Jak przebiegł test Marchmallow? – Wyniki konkursu

W kwietniu ogłosiłam konkurs na wykonanie własnego testu Marchmallow, w którym do wygrania był egzemplarz fantastycznej książki. Tych, którzy wolą się zapoznać z treścią, odsyłam do filmiku, w którym to tłumaczę, lub do poprzedniego artykułu. A dla tych, którzy wolą informację podsumowaną w skrócie – poniższy akapit.

Badania naukowe przeprowadzane przez ostatnie 60 lat dowodzą silnej korelacji pomiędzy umiejętnością samokontroli w dzieciństwie, a powodzeniem w życiu. Co to znaczy? To znaczy, że jeśli potrafisz się samokontrolować, to nie roztyjesz się, bo nie sięgasz po słodycze przy każdej możliwej okazji. To oznacza, że potrafisz powstrzymać się przed wydawaniem pieniędzy i zaoszczędzić na auto, wakacje i emeryturę. Ale to też oznacza, że potrafisz kontrolować emocje i nie przyłożysz policjantowi, który wyprowadził Cię z równowagi.

Naukowcy sprawdzali, w jakim wieku tworzy się zmysł samokontroli, jak można to sprawdzić i czy można tego nauczyć. Dlatego powstał słynny już test Marchmallow, i oto jak wyglądał (kliknij na obrazek):

 

Zadanie konkursowe

W ramach zadania konkursowego, należało wykonać taki właśnie test dla swojej pociechy, zrobić zdjęcie i opisać co nieco jak poszło i rodzicowi i maluchowi. Tego czego nie wiedzieliście, to to, że oceniałam postawy rodziców i to one zdecydowały, kto w konkursie wygrał.

Do wygrania była książka, w której cały oryginalny test  marchmallow (a w zasadzie szereg testów), został opisany wraz z wnioskami. Bardzo przystępna pozycja dla rodziców, z której lekcje można wprowadzić od razu w życie.

Jeśli nie brałeś udziału w konkursie – nic straconego, zobacz jak dwie rodziny zrobiły test marchmallow w swoich domach. Czego użyły jako „odroczonej nagrody”, jakie napotkały trudności, oraz czy było warto. Wszystko znajdziesz poniżej:)

sdd

 

Kto wygrał?

(Zanim przeczytasz koniecznie kliknij na ten link)

Skoro wysłuchaliście już fanfar na cześć zwycięzców, przedstawiam Wam  pierwsze miejsce oraz wyróżnienie!

PIERWSZE MIEJSCE: Anna z z synem Tymonem
WYRÓŻNIENIE: Hanna z córką Asią i synem Jerzym

A poniżej znajdziecie opis tego, jak przebiegł test marchmallow w domach naszych zwycięzców i czym zdobyli sobie moje serce.

 

PIERWSZE MIEJSCE: Anna  z synem Tymonem

Tymon

Muszę przyznać, że trochę skłamałam. Bo napisałam, że wygrała Pani Ania, a tak naprawdę tu cichym bohaterem jest tata Tymona. Zaraz wyjaśnię co mam na myśli, ale najpierw, zobaczcie co napisała Pani Ania:)

Nasz Tymon skończył właśnie 3 lata. Byliśmy ogromnie ciekawi, jak u niego wygląda sprawa samokontroli, bo zazwyczaj jak widzi słodycze, to z radości skacze, od razu otwiera je i zjada (co nas trochę przeraża). 

Kupiliśmy Mu jajko-niespodziankę, bo pokusa czekolady i jeszcze tego, co ukryte w środku, jest ogromna. (…) Postawiliśmy telefon komórkowy i zaczęliśmy nagrywać, dzięki czemu, zrobiliśmy pełną analizę 😉 (…)

Daliśmy mu 15 minut. Ja chciałam 5 minut, ale mój mąż podsumował mnie, że nie wierzę w możliwości syna. Więc się zgodziłam, a było to dla mnie strasznie długie oczekiwanie. Dzieci chyba czują ten czas inaczej, bo Tymon nawet z krzesła nie zszedł, chociaż mu nie kazaliśmy siedzieć, chyba nigdy tak długo nie siedział przy stole!

Dobrze, że to nagraliśmy, bo mogliśmy się pośmiać z tego, co się działo, kiedy nas nie było.

Syn dużo się wiercił i mówił (oczywiście w temacie – o jajku-niespodziance), sięgał po nie kilka razy, ale odkładał. Często rękę zbliżał i cofał łapiąc się za głowę. Być może polizał, ale nie widać, bo obrócił się tyłem (sprytne), ale jajko było całe jak weszliśmy. Cieszył się ogromnie, że dostał drugie, oczywiście otworzył od razu dwa. A my jak się cieszymy! (…)

 I jak Wam się podoba historia Pani Ani? To co powiecie na zdjęcia? Mam tu dla Was prawdziwą fotorelację:
T-mtest1

T-mtest2

 

Normalnie się łezka w oku kręci. Co też tam się wydarzyło?

1) Dużo pracy mamy i wzorowa postawa taty.

Po pierwsze – opis i przygotowanie. To na pewno kosztowało trochę pracy – przygotowanie kamery, zmontowanie zdjęć z nagrania, opis, oraz rodzicielskie emocje towarzyszące cierpliwemu czekaniu na powodzenie lub niepowodzenie operacji:) Założę się jednak, że i Tymona i rodziców satysfakcja, warta była zachodu.

Po drugie – i to był czynnik decydujący, przekonał mnie tata Tymona. A w zasadzie postawa taty, bo była wzorowa. Niestety smutną rzeczywistością jest to, jak często nie wierzymy w nasze własne dzieci. Mówimy „Zosia się pewnie nie przedstawi, bo nasza Zosia to mała wstydnisia” – a wtedy tylko wmawiamy i utrwalamy dzieciom, nasze własne przekonania na temat ich możliwości. I tak – nawet jeśli Zosia 100 razy uciekła za mamę bo się wstydziła, to nie znaczy, że zawsze tak będzie. A jeśli Tymon, nasz bohater, 100 razy był niecierpliwy, to nie znaczy, że za 101 razem nie uda mu się cierpliwie poczekać. Dlatego biję brawa na stojąco, dla taty Tymona, który wierząc w syna kazał mu czekać 15 min (piętnaście minut dla trzylatka – toć to wieczność!!) i udowodnił i sobie, i synowi i nam, że dzieci są wszechmocne.

2) Rodzicielska cierpliwość.

W mailu Pani Ania napisała, że „było to dla mnie strasznie długie oczekiwanie„. Bardzo często zdarza się, że nieświadomie ograniczamy lub hamujemy osiągnięcia naszych dzieci, ze względu na przeżywane przez nas emocje. Jestem pewna, że każdy rodzic już nie raz tego doświadczył. Przykład? Jeśli rodzice histeryzują i panikują „co to będzie jak nasz mały pójdzie do przedszkola”, to maluch doskonale odczytuje emocje najbliższych. A skoro rodzice tak panikują, to znaczy, że to przedszkole, to jakieś straszne miejsce. Konsekwencje już dobrze znamy.

Rodzice Tymona z pewnością się niecierpliwili i przeżywali cały wachlarz emocji (szczególnie jak syn wołał, a rodzice nie reagowali) – ALE nie przerwali testu i pozwolili synowi SAMEMU WALCZYĆ! Brawo, brawo, brawissimo!

3) Strategie Tymona.

Tymon jest dzieckiem z rodzaju geniuszy (jak większość dzieci moim zdaniem, tylko trzeba im to umożliwić). Skąd to wiem? Powiem szczerze, że cierpliwie siedzieć i czekać w nieskończoność na odroczoną nagrodę, to cholernie trudne zadanie. Tym bardziej dla dziecka w erze konsumpcjonizmu, które przyzwyczaja się, że jak coś chce – to ma. Tymonowi też byłoby to trudno zrobić, dlatego zastosował kilka różnych strategii, by zadanie się udało.

Po pierwsze zajął się zabawą, by zabić czas. I musiał trochę ruszyć głową bo w zasięgu ręki nie miał zabawki. Postukał więc w krzesło, w stół, pośpiewał. Nie wolno mu było zjeść jajka, ale mógł je sobie pokulać i wyobrażać sobie, jakby to było, gdyby je już jadł. Tak też zrobił. Zaryzykował też strategię nie do końca zgodną z zasadami – czyli wołając tatę. Czyli „zawołam, a nuż przyjdzie i już dostanę drugie jajo”. Co ciekawe, zwykle ta strategia działa, bo rodzice bywają potwornie niekonsekwentni, a dzieci nie czekają długo by to wykorzystać. Tym razem się nie udało, tata nie przyszedł, więc dla Tymona było jasne – nadal muszę czekać. Jak tylko upewnił się co do zasad, zastosował się do nich.

4) Zaufanie.

Ten test nie ma prawa się udać w rodzinach, gdzie dziecko nie ma zaufania do rodziców. Jeśli często zdarza się, że rodzice coś obiecują i nie dotrzymują słowa – na jakiej podstawie dziecko ma wierzyć, że rodzic wróci z drugą nagrodą? Tu widać jak na dłoni – że rodzice wychowują Tymona wzorowo. Mama mówi „jak poczekasz, to wrócę i dam” a Tymon przyjmuje to do wiadomości. Jeśli mama obiecuje, to na pewno dotrzyma słowa, więc warto się starać.

Ostatnio nawet Kamila Rowińska (coach, trener rozwoju osobistego dla kobiet) powiedziała bardzo ciekawe zdanie w tym temacie. Zdanie odnosiło się do dorosłych co prawda, ale bardzo pasuje do kontekstu, więc przytoczę. Zdarza się, że czasem nawet chcielibyśmy coś zrobić, stawiamy sobie nawet cel, ale zawodzimy. Nie trwamy w diecie, nie uczymy się systematycznie etc. Dlaczego tak się dzieje? Pozwalamy sobie na porażkę bo się boimy. A boimy się, bo sobie nie ufamy. A nie ufamy sobie, bo sami siebie zawodzimy. Zobaczcie zresztą oryginał.

W relacji rodzic -dziecko, jest podobnie. Jeśli rodzice zawodzą dziecko, to maluch nie ma podstaw by ufać w słowa mamy i taty. Jeśli rodzice dotrzymują słowa – nie ma z zaufaniem problemu. A by dziecko wykazało się cierpliwością czy nawet ciężką pracą w dążeniu do celu, musi ufać, że te działania, doprowadzą je do upragnionej nagrody.

WYRÓŻNIENIE: Hania z córką Asią i synem Jerzym

IMG_2582

A oto co napisała mama Hania:

Czy test się udał? Przerósł moje najśmielsze oczekiwania 🙂
 
Po 15 min oczekiwania na drugiego ukochanego chruścika, Asia wyszła z propozycja/pytaniem czy jeśli poczeka kolejne 10 min to czy otrzyma trzeci? Szczęśliwi po 30 min zjedli wszystkie.
 
Uff, kamień z serca. Efekty przychodzą zawsze wtenczas kiedy jestem bliska poddania się wcielania czegokolwiek w życie:)
 
P.S. ale nieomieszkam zrobić im testu jeszcze raz w pojedynkę. Byłam przekonana, że Jerzy zje od razu, ale siostra go dobrze zmotywowała 😉
Hania (mimo, że nie przewidywałam wyróżnień) zdobyła sobie moje serce tym, że udowodniła (znów!), że dzieci mogą WSZYSTKO! Wiele rodziców pisało do mnie zanim przystąpili do konkursu, z pytaniami, czy to trzeba tak długo, czy nie da się jakoś inaczej tego zbadać, bo moje dziecko nie wytrzyma. A powyższe dwie mamy udowadniają, że nie tylko się da, ale (jak w przypadku Hani) dzieci załapią bakcyla i same poproszą o większe wyzwania i większe narody!
Z drugiej strony, na przykładzie rodzeństwa Asi i Jerzego widać, jak bardzo wpływa na nas pozytywne otoczenie. I to dotyczy zarówno dzieci jak i dorosłych. Jeśli masz wokół siebie ludzi, którzy Cię wspierają, którzy powiedzą dobre słowo w chwili wahania (a każdy ma takie chwile) – to wszystko jest o niebo łatwiej osiągnąć. I tylko sami siebie przekonujemy, że chcieć to znaczy móc!
Drodzy rodzice!
Dziękuję za WSZYSTKIE zgłoszenia konkursowe! Bardzo się cieszę, że konkurs i sam temat samokontroli u dzieci, spotkał się z tak ciepłym przyjęciem. Zachęcam każdego z Was do wykonania takiego testu, jeśli jeszcze tego nie robiliście – założę się, że wyniki Was zaskoczą:)