Kup dziecku Harrego Pottera

Tytuł raczej oczywisty, ale wbrew pozorom nie chodzi o to żebyś akurat Harrego kupował. Chodzi o ideologię. Już niemowlę można uczyć czytania.

Dzieci rodzą się w dwóch rodzajach domów:
– tych, w których książki są naturalnym elementem krajobrazu, tych, w których dziecko wymawia słowo książka jako jedno z pierwszych; tych w których dziecko widuje rodzica tak często z książką w ręku, że wydaje mu się oczywistą oczywistością, iż człowiek musi pić, jeść, robić siusiu i czytać książki;
(o tym jaki wpływ na dzieci mają takie domy możesz przeczytać tutaj)
– oraz tych w których powyższe czynniki nie zachodzą, i to właśnie z myślą o tych dzieciach piszę ten artykuł.

Jeśli dziecko z mlekiem matki nie wyssie czytania książek – nic straconego, jeszcze wciąż mogą być z niego ludzie. Domniemam, że nie muszę przepraszać nikogo z „nie ludzi” bowiem nawet jeśli wśród drogich czytelników znaleźli się tacy, którzy raczej mało czytywali w młodości, teraz z pewnością zrozumieli swój błąd, w przeciwnym wypadku nie trafiliby na mojego bloga. Po co jednak dziecko ma uczyć się na własnych błędach, skoro może na waszych? A jest co ryzykować. W dorosłym życiu sięgamy po zupełnie inną literaturę niż w latach młodzieńczych, a póki dziecko jest dzieckiem, ma czas na przeczytanie niesamowitych książek typu „Dzieci z Bullerbyn”, „Akademia Pana Kleksa” czy „Ania z Zielonego Wzgórza.”
Dlatego dajmy dzieciom fory i sami popchnijmy je do czytania, dla ich własnego dobra, a NA PEWNO prędzej czy później będą szczerze za to dziękować. A jeśli będą faktycznie dużo czytać to podziękują prędzej bo będą mądrzejsze.

A jeśli chodzi o mnie

Tu należą się podziękowania dla moich rodziców, bo nie wiem czy akurat za to mi się kiedyś zdarzyło dziękować. Tato mój czytywał literaturę fachową, ale często to były czasopisma branżowe, katalogi. Mama za to czytywała literaturę w ogóle. Dwadzieścia lat temu to nawet Harlequiny się zdarzały. Połączyłam więc jedno z drugim i dziś czytam dużo literatury branżowej ale publikowanej w formie starych poczciwych książek. Dziękuję Wam rodzice, że w moim rodzinnym domu się czytało.

Strategia, ideologia

Skoro więc idea jest jasna i klarowna czas na tajemną broń, którą w tytule nazwałam Harrym Potterem.
Jeśli dla dziecka naturalnym zachowaniem nie jest czytanie książek, należy stworzyć mu na tyle sprzyjające środowisko by odczuło z tego jakąś korzyść.
Dzieci szczególnie nie lubią robić rzeczy, które ktoś dorosły im każe. A jeśli każe „bo tak”, lub „bo jestem starszy i mądrzejszy” albo „bo kiedyś wspomnisz moje słowa” to już jest równia pochyła nieuchronnie dążąca do porażki. Dziecko myśli intuicyjnie, logicznie i nadzwyczaj prosto – pokaż mi co z tego będę miał i po co mam to robić. I tu wkracza Harry Potter. Jest to dla mnie książka symboliczna, bo o ile ja wychowałam się właśnie na „Ani z Zielonego Wzgórza” to po pierwsze jestem dziewczynką (już może nie koniecznie, ale o płeć wiadomo chodzi) a po drugie, to już nie te czasy. Teraz klasyką książek dla dzieci, które dorastają wraz z pociechą i nigdy się nie nudzą są właśnie serie typu J.K.Rowling.
Powodów jest co najmniej kilka. Harry Potter wciąż jest na topie i bez problemu znajdziesz w sklepie bądź internecie kubek lub koszulkę z postacią młodego czarodzieja. Pierwsza część serii jest po pierwsze na tyle krótka by nie odstraszyć dziecka, ale na tyle długa by odpowiednio wciągnąć; po drugie jest napisana prostym językiem, dziecko nie złamie się pod ciężarem „nudnych opisów”. A jak już odpowiednio zachłyśnie się historią, sięga po część kolejną by śledzić dalsze przygody.

Książka a warzywa

Powiedzmy sobie szczerze, książka to nie warzywo. Warzywa jemy często dlatego, że są zdrowe. I dlatego, że w przyszłości dalszej bądź bliższej będziemy się lepiej czuli.
A książki? Książki same w sobie są przyjemnością, same w sobie są najlepszą nagrodą. Dajcie dziecku tylko szansę doznać tej przyjemności. Bądźcie jego dilerem, dajcie dawkę od której jest największy odjazd i tylko czekajcie aż dziecko samo będzie błagało o kolejną działkę.

I na koniec, dla niezdecydowanych. Na pewno jest wiele książek, które się do tego celu nadają. Polecam Harrego, bo przeczytałam nie tylko wszystkie części ale przeczytałam je także w oryginale (Po angielsku jest jeszcze lepsza, niestety jak każde dzieło traci na tłumaczeniu, co jest z kolei świetnym powodem by dzieci były dwujęzyczne, ale to historia na inny artykuł:))