Indoktrynacja made by Szkoła

Mamy problem ze szkolnictwem, którego misją stała się różnego rodzaju indoktrynacja, w Stanach religijna. A u nas? U nas też. Tylko jak to możliwe? Przecież nasz ukochany rząd nie siedzi z założonymi rękami, przecież co chwilę są jakieś reformy i projekty. Bezskuteczne. Mam wrażenie, że jest tylko gorzej. Dziś przedstawię problem z innej perspektywy i zamiast narzekać, opiszę skąd się te zmiany biorą.

Teoria

Edukacja, jako cały wielki system, składa się z trzech głównych procesów.

1. Program
Zestaw treści nauczania i umiejętności jakie dziecko powinno nabyć w szkole.
2. Pedagogika
Proces, za pomocą którego uczymy. Jest to inaczej mówiąc forma nauczania.
3. Ocenianie
System, stworzony po to, by móc weryfikować nabytą wiedzę i postępy w nauce, jak też móc porównywać poziom poszczególnych uczniów czy szkół.

Rząd działa – program

Nasz rząd przejął kontrolę nad programem nauczania. I regularnie zabiera się za jego reformowanie. Mniej godzin histoii, wyrzucamy religię, dodajemy etykę, mniej plastyki, więcej polskiego, nie będzie filozofii bo co to za dziedzina etc.
Problem w tym, że kręcimy się w kółko. Dawno temu, stworzony został spis przedmiotów jakie powinny być czyimś zdaniem uczone i teraz przez dziesiątki lat nie robimy nic innego jak tylko umacniamy starą ich hierarchię.

I tu taka ciekawostka.
W USA został stworzony irracjonalny program o nazwie „No Child Left Behind”, który polega na tym, że dzieci mają uczyć się równo, by żadne nie odstawało, bo to niesprawiedliwe, że jedno coś potrafi i się wyróżnia a cała reszta na tym cierpi.
Rozumiecie to? Mi się nie mieści w głowie. Tym oto sposobem, wyrzucili z programu wszystkie przedmioty artystyczne, bo jak ktoś miał talent to się wyróżniał a to jest karygodne. Ani nie pomogli uczniom słabym (albo po prostu utalentowanym w czymś czego w szkole nie ma) ani nie pomogli uczniom zdolnym, bo nie pozwalają im się wykazywać. Ale za to pomogli rządowi USA, któremu będzie się zdecydowanie lepiej rządziło owieczkami myślącymi tak samo. Brawo brawo bravissimo, sama bym tego lepiej nie wymyśliła.
A żeby było jeszcze śmieszniej (tak, może być jeszcze bardziej absurdalnie) szkoły które przez pięć lat z rzędu nie spełniały kryteriów „No Child Left Behind” zostały zamknięte, albo przejęte przez stan, albo pozwalniali nauczycieli i dyrekcję.

Rząd działa – ocenianie

Kolejna rzecz nad którą pracuje nasza władza umiłowana to system oceniania. Każdy z nas pamięta, stara matura, nowa matura, klucze oceniania, średnia ważona i inne tego typu wynalazki.
Oczywiście ocenianie jest ważne – jako sposób w jaki nauczyciel ma porównać cząstkową pracę dwóch uczniów, i zapisać to w taki sposób i w takiej formie, by móc potem nikogo nie krzywdząc stwierdzić, który z nich np zasługuje na dostanie się do lepszej szkoły.
Jak to się u nas robi? Standaryzacja, standaryzacja, standaryzacja. I ostatecznie koniec z kreatywnością, koniec z innowacyjnością, nie będzie wyróżniających się uczniów – bo my nie wiemy jak to ocenić.

Rząd nie działa – pedagogika

Chcąc poprawić jakość edukacji należałoby się głównie skupić na sposobie nauczania. Czego rząd nie robi wcale. A problem tkwi głównie w tym, że szkoła jest państwowa. Prywatne firmy już dawno zarządziły by zmiany tak, by klient (rodzic, dziecko) był zadowolony. Dlatego polecam rozejrzeć się za szkołami innego typu. Jeśli np widzicie, że dziecko wykazuje ogromny talent manualno-plastyczny warto zainteresować się szkołą Waldorfską.

Bo klucz tkwi w personalizacji a nie standaryzacji. Nie można spłaszczać poziomu, dostosowywać do wspólnych standardów. Każde dziecko jest inne – i tu poważnie. Bo dorośli już nie zawsze, czasem po wieloletniej indoktrynacji w szkole, po pracy na etacie, wracają do domu oglądają te same programy, kupują te same rzeczy, jadą na wakacje w te same miejsca i głosują na tą samą partię. Ci ludzie nigdy nie osiągną nic spektakularnego.
Ale każde dziecko jest inne – dzieci jeszcze nikt nie zdążył zepsuć. To trzeba pielęgnować, podkreślać, dawać im pole do rozwoju, pole do popisu, inspirujące i stymulujące środowisko.

Jeśli póki co szkoły mamy do dupy – zajmijmy się tym w domach.
Bo dzieci to nasze wspólne jutro. Warto o to dbać.