System edukacji – zło?

Dziś bez żartów, bo poruszę temat trudny i kontrowersyjny. Jeśli trafiłeś ta tego bloga, to prawdopodobnie masz podobne odczucia do tych, przedstawionych poniżej. Szczerze, co myślę o dzisiejszej szkole. 

Uważam, że szkoła…
Szkołę traktuje się obecnie jako jedyne dostępne społeczeństwu narzędzie utrzymywania ładu społecznego. Bez większego problemu da się też zauważyć elementy postkomunistyczne, gdzie efektem edukacji ma być uczeń czy wychowanek, zdyscyplinowany, zdolny do podporządkowania się i entuzjastyczny. Oświata reprodukuje zastaną strukturę społeczną i czyni absolwentów zewnątrzsterownymi i podporządkowanymi systemowi. Aż przykro to pisać po tylu latach edukacji.

 

Co można zarzucić szkole? Otóż, bardzo wiele.

Dzisiejsza szkoła jest niewydolna kształceniowo i wychowawczo, hamuje inicjatywę intelektualną, uczy dzieci utartych schematów powtarzanych bezrefleksyjnie przez pedagogów, blokuje więc rozwój myślenia zarówno uczniów jak i nauczycieli.

Przykład? Klasa druga, czytanka „Kopciuszek”. O co można by zapytać dzieci, które w wieku 8 lat są niesamowicie chłonne wiedzy? Czy w czytance dało się zauważyć sprawiedliwy podział obowiązków, czy Kopciuszek była kobietą sukcesu etc.
A jakie pytanie jest w programie? „Kto pomagał Kopciuszkowi, jakiego koloru były te ptaszki i dlaczego niebieskiego?”.

Szkoła jest statyczna. Rzeczywistość do jakiej uczniowie przywykną przez, zwyczajowo, trzynaście lat, upośledza i nie daje absolutnie żadnego przygotowania do życia w prawdziwym świecie. Nie chodzi tu bynajmniej o to, że nauczyliśmy się jak upraszczać wielomiany, a nie wiemy jak wypełniać pit. Absolwent wyrzucony na głęboką wodę, wkracza do współczesnego społeczeństwa ryzyka. Napięcia ekonomiczne i polityczne, wielość dostępnych znaczeń, poliinterpretacyjność, tworzą tsunami informacyjne. Tu niezbędna jest elastyczność, mobilność i otwartość na perspektywy życiowe. Pięknie ujął to S. Zizek w wywiadzie z  Żakowskim: „Oczywiste ograniczenie wolności, przedstawione przez elity polityczne jako wyzwolenie”.
Trochę z innej strony mówi o tym zjawisku N. Postman – dzisiejszy człowiek nie podejmuje decyzji moralnych a jedynie praktyczne, staje się typem technokraty, czyli człowieka bez przekonań i bez własnego punktu widzenia(…).

 

Co z tą szkołą?
Chodzi o to by szkoła rozwijała umiejętność dokonywania osobistych wyborów i brania za nie odpowiedzialności, jak też umiejętności poszukiwania własnych celów i własnych rozwiązań. Dziś szkoła uczy bezrefleksyjnego przyswajania cudzych celów, rozwiązań i konformistycznej ugody.

Mimo to szkoła tradycyjna ma się dobrze, jest niemal „oczywistością” naszej codzienności i niezbędnym elementem życia społecznego.
Panie Premierze, jak żyć?

 

P.S.
W przyszłych postach, napiszę więcej o alternatywach. Nie załamujmy się, nadal jest nadzieja:)

Już teraz możesz poczytać coś np. o edukacji domowej:
Vademecum edukacji domowej
Zalety i wady edukacji domowej
Co to jest homeschooling?

 

 

źródło: „Sensy i bezsensy edukacji wczesnoszkolnej” WSiP