Przepis: jak wychować Einsteina.

Choć Albert Einstein, nigdy nie chodził na zajęcia dodatkowe ani nie używał fiszek, wygląda na to, że większość znanych nam geniuszy, miała bogate doświadczenia we wczesnej edukacji.

Na przykład Mozart.

Rozpoczął komponowanie jak miał… dwa lata. Cóż, wygląda na to, że rodzice Mozarta, NIE MIELI NIC PRZECIWKO by zasiadał do pianina (wręcz go zachęcali!). W przypadku tak malutkich dzieci, rodzice zwykle zachęcają je by… trzymały się z daleka od wartościowych rzeczy w domu. Tymczasem ojciec Mozarta był muzykiem i poświęcił swe życie na rozwój talentu syna.

A Einstein?

Tata Einsteina był inżynierem, prowadził własną firmę produkcyjną urządzeń elektrycznych. Domyślacie się w co bawił się Einstein będąc dzieckiem? Mówiąc najprościej, grzebał przy różnorodnych maszynach, czasem nawet budując własne twory i świetnie się przy tym bawił.

Dzieci zawsze pociąga to, czym zajmują się rodzice. Chcą pomóc, chcą spróbować wykonać daną czynność
samodzielnie. Zwykle, nie ukrywajmy, ich pomoc jest prawdziwą udręką dla dorosłego, dlatego skutecznie zniechęcamy dzieci mówiąc „jesteś jeszcze za mały/a”, „nie dotykaj”, „zostaw to, to niebezpieczne/drogie”, „masz tu misia, idź się pobaw”.

Gdy Einstein skończył 5 lat, tata pokazał mu jak działa kompas. Wygląda na to, że jego rodzice nie widzieli problemu w zapoznawaniu syna z wartościowymi czy nawet niebezpiecznymi przedmiotami „dorosłych”. Co prawda kompas, to nie fiszka (flashcard), ale definitywnie tego rodzaju doświadczenia możemy określić jako super wczesny rozwój intelektualny.

Jak jest teraz
Niestety w dzisiejszych czasach, dorośli mają tendencję ograniczać dzieci w ramach pewnego rodzaju urządzeniach zapewniających względne bezpieczeństwo (huśtawki, kojce itp.) na tak długo, jak tylko dzieci sobie na to pozwolą. Oczywiście przy tak kruchych istotach, bezpieczeństwo jest najważniejsze, ale takie zachowanie hamuje proces uczenia się.

Bezpieczeństwo w kontekście dzieci powinno oznaczać regularny kontakt z niebezpiecznymi lub łatwo psującymi się przedmiotami i uczenie się, jak poradzić sobie z nimi w bezpieczny sposób (oczywiście do pewnego wieku pod nadzorem rodziców). Wiem, że nie jest to łatwe dla rodziców i szczerze mówiąc bardzo stresujące. Sądzę jednak, że jest to konieczne, by wykształcić w dzieciach ciekawość świata i kreatywność.
Zachęcam by, cały czas będąc przy dziecku, pozwolić trzylatkowi samodzielnie posortować pranie, wymieszać składniki na sałatkę, powkładać naczynia do zmywarki etc. Bezpieczniej jest zapoznać dziecko z niebezpieczeństwami świata zewnętrznego i powiedzieć mu, jak sobie z nimi radzić, niż ukrywać ich istnienie, narażając, prędzej czy później, na szok.

Czemu jeszcze warto poświęcić uwagę

Ponadto, istotne jest również pokazywanie dziecku różnorodności świata. Nie ograniczajmy dziecku kontaktu ze światem, zapoznając go tylko z tym co dziecięce. Przykładowo, mój 7 letni brat, ma dwa ulubione kanały i na każdym z nich swój ulubiony program. Pierwszy, to Cartoon Network, dobrze wszystkim znana nowoczesna niania dla dzieci, a ulubioną bajką jest Ben Ten. Nic dziwnego, chyba każdy mały chłopiec chciałby tak umiejętnie radzić sobie z potworami jak tytułowy Ben. Drugim ulubionym kanałem jest Discovery, i program „Jak to jest zrobione”. Przysięgam, że ten malec zna specjalistyczne nazewnictwo technicznych części, o których ja isteniu nie mam pojęcia. Ale ta fascynacja nie wzięła się z nikąd, Mikołaj , przez wiele wieczorów, zasypiał obok taty, który do trzeciej w nocy przełączał kolejno z Discovery na BBC History.

Wierzę, że nauka może być świetną zabawą, ba, powinna nią być. Flashcards to dobra metoda, by w zabawny i kolorowy sposób zapoznawać dziecko z otoczającym światem, nie każdy z nas ma w garażu maszyny a w ogródku pszczoły. Szczegółowo opisywać je będę w kolejnych postach.

O tym jak uczyć nie tylko dzieci, ale i dorosłych przeczytasz tutaj.

źródło: www.childandme.com