Karty do nauki tabliczki mnożenia – KONKURS!

Tabliczka mnożenia –  zmora wszystkich dzieci ze szkoły podstawowej. Trzeba kuć, ryć, wbijać do głowy, tylko po to żeby mając 30 lat na palcach liczyć czy dobrze pamiętamy wynik na 7×8 (nie oszukuj, każdemu z nas się zdarzyło). A co jeśli Wam powiem, że jest na to sposób? Łatwy, przyjemny, tani i skuteczny?

[KONKURS – jeśli chcesz dostać cały zestaw kart i książek z opisem gier – czytaj dalej]

Jestem leniwa. Ty też?

Przyznaję się bez bicia, ostatnio włączyłam kalkulator, żeby policzyć 4 x 17. Czy dlatego, że nie potrafię? Ależ skąd, zdawałam nawet rozszerzoną maturę z matematyki więc z matmy wcale nogą nie jestem. Wynikało to raczej z lenistwa. Bo jestem przyzwyczajona, że pracując na komputerze wszystko robię szybko, za jednym kliknięciem. Więc owszem, za czasów szkolnych, kiedy na okrągło coś liczyłam (byłam w klasie o profilu fizyczno-matematycznym) szło mi to o wiele łatwiej i byłam po prostu przyzwyczajona. Więc jak było coś do policzenia, to liczyłam. W głowie. A teraz mi się nie chce.

Za moich czasów nie było takich zabawek

I aż strach pomyśleć co by było, gdybym ja się tej matematyki uczyła zabawą. Bo szczerze mówiąc – to nie chodzi o samą tabliczkę mnożenia. Zabawy matematyczne dają o wiele więcej. Dziś matematyka kojarzy się, jako jeden z trudniejszych przedmiotów szkolnych i w ogóle dziedzina nauki, która przyprawia o dreszcze normalnego śmiertelnika. A wyobraźcie sobie jak zmieniłyby się nasze umiejętności matematyczne, gdyby zmieniła się postawa!

Gdyby okazało się, że matematyka wcale nie jest ani straszna ani trudna, a za to bardzo logiczna. Że nie trzeba tam niczego wkuwać na pamięć, tylko zrozumieć kilka zasad – a potem wszystko staje się proste. Za moich czasów nie miałam dostępu do zabawek, które by to potrafiły. Może i były, ale kto o tym wiedział? Bo na pewno nie moi rodzice. Tabliczki mnożenia uczyłam się na pamięć z kartki. Ratowałam się tym, że mój plakat (z rozpisanymi mnożeniami) przyozdobiłam brokatem.  A mama do znudzenia mnie z tabliczki mnożenia przepytywała.

Przedstawiam Wam karty do gry

Wyglądają jak zwykłe karty. Dwie talie do gry. Jednak kryją działania matematyczne. Mamy więc 110 kart (55 czarnych i 55 czerwonych). Na czarnych mamy działania, a na czerwonych wyniki. A do tego na kartach jakieś dziwne znaczki – kafelki. Szybko okazuje się, że te kafelki, to po prostu konkretyzacja symboliczych zapisów. Bo przecież „5 „jabłek to tylko umowny symbol, ale już pięć obrazków jabłka = to konkret. A taki konkret szczególnie potrafią docenić dzieci, które są na początku drogi edukacyjnej.

DSC_0036

DSC_0035

 

Jak się w to gra?

A teraz szczerze. Jak dostałam paczkę z kartami Grabowskiego myślałam sobie tak: będą dwie talie kart, w które można sobie zagrać i taka gra uczy tabliczki mnożenia. Na początku pewnie się trzeba nauczyć zasad, ale potem już idzie, bo pewnie będzie to podobne do gry w normalne kary (tu się coś rzuca, tu dobiera etc.). Taki „Piotruś” z cyferkami.

Och jak bardzo się myliłam. Mea culpa!

Okazało się, że producenci mieli na to zupełnie inny pomysł. I o wiele większe ambicje. Dlatego w pierwszej(!) książce, dołączonej do kart w zestawie, mamy pełny opis zasad do gier:

  • „Dobieranie do pary”
  • „Kopciuszek”
  • „Piotruś matematyk”
  • „Czarna-czerwona”
  • „Loteria”
  • „Gumisie”
  • „Zaczarowany bank”
  • „Sokole oko”
  • „Jasnowidz”,
  • „Szeryf”
  •  „Bingo”

K a ż d a  g r a  j e s t  i n n a.

DSC_0028

Mówią, że to fajna zabawa dla dzieci. Cóż, ja już dawno nie jestem nawet nastolatką a nie mogłam się od gry oderwać. Tym bardziej, że możesz nie lubić jakiejś gry – masz pełno innych w zamian! Twoja ulubiona gra się znudziła – żaden problem, zanim przynajmniej raz zagrasz w każdą inną, zdążysz za nią zatęsknić. Ale to nie koniec!

DSC_0030

Bo jest jeszcze druga część. W której gier jest tyle, że mi się naprawdę nie chce tego pisać (ale czego się nie robi dla czytelników). Mamy więc:

  • Pasjanse: „Egzamin”, „Marzenie”, „Trzynastka”
  • Kompletowanie w pary: „Kasyno”, „Szczęściarz”, „Tajemnica”, „Kumpel”, „Detektyw”, „Trzydzieści dwa”, „Kim z tabliczką”, „Rumcajs”, „Przyjaciele”, „Polowanie”, „Zoo”, „Rybacy”, „Zawody”, „Krzyżak”, „Olimpijczycy”
  • Gry z podawaniem odpowiedzi: „Poszukiwanie skarbów”, „Kamień, nożyce, papier”, „Parzysta-nieparzysta”, „Giełda”, „Wojna”, „Kot i mysz”, „Żółw”, „Sumo”, „Rajd samochodowy”, „Wędrowiec”, „Tor przeszkód”, „Katastrofa”, „Salto”, „Salto do celu”, „Lustereczko”, „Anglik”, „Prymus”, „Błyskawica”, „Trzy życia”
  • Gry strategiczne: „Jedenaście”, „Kółko i krzyżyk”, „Dwa Michały”, „Dwadzieścia siedem”, „Nim z tabliczką”, „Tuzin”, „Taktyk”, „Piramida”, „Ogrodnik”
  • Gry ‚sportowe’: „Smurfy”, „Królowa skakanki”, „Piłkarz”, „Matematyk”, „Rodzinka”
  • Gry matematyczne: „Trzydzieści jeden”, „Zorro”, „Manewry”, „Pomiary”, „Samuraj”, „Wywiad”, „Strategia”, „Liliput i olbrzym”, „Księgowy”, „Rzymianie”
  • Gry na dzielenie: „Kolekcjonerzy”, „Karuzela”
  • Gry hardcorowe (nawet ogarnięty dorosły się nagłówkuje): „Mini brydż”, „Teleturniej”, „Licytacja”, „Szachownica”

Gry oznaczone są gwiazdkami. Najłatwiejsze (jedna) uczą po prostu posługiwania się kartami, od nich zaczynamy. Średnie (dwie) są wyzwaniem – zabawa przednia. Trudne (trzy) gwarantują dobrą zabawę i caaaaaały zajęty wieczór. Jeśli tylko mózgi nie zaczną Wam parować. Ktoś mówił, że matematyka jest nudna?

 

A teraz na poważnie. Jaką to ma skuteczność?

Po pierwsze doświadczenie. Wiecie, jak ktoś produkuje karty do gry od 1995 roku, to już co nieco musi na ten temat wiedzieć. Pytanie więc brzmi: jakim cudem, tak niewiele osób korzysta z takich wynalazków? Dlaczego nie są rozpowszechnione? I dlaczego w sklepach zabawkowych dla dzieci jest tyle plastikowego gówna?

Prócz tego firma, która produkuje karty Grabowskiego robi na świecie wiele dobrego. Mimo, że jest to niewielka organizacja rodzinna, organizuje Mistrzostwa Polski w Tabliczce Mnożenia (było już dwanaście edycji!) oraz szkoli nauczycieli w zakresie edukacji matematycznej (przeszkolili ponad 10 000 nauczycieli). Krótko mówiąc – wiedzą co robią.

Uważasz, że Twój malec nie ma problemu z tabliczką mnożenia, ba, jest matematycznym wymiataczem? To zainteresuje Cię Światowy Dzień Tabliczki Mnożenia. Czyli wielka impreza, podczas której celebrujemy tabliczkę mnożenia. Dzieci sprawdzają dorosłych, dorośli dzieci. I pisząc wielka impreza, mam na myśli WIELKA. Tylko w tym oku (2015) wzięło w tej imprezie udział 200 000 osób! 1500 szkół z jedenastu różnych krajów. Trzeba powiedzieć, że mają chłopaki rozmach;) To naprawdę miło, że komuś chce się takie rzeczy robić:)

Karty do gry Grabowskiego mają też wszystkie atesty, są zatwierdzone jako środek dydaktyczny, ma recenzje rzeczoznawców, są konsultowane i bla bla bla – wiecie, że ja się Ministerstwem Edukacji i ich specjalistami za bardzo nie ekscytuję. Najważniejsze – niniejszym oświadczam, karty są zatwierdzone przez Godmother! 😉

Czy te karty mają wady?

Mają. Znalazłam póki co dwie.

Pierwsza – w specyfikacji napisane jest, że gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia. Nie zgadzam się z tym. Podejrzewam, że zalecenie to opiera się na fakcie, iż dzieci dopiero w podstawówce uczą się literek i cyferek więc są zbyt nieogarnięte by grać w te gry wcześniej. I – owszem – są tam gry, które nawet dla 10 latka będą ogromnym wyzwaniem. Ale ja znam dzieci moich czytelników:) Wiem, że Wasze dzieci uczą się cyferek od 3-4 roku życia. Więc moim zdaniem, karty możecie przedstawić dzieciom wcześniej. Zacząć od najprostszych gier, albo nawet liczenia kafelków i porównywania tego do przedstawionego działania. Zgadzam się, że nauczycielom w szkole i przedszkolu byłoby to trudno zrobić – ale rodzic pozwolić sobie może na więcej. Szczególnie jeśli czujesz, że maluch ma ciągoty do tematów ścisłych.

Druga. Ustalmy sobie coś – ja jestem mimo wszystko wciąż, dziewczynką. I jako dziewczynka lubię rzeczy piękne. Jak wspominałam na początku artykułu nawet mój plakat do nauki tabliczki mnożenia miał na sobie brokat. Tu więc autorzy i producenci mają zdecydowanie pole do popisu! Zgadzam się – karty z tej strony, gdzie są cyferki  i działania nie potrzebują ozdób czy udziwnień – są estetyczne i klarowne. Ale już z drugiej strony mogłoby być coś innego niż taka poPRLowska kratka 🙁 Okładka książki nie jest zła – estetyczna – ale znów, kojarzy mi się bardziej z podręcznikiem szkolnym niż zabawą dla dzieci.
Ponoć dzieciom to nie przeszkadza – no pewnie, bo to wartość samej zabawy się liczy. Ale założę się, że wygląd bardziej odpowiadający XXI wiekowi, poskutkowałby wzrostem popularności kart. I radością dziewczynek takich jak ja.

DSC_0033

 

Chcesz taki zestaw za darmo? KONKURS!

Już się robi! Mam dla Was konkurs. Wygraną jest oczywiście cały zestaw (karty + książka podstawowa +książka rozszerzona).

DSC_0031

Co trzeba zrobić, by wygrać?

Zasady konkursu! 

By wziąć udział w konkursie, pokaż mi (w dowolnej formie) jak uczysz się z dzieckiem matematyki (niekoniecznie tabliczki mnożenia, mogą być cyferki i całki).

1. Czas trwania konkursu 13.11 – 28.11.2015 r. (na maile czekam do ostatniej minuty 28 dnia listopada)

2. Pokaż jak uczycie się matematyki.

  • Możesz zrobić zdjęcie jak wkuwacie tabliczkę mnożenia.
  • Możecie nakręcić filmik.
  • Możesz przysłać prace plastyczne zrobione przez malucha.
  • Nieważne w jakim wieku jest Twoje dziecko, jeśli uczy się dopiero cyferek – pokaż jak to robicie.
  • Wszystkie chwyty dozwolone! Zaskocz mnie!

3. Zrób krótki opis (czasami muszę się domyślać co się dzieje na zdjęciu czy rysunku, a ja mam bujną wyobraźnię;)), żebym wiedziała co się dzieje na Waszym zdjęciu/obrazku/etc.

4. Napisz do mnie maila na adres godmother@www.godmother.pl w tytule wiadomości pisząc KONKURS MATEMATYCZNY

5.Wyniki konkursu zostaną ogłoszone do 30 listopada, na blogu w dedykowanym temu artykule oraz na fanpage’u godmother.

6. Wysyłając zgłoszenie konkursowe, zgadzasz się na opublikowanie treści maila oraz nadesłanej fotografii/filmu/etc.

7. Nagroda zostanie przesłana do zwycięzcy do 7 dni roboczych od ogłoszenia wyników konkursu.

To tyle. Podwijaj rękawy i do dzieła!