Po co uczyć dziecko oszczędzania?

Pytanie jest całkiem sensowne. Nie znam rodzica, który nie chciałby, by jego dziecko było oszczędne. I bardzo dobrze, bo oszczędność to bardzo szlachetna cecha. Zanim jednak zajmiemy się tym JAK nauczyć dziecko oszczędzania, chciałabym żebyśmy zastanowili się wspólnie DLACZEGO mielibyśmy to robić. A  stawiając pytanie jeszcze konkretniej, PO CO uczyć dzieci oszczędzania?

Pytanie może wydawać się głupie. No przecież wiadomo po co – chcemy żeby dzieci były oszczędne. Tylko ciekawe dlaczego, mimo, że jest to takie oczywiste, tak niewielu rodziców decyduje się na edukację dzieci w tym zakresie. Wiesz dlaczego? Bo każdy wychodzi z założenia, że dziecko nauczy się jak będzie duże. Albo, że nauczy się tego w szkole. Albo, że aby nauczyć się pewnych rzeczy, trzeba mieć własne pieniądze – więc chcąc, nie chcąc, dziecko musi czekać. A tymczasem, to wszystko nie jest prawdą.

 

Fatalne nawyki Polaków.

Wystarczy spojrzeć, jak wielką popularnością cieszą się blogi Michała Szafrańskiego (http://jakoszczedzacpieniadze.pl/) albo Marcina Iwuć (http://marciniwuc.com/). Są to blogi, na których Michał i Marcin przechodzą samych siebie, by nauczyć Polaków jak radzić sobie z własnymi finansami. Bo nie tylko dzieci tego nie potrafią, ale w konsekwencji również dorośli, którzy teoretycznie z pieniędzmi mają styczność każdego dnia. Czerpię ogromną wiedzę z obu tych blogów (i wielu innych) – tak, ja też nie jestem ideałem i też nieustannie uczę się, by radzić sobie coraz lepiej. Szczególnie, gdy prowadzi się firmę i zatrudnia pracowników. Wtedy wszystko staje się jakby podwójnie skomplikowane, i wtedy bezcenna jest pomoc z zewnątrz. Wszystkim polecam z całego serca blogi chłopaków, bo to normalni ludzie, którzy normalnie tłumaczą proste i trudne rzeczy.

A jeszcze lepiej, spojrzeć w statystyki GUSu, Krajowego Rejestru Dłużników, czy badań przeprowadzanych przez Grupę Kruk. Polacy mają fatalne nawyki finansowe. Wydajemy więcej niż zarabiamy, nie potrafimy zaoszczędzić na porządne wakacje, a do dopiero na emeryturę. Zrzucamy odpowiedzialność za naszą przyszłość finansową na instytucje państwowe, licząc na to, że „jakoś to będzie”. A nasze dzieci patrzą, i od nas się uczą. Bo przecież nie trzeba nic mówić, dzieci są fantastycznymi obserwatorami.

 

Ledwo wyleciał z gniazda, a już tonie w długach. 

Prześledźmy sobie jedno bardzo ciekawe badanie. Oryginalny raport Edukacji finansowej Polaków przeprowadzone przez TNS Polska na zlecenie Grupy KRUK, 14-20 sierpnia 2013 roku, znajdziecie tutaj: badanie.

Cały raport dotyczy grupy wiekowej młodych ludzi, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w dorosłości. Czyli dzieci, które właśnie przestały nimi być, i teraz mają korzystać z tego, czego nauczyli ich rodzice. Jeśli ktoś z Was odważy się czytać całą informację prasową grupy Kruk, to ostrzegam, że może się skończyć depresją. Wynika z niego kilka smutnych rzeczy:

1) Młodzi ludzie, nie mają żadnych doświadczeń i nawyków finansowych wyciągniętych z domu. Wraz z ukończeniem pełnoletności, mogą posługując się dowodem zaciągnąć pożyczkę, wziąć coś na raty i abonament. Podejmują te decyzje bez świadomości konsekwencji, które ich potem przytłaczają.

2) Zadłużenie Polaków wcale nie zaczyna się od rodzin, które biorą kredyt hipoteczny a potem całe życie spłacają raty i żyją „od pierwszego do pierwszego”. Zadłużenie zaczyna się już na studiach, a potem z powodu złych decyzji i braku doświadczenia w manewrowaniu budżetem domowym, koło się zapętla.

3) Największe zadłużenie jest tam, gdzie miasta są najbardziej rozwinięte. Jest tak pewnie dlatego, że tam gdzie jest „cywilizacja”, jest też największy konsumpcjonizm. I największe parcie na wyrażanie siebie poprzez to, co się posiada. Tu więc mamy do czynienia nie tylko z  nieumiejętnością zarządzania finansami, ale też brakiem pewności siebie, a więc koniecznością nadrabiania tej pewności poprzez zakupy.

4) W grupie wiekowej 18-30 lat, średnie zadłużenie na osobę wynosi 3 600 zł. Czyli mniej więcej cztery wypłaty.

5) Według ankiety, 92% pytanych uważa, że wcześnie rozpoczęta edukacja finansowa, może przynieść korzyści w dorosłym życiu. Natomiast 71% uważa, że brak tej edukacji w dzieciństwie, jest bezpośrednią przyczyną tych wszystkich problemów. Cóż, trudno się nie zgodzić.

 

Więc dlaczego chcemy, by nasze dzieci były oszczędne?

Bo każdy rodzic jakiego znam, ma naturalny instynkt, dzięki któremu dąży do tego, by jego dzieciom było lepiej niż jemu. A bez długów i z oszczędnościami żyje się wspaniale.

1) Odpadają konflikty rodzinne. Znacie statystyki, które mówią, że najwięcej małżeństw kłóci się o pieniądze? A kto z Was się kłóci o to, że jest ich za dużo i nie wiadomo co z nimi robić? 🙂 Spójrzcie tylko na wyniki w google.

2) Pracujecie dla siebie a nie dla długów i banków. A to tworzy zupełnie inne nastawienie do pracy i do życia.

3) Nie przerażają Was „nieprzewidywalne” problemy. Zepsuła się pralka? Ok, dobrze, że mamy zaoszczędzone na taką okazję,kupujemy nową. A przecież rzeczy się psują 🙂

4) Korzystacie z życia. Oszczędzanie to nie tylko kiszenie pieniędzy w skarpetach na okazję emerytury. Dobre dysponowanie pieniędzmi, pozwala na dodatkowe fundusze na np. edukację i przyjemności. Tu polecam nieśmiertelną książkę T. Harva Ekera „Bogaty albo biedny, po prostu różni mentalnie”. Autor przedstawia tam metody oszczędzania, które pozwalają na cieszenie się życiem i rozwój, niezależnie od wysokości wypłaty.

 

Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. A Jasiowi przychodzi to łatwiej.

Prawie w każdym artykule na tym blogu powtarzam, że dzieci uczą się łatwiej, mają większy potencjał i większe możliwości poznawcze. I to w dosłownie każdej dziedzinie wiedzy. I będę walczyła z mitem, że nie można nauczyć małego dziecka manewrować pieniędzmi, tylko dlatego że jest małe i nie ma własnych funduszy. Sposobów, taktyk i strategii jest co nie miara.

Ale z drugiej strony, to wcale się rodzicom nie dziwię. Przecież NIKT tego nie uczy. To znaczy – od paru lat, owszem, pojawiają się inicjatywy dodatkowych zajęć dla dzieci, gdzie niby czegoś uczą. Ale po pierwsze, teoria, to zupełnie co innego niż doświadczenie. Po drugie, zdecydowanie lepsze efekty powstają, gdy dziecko tak ważnej rzeczy, nauczy się w domu. Od rodziców, czyli osób od których czerpie cały system zachowań i norm.

Jeśli nie jesteś przekonany, to już Cię nie przekonam. Ale jeśli uważasz, że to temat wart świeczki, to zapraszam do śledzenia bloga, bo następny artykuł z serii „przedsiębiorczej” będzie o tym JAK uczyć dzieci oszczędzać.

A jeśli masz już jakieś własne patenty, napisz koniecznie w komentarzu. Inni rodzice na pewno skorzystają, a ja wzbogacę następny artykuł o Twoje doświadczenia.