Brudne dziecko, mądre dziecko.

 

Każdy z nas zna maksymę „brudne dziecko to szczęśliwe dziecko”. Są obrońcy, są hejterzy – ja tę tezę zmienię. Brudne dziecko, jest nie tylko szczęśliwe, a wręcz mądre. Wniosek wysnułam nie tylko z książek, a przede wszystkim z… błota.

Od zarania dziejów ludzie podziwiają mądrych i inteligentnych ludzi. Podziwiają – bo doceniają ich wkład w rozwój cywilizacji. Mało tego, matka natura urządziła ten świat tak, iż nie dość, że prokreujemy, ale również staramy się by nasze potomstwo było ‚lepsze’, by lepiej przyczyniło się światu. I tu pojawia się pytanie, jak to zrobić żeby nasze dzieci były mądrzejsze? Wychowywać jakoś inaczej? Szkoły lepsze? Całkiem niedawno panowała moda na zajęcia dodatkowe (chyba nadal panuje, jakby się tak zastanowić) – a więc basen, szachy, angielski, francuski, skrzypce, gitara i piłka nożna. Uff…

No toż to prawdziwy skandal. Jak można tak nie dopilnować dziecka...
No toż to prawdziwy skandal. Jak można tak nie dopilnować dziecka…

 

Nie ujmując nikomu, mi ten problem również spędza sen z powiek, tylko na trochę większą skalę – chcę żeby możliwie wiele dzieci było mądrych, nie tylko moje. Dlatego też, czytam obserwuję i sprawdzam. Poznaję dużo dzieci i dużo rodziców – i tak poznałam dwóch chłopców, bliźniaków.

Bliźniacy

Bliźniacy byli „inni”. Zdecydowanie wyróżniali się na tle pozostałych dzieci, tylko na początku nie wiedziałam czym konkretnie. Nie byli „mądrzy czy inteligentni” jak to się zazwyczaj mówi i nazywa dzieci obdarzone określonymi cechami. Takich „mądrych i inteligentnych” dzieci widziałam dużo, i chwała im za to – bliźniacy jednak byli mądrzy w jakiś specyficznie inny sposób.

Czy byli nieokiełznani – czasami, irytujący – zdarzało się, niezdyscyplinowani – w określonych warunkach. Wyróżniali się jednak sposobem formułowania myśli, a raczej w ogóle umiejętnością ich formułowania. Potrafili wyciągnąć zaskakująco dojrzałe wnioski na podstawie widocznych i ukrytych przesłanek, bazując przy tym na własnym doświadczeniu i obserwacji świata. Właśnie świat – jak na trzylatków, zaskakująco dobrze go rozumieli, zdumiewająco przenikliwie.

Dzieci nie mogą trzymać ostrych rzeczy, bo nie panują nad rękoma i mogą zrobić sobie krzywdę. Jak będziesz starszy to się nakroisz.
Dzieci nie mogą trzymać ostrych rzeczy, bo nie panują nad rękoma i mogą zrobić sobie krzywdę. Jak będziesz starszy to się nakroisz.

 

Chłopcy mieli wszystkie te cechy, które wyróżniają geniuszy – nie chcą się podporządkować głupiej, bądź niezrozumiałej idei. Jeśli coś własnym rozumkiem zrozumieją, i wyda im się to słuszne – dlaczego nie – dlatego też stwierdziłam na początku, iż byli zdyscyplinowani w określonych warunkach. I chwilę mi to zajęło, zanim zrozumiałam, że jeśli chcę coś uzyskać z dialogu z bliźniakami, muszę swoje stanowisko odpowiednio uargumentować – aż do momentu gdy zdobyłam sobie ich szacunek i zaufanie – wówczas szło znacznie łatwiej;)

Zadawali też dużo pytań. Trzylatka wiele rzeczy interesuje, bliźniaki jednak zadawali bardzo przenikliwe pytania, tak jakby intuicyjnie rozumieli powierzchowność „nowej” rzeczy i starali się dokopań głębiej. Ich zdecydowanie nie dało się zbyć w stylu „bo tak”.

Zabijali komentarzami. Dziecko z reguły nie myśli abstrakcyjnie. Nie potrafi więc operować sarkazmem i ironią. Oni potrafili. Wyliczać tak mogłabym chwilę dłuższą, ale nie o to chodzi by chłopców zachwalać, tylko by wyciągnąć wnioski. Zaczęłam więc zastanawiać się intensywnie, z czego wynika ich tak fantastyczne na ten wiek zrozumienie świata? Zastanawiałam się, zastanawiałam aż z pomocą przyszedł mi Facebook. Tak, tak – jak czegoś nie ma w internecie, to nie istnieje.

Znalazłam zdjęcia chłopców podczas beztroskich zabaw (a co mogą robić dzieci w tym wieku), ale zabawy te były jakieś takie inne…

 

A to podwójna strata. Nie tylko dziecko brudne nigdy się nie domyje, ale również ubrań nie dopierze - ale co tam dziecko, nowa całkiem dobra zabawka do wyrzucenia, przecież tego błota się na pewno nie wyskrobie!" width="600" height="450" class="size-full wp-image-2269" /> A to podwójna strata. Nie tylko dziecko brudne nigdy się nie domyje, ale również ubrań nie dopierze - ale co tam dziecko, nowa całkiem dobra zabawka do wyrzucenia, przecież tego błota się na pewno nie wyskrobie!
A to podwójna strata. Nie tylko dziecko brudne nigdy się nie domyje, ale również ubrań nie dopierze – ale co tam dziecko, nowa całkiem dobra zabawka do wyrzucenia, przecież tego błota się na pewno nie wyskrobie!
Spadną i złamią sobie kark a co najmniej ręce.
Spadną i złamią sobie kark a co najmniej ręce.
O matko jakie brudne dzieci!
O matko jakie brudne dzieci!
Nowe dresy. Podarte. A poza tym co ludzie powiedzą?
Nowe dresy. Podarte. A poza tym co ludzie powiedzą?
Gdzie jest mama tych dzieci?
Gdzie jest mama tych dzieci?
Nie, nie podchodź! Bo Cię Pan okrzyczy!
Nie, nie podchodź! Bo Cię Pan okrzyczy!
I już słyszę te zawodzące matki, że spodnie mokre, że chory będzie i że woda w butach.
I już słyszę te zawodzące matki, że spodnie mokre, że chory będzie i że woda w butach.

Oglądając te zdjęcia, słyszę w głowie stado matek polek, które krzyczą i lamentują. Ale to tylko jeden typ. Są też matki, które podobnego problemu nie mają – bo prewencyjnie zastraszają dzieci zanim zdążą się pobrudzić, albo zrobić coś głupiego. A może warto poczytać o tym, że powinniśmy dać dzieciom „śmiercionośne zabawki„. Na szczęście istnieje trzeci typ – taki jak mama bliźniaków. Zdecydowana większość z Was domyśla się do czego dążę, ale by nie opierać się wyłącznie na własnym zdaniu przeczytajcie co ma do powiedzenia Glenn Doman (fragment książki „Subtelna Rewolucja”):
„(…) Skoro najważniejszy okres wzrostu mózgu przypada na czas od urodzenia do szóstego roku życia dziecka, oczywiste jest, że im szybciej zapewnimy dziecku właściwe warunki i odpowiednią stymulację, tym większe przyniosą one dziecku korzyści. (…) Wzrost i rozwój mózgu mogą być również spowolnione przez stworzenie dziecku warunków niedających mu szansy badania i odkrywania swojego otoczenia poprzez zmysły wzroku, słuchu, dotyku, smaku i powonienia, a także ograniczających możliwości poruszania się, mówienia czy manipulowania.(…)”

Posłuchajcie co ma do powiedzenia na ten temat taki ekscentryk jak Janusz Korwin-Mikke (fragment książki „Vademecum ojca”):

„(…) Chłopcy baraszkują jak młode psiaki i – podobnie jak u wilków – jest to widać korzystne. Coraz korzystniejsze w miarę przyspieszania tempa rozwoju. Chłopca nie powinno się ograniczać w zabawie. Drze portki – to wkładać mu stare, pocerowane! Skaleczy się – to organizm prędzej nauczy się walczyć z bakteriami. Zrobi sobie krzywdę – Panie, młode tygrysy bawią się ze sobą bez obawy; natura tak wyposaża każdy gatunek, by poszczególne osobniki bez uszczerbku mogą znieść wzajemne ataki.(…)”

Bo tak się składa, że dzieci uczą się świata inaczej niż dorośli. Ja wiem jak smakuje deszcz, wiem jak się chodzi po żwirze, jak po piasku i wiem co się stanie jak zmieszam wodę z ziemią z doniczki. Nie należy u dzieci odwracać naturalnego procesu i faszerować ich książkami (nie mam nic przeciwko książkom, tylko w wieku trzech lat błoto plasuje się wyżej w poznawczej hierarchii ważności). Dzieci muszą poznać zjawisko grawitacji spadając i skacząc, muszę poznać siłę odśrodkową przesadzając na karuzeli, muszą poznać zjawisko tarcia ślizgając się na lodzie – mniej istotna jest umiejętność nazwania tych wszystkich zjawisk, ważniejsze jest osobiste doświadczenie, które prowadzi do ZROZUMIENIA jak funkcjonuje świat – i tak się rodzą geniusze.

Wszystkie zdjęcia są prywatną własnością mamy bliźniaków, wszelkie próby kopiowania i wykorzystywania wymagają pisemnej zgody właścicielki.