Z czym wiąże się wychowanie „przedsiębiorczego” dziecka?

Związek wyrazowy „przedsiębiorcze dziecko” nie jest ani oczywisty, ani modny. Jeszcze! Bo uważam, że jego czasy świetności dopiero nadejdą. Ale skoro dziś nie jest to takie oczywiste, to o co właściwie chodzi? Czy jest to coś ważnego dla dziecka, czy jakiś dodatkowy element dla nad-ambitnych rodziców? Ten artykuł powstał właśnie po to, by wszystko, wszystkim wyjaśnić (i wytłumaczyć, dlaczego nauczanie przedsiębiorczości jest EKSTREMALNIE ważne).

 Jeśli tak to kojarzysz, to kojarzysz źle

Czasem rodzice zaczepiają mnie i mówią: „Angelika, czy Ty naprawdę chcesz uczyć trzylatków popytu i podaży?”. Cóż, jakby dziecko chciało, to pewnie i bym nauczyła, ale nie ma to żadnego związku z „Przedsiębiorczym dzieckiem”. Nie chodzi o to, by uczyć dzieci skomplikowanych własności rynku i ekonomii. I też nie chodzi o to, by każde dziecko wychować na przedsiębiorcę, który zawodowo zajmuje się prowadzeniem firmy.

No to o co chodzi? O cechy przedsiębiorcy!

Ja po prostu inaczej rozumiem przedsiębiorczość. Nie jako kogoś kto prowadzi działalność gospodarczą, tylko osobę która posiada określone cechy.

Chodzi więc o to, by wychować dziecko tak, by posiadało określone cechy i umiejętności. Bo właśnie tak rozumiem określenie „przedsiębiorczy”.

Przedsiębiorczy czyli:

  • potrafi zarządzać finansami,
  • potrafi określać ryzyko,
  • potrafi wyszukać i stwarzać okazje,
  • potrafi rozwiązywać problemy
  • potrafi tworzyć, myśleć kreatywnie
  • potrafi analizować, myśleć analitycznie
  • potrafi pracować z zespołem, dobrze się komunikować
  • potrafi słuchać innych
  • potrafi oszczędzać
  • jest odważny, ale nie bezmyślnie brawurowy
  • jest ambitny
  • jest pracowity
  • potrafi określać i osiągać własne cele
  • potrafi dzielić się z innymi

Oczywiście, cech i umiejętności mogłabym wypisać więcej, ale myślę, że już wiesz o czym mówię. Ze względu na to, dział przedsiębiorcze dziecko dzielę na dwa obszary: edukacja finansowa dla dzieci i rozwój osobisty dla dzieci.

Obszar pierwszy: edukacja finansowa dla dzieci

Nie oszukujmy się. Możemy mówić, że pieniądze szczęścia nie dają, że, kasa to nie wszystko. Ale pieniądze każdemu z nas są potrzebne. Płacimy za dach nad głową, papier toaletowy, jedzenie i edukację. Pieniądze towarzyszą każdemu z nas, dlatego KAŻDY powinien nauczyć się, jak nimi zarządzać.

Ale z pieniędzmi styczność mają dopiero dorośli, po co zawracać głowę dzieciom?

By odpowiedzieć na to pytanie, chciałabym żebyś prześledził ze mną, pewien proces myślenia. Zaczynając od końca – czyli w jakiej kondycji są finanse dorosłych. Zwykle fatalnej. Kto z nas nie miał kiedyś długu, albo nie ma go teraz. Ilu z nas, nie potrafi oszczędzić na wakacje, a co dopiero na emeryturę (jeśli liczysz na taką z ZUSu to polecam zapoznać się z Justyną Broniecką-Klim, która wyjaśnia, że nie ma takiej opcji). Ilu z nas żyje od pierwszego do pierwszego, wydaje ponad stan, zadłuża się, kupuje rzeczy słabej jakości, które się psują? Albo kupujemy masę niepotrzebnych dupereli, a nie stać nas na spełnianie swoich marzeń. Wszystkie statystyki pokazują, że jest źle. Nie będę tu podrzucała statystyk, bo napiszę o tym osobny artykuł.

A od czego się zaczęło? Dostałeś swoje pierwsze pieniądze w wieku 18 lat i wtedy się „źle nauczyłeś” jak zarządzać finansami? Nic bardziej mylnego! Styczność z finansami mamy od wczesnego dzieciństwa. Dziś – dzieci obcują z pieniędzmi jeszcze zanim nauczą się mówić. I to wtedy nabywają swoje pierwsze nawyki finansowe. Od rodziców i otoczenia zależy czy będą to budujące czy destrukcyjne nawyki.

Każde dziecko więc, jeszcze w domu, powinno nauczyć się:

  1. Jak ustalać sobie cele do oszczędzania. Żeby był na tyle ambitny, żeby warto było na to zbierać, ale też by był na tyle realny, by nie zniechęcić się zbyt szybko.
  2. Jak oszczędzać. To, że mamy cel, nie oznacza, że potrafimy to robić.
  3. Jaką wartość ma pieniądz. Warto podnieść każdego grosza z ziemi, bo 100 zł to nic innego jak dużo groszy.
  4. Jaką wartość ma praca. Pieniędzy nie dostaje się za darmo, „czy się stoi, czy się leży”. Na pieniądze trzeba sobie zapracować, bo tylko taki układ jest uczciwy.
  5. Na pieniądze się pracuje dając innym coś wartościowego. Może to być Twoja praca, Twoje pomysły czy umiejętności. Warto więc coś umieć, by móc się tym dzielić. I warto dzielić się czymś dobrym, by było na świecie więcej dobra.
  6. Jak wychodzić z długu. Jeśli dziecko „zapożyczy się” u rodziców, a rodzice po czasie machną na to ręką, to wyobraź sobie co będzie jak 20-latek weźmie pierwszą pożyczkę w Providencie.
  7. Na co warto wydawać pieniądze. Gdzieś leży granica taniości. Bardzo tania zabawka z chińskiego sklepu, psuje się za 24 h, a bardzo tani samochód z nieznanego komisu, psuje się za 3 miesiące.
  8. Jak dzielić się pieniędzmi. Warto mieć dużo pieniędzy, bo jeśli mądrze nimi zarządzasz, to zaspokoisz potrzeby swoich najbliższych, a potem możesz dzielić się z tymi, którzy tego potrzebują.

Wyobraź sobie, że dziecko uczy się tego wszystkiego jeszcze zanim wyfrunie z domu.
I porównaj to sobie z nastolatkiem, który zachłyśnie się swoją pierwszą wypłatą, bo zarobił kupę siana = 1000 zł brutto.

Obszar drugi: rozwój osobisty dla dzieci

Edukacja finansowa, ok – o tym jeszcze ktoś, kiedyś słyszał. Ale rozwój osobisty? Dla dzieci?

Jest to owszem dziedzina nowa, i dlatego też bardzo zaniedbana. Ale moim skromnym zdaniem – szalenie ważna.

No bo – zastanów się – dlaczego rozwój osobisty jest tak popularny wśród dorosłych. Dlaczego wszyscy rozwojowi guru i coache robią takie kariery? Dlatego, że my dorośli mamy problemy. I nikt nas wcześniej tego nie nauczył dlatego dziś musimy:

wychodzić ze swoich stref komfortu; budować nawyki; stosować strategie osiągania celów; uczyć się planować dzień; pracować ze swoimi emocjami, bo nie umiemy nad nimi panować; uczyć się dyscypliny, bo porzucamy postanowienia po dwóch tygodniach; uczyć się samokontroli, bo chcemy zjeść wszystkie ciastka; przełamywać swoje bariery, bo boimy się wystąpień publicznych, rozmawiać z ludźmi i podejmować niestandardowe decyzje;

Ja mogę wymieniać tak długo. Ale wiesz o co mi chodzi. My – dorośli – ciężko pracujemy nad naszymi niedociągnięciami, bo dziś już jesteśmy świadomi jak to wszystko wpływa na jakość naszego życia.

Co by było gdyby – czyli perspektywa dla Twojego dziecka

A co by było gdyby (uwielbiam takie zabawy!), dzieci uczyły się tych rzeczy, i potrafiły określać swoje cele z taką łatwością jak potrafią myć zęby. Co by było gdyby, Twoje dziecko chętnie nawiązywało kontakty z nowo poznanymi ludźmi? Co by było gdyby, Twoje dziecko miało odwagę i determinację by nauczyć się jeździć na rowerze, pływać, a w przyszłości języka chińskiego i latać na paralotni? Co by było gdyby, maluch potrafił cierpliwie poczekać na koniec dnia/zakupów, kiedy to dostanie nagrodę.

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąca. 
Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał.

Znasz te cytaty? Moim zdaniem są bardzo prawdziwe. To dlatego nam dorosłym tak trudno walczyć z naszymi dzisiejszymi przyzwyczajeniami, nawykami i wadami. Bo nauczyliśmy się czegoś innego i teraz, zanim nauczymy się na nowo, musimy się tych starych rzeczy ODUCZYĆ. A czasami się nawet nie da.

Musimy postawić na nasze dzieci

Moda na zdrowe odżywianie. Mama je sucharki z rzodkiewką i popija zieloną herbatą. W między czasie daje swojemu dziecku szklankę coli i parówkę. „Bo ona nic innego nie zje,  a to przynajmniej smakuje”. Tymczasem budujesz w dziecku nieprawidłowe nawyki żywieniowe, uzależnienie od cukru, soli i śmieciowego jedzenia. A dziecko ma dwa wyjścia: albo w dorosłym życiu będzie otyłe i chore, albo będzie nadludzkimi siłami, latami zmieniało te nawyki żywieniowe.

To nie jest wina tego, że ta mama, jest złą mamą. Ten problem trzeba po prostu uświadamiać! Zawsze zakładam, że rodzice CHCĄ dla swoich dzieci jak najlepiej. Tylko to „jak najlepiej” nie zawsze jest intuicyjne. Albo chodzimy na skróty. Bo rodzice też miewają problemy z dyscypliną i konsekwencją. Na szczęście można się tego nauczyć – a jeśli będziesz mieć problemy w nauce konsekwencji i dyscypliny, wiedz, że nauczając swoje dziecko tego TERAZ oszczędzisz mu przechodzenia przez to osobiście.

Musimy postawić na nasze dzieci. Dzieci są przyszłością, mają nieograniczony potencjał i mogą zmienić świat – ale wielka nasza w tym rola, by niczego nie zepsuć po drodze. A wręcz przeciwnie, podsuwać maluchom takie narzędzia, które pozwolą niejako ‚przy okazji’ nauczyć się pożądanych cech. A to jest do zrobienia.

Potraktujcie to, jako wprowadzenie do serii. Będę rozwijać tematy związane z poszczególnymi aspektami nauki przedsiębiorczości dla dzieci:)

A póki co, zapraszam na stronę dedykowaną temu zagadnieniu czyli www.przedsiebiorczedziecko.com

Zastanawia mnie teraz, jak do tego wszystkiego ma się szkoła. Teoretycznie, w szkole można by się tego nauczyć. Teoretycznie.