ale nie warto. Moim celem nie było „w jak najszybszy sposób wyjaśnić, przekazać fakty i liczyć, że sami się nauczą”. Moim celem było „wyjaśnić tak, żeby już później nie trzeba było się tego uczyć”.
  • Zajawka dla tych co niemal straciliby uwagę.
    Mniej więcej za 1/3 filmu ponownie przypomniałam o tym, że na końcu będzie gra. Nie ważne jakie triki zastosuję i tak część dzieci się po drodze będzie chciała wykruszyć, dlatego robię co w mojej mocy.
    Utajam też imię latającego chłopca dla tych co nie zapamiętali przy przedstawieniu postaci, przy czym obiecuję, że na końcu filmu imię wyjawię. Znów próba przytrzymania widza.

Jeśli taka forma przekazu do Ciebie przemawia,
to skopiuj link posta i dziel się wiedzą z tymi, którym może się przydać.
A jeśli chcesz zrobić pożytek z mojej meta wiedzy, czyli wiedzy o tym jak wiedzieć 😉
to zapraszam na tę stronę, gdzie pokażę Ci co jestem w stanie jeszcze dla Ciebie zrobić.