Nie – sprawiedliwa edukacja

Przeczytałam przed hwilą Raport na temat Systemu Ewaluacji Oświaty. Czy edukacja wobec tego to czyste zło?
Nic dziwnego, że postępy w zmianach o pozytywnym wydźwięku są słabo widoczne, skoro poważni ludzie piszą tak niepoważne rzeczy.

Do czego piję?

Pani pedagog napisała, że system edukacji jest niesprawiedliwy. Mogę się z tym zgodzić. Natomiast argumentację każda z nas ma zgoła odmienną.

Cytuję: „W systemie rynkowym szkoły oczekują od rodziców, że będą oni inwestowali czas i środki w swoje dzieci, dzięki czemu szkoła uzyska lepsze wyniki i status. Rodzice reprezentujący klasę średnią i wyższą o wiele lepiej pasują do tego profilu niż pochodzący z klasy robotniczej. Uczniowie z klasy robotniczej są częściej postrzegani jako ciężar i ryzyko dla statusu szkoły w systemie rynkowym. Natomiast rodzice z wykształceniem będą częściej funkcjonować jako czynni konsumenci na rynku edukacji, ponieważ dysponują wiedzą, kontaktami, pewnością siebie, czasem i pieniędzmi, by móc wybrać szkołę i zachęcać dzieci do osiągania wyższych wyników w nauce.”

Czym to pachnie? – moje dziecko musi mieć każdą szkołę w zasięgu ręki, bo mi się należy, bo ma być sprawiedliwość społeczna.
Z okazji zdania klucz „sprawiedliwość społeczna” pozwolę sobie raz jeszcze wrzucić obrazek.

Jak można krytykować system rynkowy. Jak można krytykować rodziców, którzy zachęcają dzieci do osiągania wyższych wyników. Jak można sugerować, że klasa średnia ma lepsze predyspozycje do zachęcania dzieci do nauki niż klasa robotnicza. Moi rodzice nie są habilitowanymi doktorami i nie znają sześciu języków obcych, nie są też milionerami, a jednak nie zabrakło im argumentów by odpowiednio zachęcić mnie do nauki.
Jeśli będziemy postępować dłużej według tych kryteriów wykształcimy bandę nieudaczników, społeczeństwo socjalistyczne, któremu się należy czy się stoi czy się leży.

Oczywiście, że dzieci bogatych rodziców mają dostęp do szkół prywatnych, do całej gamy zajęć pozalekcyjnych, które pozwalają lepiej wykształcić dzieci. Ale dlaczego ja mam brać za to odpowiedzialność?

Co autor miał na myśli

Wolny rynek, o którym wspomina autorka owego raportu, jest właśnie najlepszym możliwym rozwiązaniem. Jeśli jakaś szkoła nie radzi sobie z kształceniem ludzi to plajtuje. Jeśli rodzice widzą różnice w ofertach jakie mają poszczególne placówki, posyłają dzieci tam gdzie uważają za stosowne, a nie tam gdzie państwo zadecydowało o rejonizacji. I w drugą stronę działa to tak samo. Jeśli szkoła na wolnym rynku oferuje profil sportowy, ma prawo selekcjonować dzieci, z naturalnymi predyspozycjami i nie przyjmować każdego chętnego. Rynek natomiast szybko się zreflektuje i jeśli będzie zapotrzebowanie na szkołę o profilu nijakim, to i taka powstanie.

Rynek sobie poradzi. Przedsiębiorcy potrafią dostosować się do wymagań konsumenta patrząc jednocześnie w przyszłość. Rodzice byliby zaskoczeni jak wzrósłby poziom edukacji i zmalało bezrobocie, gdyby o szkolnictwie decydował wolny rynek. Teraz należy tylko przekonać państwo.

Bo za działanie w tym kierunku dziś mogę zostać aresztowana.

Jest przecież obowiązek szkolny – czyli obowiązek poddania się procesowi edukacji powszechnej w ramach określonego poziomu kształcenia. Cytując Ciocię Wikipedię „Niespełnienie tego obowiązku podlega egzekucji administracyjnej. Organ miejscowy administracji publicznej właściwy do spraw edukacji może nałożyć na opiekuna prawnego dziecka karę grzywny w celu przymuszenia do realizowania tego obowiązku. W skrajnych przypadkach sąd opiekuńczy może pozbawić rodziców władzy rodzicielskiej.”

Ja wiem, że intencje były dobre. Chcieli żeby każde dziecko miało dostęp do nauki, żeby było mniej analfabetów a więcej inteligencji. Ale czasy się zmieniają. Dziś nikt nie zastanawia się czy dziecko posłać do szkoły czy raczej bardziej przyda się na roli czy w gospodarstwie domowym. Rodzice chcą żeby dzieci miały lepiej niż oni sami. Głęboko wierzę w to, że należy oddać swobodę decyzji rodzicom a zabrać ten przywilej państwu.

źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Obowi%C4%85zek_szkolny
cytat pochodzi z: K.Lynch „Oświata jako miejsce zmiany. Ramy promocji równości i przeciwdziałania niesprawiedliwości”