Szkoła Steve’a Jobsa

 

Holandia się odważyła i zaeksperymentowała – właśnie w tym roku od nowego semestru rozpoczynają się oficjalne zajęcia szkolne pod wezwaniem Steve’a Jobsa. Tak jak Jobs sobie wymarzył bez książek – za to z iPadami:)

W tym ekperymentalnym posunięciu bierze udział 11 szkół, w tym dzieci pomiędzy 4 a 12 rokiem życia. Ze względu na interaktywną „tablicę” i podręczniki w formie pdf-ów, dzieci będą w stanie wykonywać zadania, powtarzać materiał czy kończyć swoją pracę w dowolnym dla siebie miejscu i w dowolnym czasie.

Co ważne – trochę inną rolę niż zwykle pełnią w tym systemie rodzice – nie można już całej odpowiedzialności zrzucić na szkołę i nauczycielkę, bo wszystko czego się dziecko powinno nauczyć ma miejsce w budynku szkolnym od 8 do 15. Tutaj, rodzice pełnią rolę (w wolnym tłumaczeniu) coach’a edukacyjnego – muszą motywować dziecko, by korzystało z udogodnień jakie daje iPad.

Zdecydowaną zaletą jest fakt, iż rodzice oraz nauczyciele pozostają w stałym kontakcie i mogą na bieżąco obserwować postęp jaki robi dziecko w nauce. Jeśli z perspektywy nauczyciela jakaś aplikacja do nauki np. matematyki się nie sprawdza, nudzi dzieci – najzwyczajniej w świecie zamawia kolejną, która już na drugi dzień może być zainstalowana na wszystkich iPadach dzieci z danej klasy. Nieustannie projektowane są nowe aplikacje, potencjalnie może je robić każdy pedagog, z podstawami w programowaniu, albo po prostu być pomysłodawcą i zlecać je profesjonalistom.

Poza pracą z iPadem, oczywiście planowane są tradycyjne zajęcia, których pominąć nie wolno – zajęcia sportowe, plastyka, fizyczne/chemiczne doświadczenia etc.

Podsumowując.
Pomysł uważam za genialny. Będzie miał wady, ale który system jest ich pozbawiony?
Co do iPadów – może po prostu nie znam się na IT stuff, ale wydaje mi się, że do tego rodzaju projektu nadałby się każdy inny tablet – zarówno android jak i windows phone mają sklepy w których można kupować czy zamawiać aplikacje z zakresu edukacyjnego, na każdym z nich również można odczytywać pliki doc i pdf – za to różnica w cenie jest ogromna.
W tym wypadku więc, byłabym skłonna zrezygnować z lansowania się z nadgryzionym jabłkiem, w zamian za łatwiejszy dostęp sprzętu dla średnio zamożnych rodzin.

Zobaczymy czy plan się sprawdzi – za rok, napiszę relację:)

Tymczasem o naszym systemie edukacji i reformach, których wymaga przeczytacie tutaj. 

źródło: appleinsider.com