Dlaczego chodzik jest zły? Dla mózgu.

Chodzik jest zły. Chodzikom mówię kategorycznie nie. Rewolucją będzie jednak nie sam pogląd, na te jakże postępowe wynalazki, a sposób argumentacji mojego stanowiska. Zgodnie z tematyką strony – jak chodzik wpływa nie na zdrowie a na MÓZG?

Argumentacja standardowa

Badania i lekarze grzmią, iż jest to niezdrowe dla dziecka. Oczywiście jest to prawda.
Dziecko wsadzone do chodzika ani nie siedzi, anie nie chodzi. Jest w pozycji nienaturalnej, która szkodzi jego zdrowiu i prawidłowemu rozwojowi fizycznemu.
Uwierzcie mi bądź nie – matka natura nie jest idiotką. Jeśli wymyśliła proces, w którym to niemowlę uczy się trudnej sztuki chodzenia, oznacza to, że próba przeskoczenia poszczególnych etapów nie jest najlepszym pomysłem.
By nauczyć się chodzić, dziecko pokonuje cztery etapy w następującej kolejności:
– ruch bez przemieszczania się
– pełzanie
– raczkowanie
– chodzenie
I nie ma takiej możliwości, by dziecko zdrowo rozwijające się pominęło któryś z etapów. Są natomiast przypadki, gdy każde dziecko przechodzi etap w odpowiednim dla siebie czasie i okresie. Pamiętajcie drogie mamy, że dziecko próbuje czasem pełzać już kilka godzin po porodzie!

Jeśli więc na którymkolwiek z etapów, wrzucamy dziecko do chodzika, zaburzamy naturalny rozwój fizyczno-ruchowy dziecka. I nie ma tłumaczenia „ja i mój mąż i moje rodzeństwo wychowaliśmy się na chodzikach i jest wszystko dobrze”. Dziewięć osób też na ostatnią chwilę zdążyło przebiec przez jezdnię, dopiero dziesiąta nie zdążyła – ja nie chcę by moje dziecko było statystycznym dziesiątym dzieckiem.
A i to nie do końca prawda, bo domniemane „wszystko dobrze” może oznaczać płaskostopie, skoliozę, wadę kręgosłupa która odkryta zostanie przy okazji jakiegoś badania w podeszłym wieku.

Argumentacja niestandardowa

Umówmy się, że wizja płaskostopia może nie być wystarczającym argumentem na nie. Szczególnie gdy na szali postawimy niesamowitą wygodę i ułatwienie funkcjonowania zapracowanej mamy.

Może to Was przekona.

Na początek skrót artykułu o rozwoju mózgu niemowlęcia. Noworodki nie czytają książek, nie oglądają programów na discovery ani nie grają w gry edukacyjne. Z czego wynika, że ich wytężona nauka od pierwszego dnia na tym świecie, może być przez dorosłych mniej dostrzegalna. Wykorzystanie ich subtelnie rozwiniętych umiejętności i zmysłów zawiera się w niemal niedostrzegalnym dla rodziców procesie – a jednak, mózg dziecka pracuje intensywniej niż dorosłego podczas rozgrywki szachowej.

Dlatego rozwój sensoryczno-motoryczny we wczesnych etapach życia wpływa nie tylko na fizjologię dziecka, ale przede wszystkim na rozwój i n t e l e k t u a l n y!
Dziecko nie jest w stanie nauczyć się jak utrzymać równowagę – nieprawidłowo rozwija się percepcja błędnika. Dziecko nie jest w stanie nauczyć się jak utrzymać środek ciężkości, jakie konsekwencje wynikają z jego ruchów i poczynań, jak działa grawitacja, jak amortyzować upadki – jednym słowem dziecko traci możliwość rozwinięcia wielu funkcji, które z kolei są niezbędne do jego późniejszego rozwoju.

Dlaczego dzieci aktywne fizycznie we wczesnym etapie życia, są często inteligentniejsze w latach późniejszych. Ponieważ na początku ruszając dwiema rękami, dwiema nogami nauczyli się również koordynować dwie półkule mózgowe. Co potem przełożyło się na jednoczesne czytanie i rozumienie tekstu czytanego, jednoczesne mówienie i myślenie etc.

Jeśli więc decydujecie się na używanie chodzika – świetnie. Ale zawczasu nauczcie się na pamięć zdania do recytacji, gdy Was kiedyś dziecko o to zapyta:
„Drogie dziecko. Gdy byłeś mały świadomie przedkładałam własną wygodę nad twój rozwój intelektualny. Wiem, że dziś słabiej radzisz sobie w szkole, i że nie jesteś już w stanie nadrobić pewnych braków, wiem też, że się do tego przyczyniłam. Wiem, że chodziki stworzone są tylko dla wygody matek, które mogą zająć się czymś innym niż opieką nad dzieckiem, wiem też, że szkodzą każdemu dziecku w każdym przypadku. Wybacz.”

A o rozwoju zmysłów więcej przeczytasz tutaj.