Studia podyplomowe z Neurodydaktyki – moje wrażenia.

Studia podyplomowe z neurodydaktyki to nowość, w Polsce dostępne od kilku lat. Marzyłam by je ukończyć jeszcze zanim jakakolwiek uczelnia pomyślała o ich wprowadzeniu – i w końcu się udało. W czerwcu 2017 otrzymałam tytuł neuropedagoga. Czy było warto? Jak wyglądały studia z perspektywy moich wysokich oczekiwań? Jak sprawdził się program studiów i wykładowcy?

Neurodydaktyka to dziedzina ciepła jak bułeczki. Nowa i dziewicza. Dlatego jeśli nie wiesz dokładnie co to jest, odsyłam Cię do mojego artykułu, w którym opowiadam czym jest neuroedukacja i jaka jest definicja neurodydaktyki.

Robiłam do tych studiów trzy podejścia w trzech kolejnych latach. Za pierwszym razem, tydzień przed pierwszym zjazdem odwołano całą podyplomówkę. Podobno „personalne problemy koordynatora studiów”. Za drugim razem zaproponowano mi studia podyplomowe z „neurodydaktyki z elementami struktogramu”. Structogram? Serio? Nie mam nic do tego niezależnie ale neuronauka to to nie jest.  I w końcu, za trzecim razem udało się! Uruchomiono kierunek, koordynatorem była sama Marzena Żylińska (autorka podręcznika do neurodydaktyki) a zjazdy odbywać się miały w Bygdoszczy czyli zaledwie 2 h drogi od domu. Mogło być gorzej.

Aha, zapomniałam powiedzieć, że owego października kiedy rozpoczynałam studia moja córka kończyła 3 miesiące. Więc całą podyplomówkę zjeździłam z niemowlakiem! Można? Można! (Pod warunkiem, że masz mamę, która przypadkiem mieszka w Bydgoszczy i siedzi z wnusią w weekendy zjazdowe.) <3

Czy było warto podjąć studia podyplomowe z neurodydaktyki?

Bezapelacyjnie tak. Dlaczego było warto?

1. Nowe wątki, szersze horyzonty, powracające i nowe ścieżki rozwoju.

Moja koleżanka ze studiów podsumowała to tak „Poszłam na podyplomówkę, bo już coś o tym czytałam, wiedziałam, że coś jest ze szkołą nie tak i chciałam sobie to wszystko jakoś podsumować. A koniec końców, mimo, że mądrzejsza wychodzę z nowymi ścieżkami i pomysłami i świadomością ile jeszcze muszę się dowiedzieć.”

I takie są i moje wrażenia. Też poszłam by sobie podsumować, ułożyć i ogarnąć wszystko co wiem. Skąd te wszystkie nowe inspiracje? Na każdych zajęciach polecane były jakieś „inne tematy, których teraz tu nie poruszymy bo nie ma za bardzo czasu, ale warto się zainteresować”. Polecane były szkolenia, grupy na facebooku, książki, artykuły, filmiki na youtubie – każdą nitkę można by pociągnąć i uczyć się dalej i dalej i dalej.

Wychodzę więc bogatsza o wiedzę czego nie wiem. A to bardzo dużo dla kogoś, kto przyzwyczajony jest do samoedukacji.

2. Sympozja, dodatkowe zjazdy i zwiedzanie.

Nie wiem czy nasza grupa była taka obrotna i ambitna czy każdy turnus neurodydaktyki tak ma, ale ewidentnie wykorzystaliśmy okres studiów na całego.

  • Jeden ze zjazdów miała prowadzić pewna pani z zakresu powiedzmy arteterapii. Na co dzień prowadzi (od 20lat!) pracownię artystyczną dla dzieci i dorosłych ze specjalnymi potrzebami. Udało się wszystko zorganizować tak, że to my pojechaliśmy do jej pracowni do Torunia. Na żywo zobaczyliśmy jak pracuje, czym pracuje i jakie są tego efekty. I to porządnie, bo nie byliśmy tam dwie godziny tylko dwa dni! Zresztą zobacz sam:
  • Jako dodatkowy zjazd zorganizowaliśmy sobie sami wizytę w jednej ze szkół działającej w programie „Budząca się szkoła”. Dyrektorka szkoły nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi w Łodzi była naszym wykładowcą i pozwoliła nam przyjechać, zobaczyć jak wygląda szkoła, klasy, zobaczyć jak prowadzone są lekcje i porozmawiać z nauczycielami praktykującymi neurodydaktykę na zajęciach.
  • Tylko dzięki tego, że akurat studiowałam i wykładowcą była Marzena Żylińska dowiedziałam się, że do Polski przyjedzie Joachim Bauer – neurobiolog (między innymi), który działa aktywne w ruchu neuroedukacji. Kilka razy z rzędu został wybrany w niemczech na myśliciela roku. Jego książki (większość o edukacji) są bestsellerami. Warunek był jednak taki: Bauer owszem, przyjedzie, ale udział w warsztatach mogą wziąć tylko dyrektorzy, szkoleniowcy, aktywiści PO CZTERDZIESTCE. Rozumiesz to? Postawiłam świat na głowie żeby tam być. Udało się! Zostałam wyszkolona z metody Fryburskiej.
  • Pojechaliśmy też dwa razy na Międzynarodowe Sympozjum Naukowe z Neurodydaktyki w Katowicach (jest co roku w październiku, ale można też obejrzeć wykłady na YouTubie). Tu prawdopodobnie pojechałabym niezależnie od podyplomówki ale i tak zawsze miło, że było z kim obgadać wykładowców 😉 .

3. Fachowcy, czyli kto mnie uczył.

Znajdujemy się w sekcji „dlaczego warto” więc nadmienię tylko tych wykładowców, którzy zrobili na mnie b a r d z o  d o b r e wrażenie. To nie znaczy, że reszta była beznadziejna a wyłącznie to, że ta trójka była najlepsza.

  1. Marek Kaczmarzyk
    Człowiek, który nie robi „pitu pitu”. Mówi co miał powiedzieć, jest przygotowany i przede wszystkim – ma ugruntowaną wiedzę biologiczną. Nie zagięło go żadne pytanie, a byłam naprawdę ciekawa i pytałam o wiele. Polecam wykłady doktora Kaczmarzyka na YouTubie.
  2. Marzena Żylińska
    Przede wszystkim wie PO CO jest ta cała neurodydaktyka. Wszystko co mówi jest osadzone w zrozumiałym dla mnie kontekście. Wykłady dr Żylińskiej najbardziej pomogły mi złożyć wszystko w całość.
  3. Marcin Jaracz
    Neuropsycholog. Człowiek, który wie wszystko o hipokampach, układzie nagrody i ciele migdałowatym. Odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. A dodatkowo przykład osoby, która wciąż się uczy i udoskonala swoje wykłady. Ukłony.

4. Lektury obowiązkowe.

Zestawienie lektur obowiązkowych było trafione w dziesiątkę! Zawierało zarówno pozycje podstawowe, które wprowadzą osoby początkujące i dadzą bazową wiedzę. Jednocześnie właśnie te ogólnikowe i podstawowe pozwalały zbudować strukturę i poukładać wszystko w głowie. Były też pozycje rozszerzające wiedzę i na tyle napakowane merytorycznie, że mogły zadowolić nawet najbardziej ambitnego studenta.

Zorganizowane było to tak, że każda osoba (ewentualnie para) wybierała lekturę, którą przeczyta i omówi dla grupy. Lektury były omawiane dodatkowo po 1-2 na zjeździe albo online pomiędzy zjazdami. Nie była to najbardziej optymalna forma nauki ale jeśli mnie znasz choć trochę wiesz, że ja te książki i tak wszystkie muszę przeczytać sama.

Być może niektórzy z Was zastanawiali się nad podjęciem takiej podyplomówki. Nie każdy może sobie na to pozwolić, nie w każdym momencie życia i nie każdy ma na tyle dużą potrzebę by jeździć na weekendowe zjazdy po Polsce, ALE…

… jestem przekonana, że przeczytawszy WSZYSTKIE poniższe pozycje książkowe, zdobędziesz porównywalną wiedzę co osoba, która studia podyplomowe z neurodydaktyki ukończyła. Być może władze uczelni będą mi mieli za złe – ale co tam, czego się nie robi dla czytelników. Oto pełna lista:

Jedną z powyższych książek opisałam, a w zasadzie wyrysowałam wcześniej – tu znajdziesz notatki graficzne do Spitzera „Jak uczy się mózg”. Planuję zrobić jeszcze kilka takich notatek ale może nie do pełnych książek i na pewno nie do wszystkich powyższych.

Zalet z pewnością było więcej ale artykuł i tak już jest dość długi więc trzymam się konkretów. Dlatego od razu przechodzę do rzeczy, które nie były tak doskonałe.

Wady studiów podyplomowych z Neurodydaktyki.

Na początku zaznaczę, że kończyłam studia na WSB w Bydgosczy. Podyplomówek z neurodydaktyki jest więcej a jak czytasz ten artykuł może ich być całkiem sporo, bo temat jest gorący i uczelnie z tego trendu korzystają. Co niesie za sobą wiele niebezpieczeństw i o ile wiele z nich jest uniwersalnych i może dotyczyć wielu uczelni, miej na uwadze, że wypowiadać się mogę bezpośrednio tylko o WSB w Bydgoszczy.

1. Nieadekwatny i trochę z przypadku program studiów.

W nowopowstałych dziedzinach panuje często chaos. Tak jest też z neurodydaktyką. Jaka jest jej definicja? Co się w tym terminie zawiera a co neurodydaktyką nie jest? Jak ułożyć zagadnienia od ogółu do szczegółu, skoro nie do końca wiadomo jakie w zasadzie są zagadanienia?

W moim roczniku był dodatkowy problem. Nad merytorycznym programem studiów czuwała Marzena Żylińska. Choć ‚czuwała’ jest tu dużym nadużyciem, ponieważ niejako odziedziczyła gotowy program studiów po poprzedniku i nie mogła go zmienić. Zdarzył się taki kwiatek jak zajęcia z inteligencji wielorakich – koncepcja, która się z neurodydaktyką nie lubi. Gardner twierdził, że inteligencji jest około 8, a neurodydaktyka twierdzi, że jest ich znacznie więcej jeśli nie nieskończenie wiele. Na samych zajęciach pojawił się więc chaos, bo „to macie w rozpisce, ale że jest to głupie to zrobimy coś innego”. Koniec końców do dziś nie wiem czego miałam się nauczyć na tamtym zjeździe.

A to jest dobra informacja dla Ciebie. Od 2017 roku program jest zmieniony i przygotowany tym razem własnoręcznie przez dr Żylińską.

Tak oto wygląda program studiów na rok 2017/2018.

Obszar tematyczny 1 Elementy neurobiologii i neuropsychologii (44 godziny)

  • Neurobiologiczne podstawy funkcjonowania mózgu
  • Podstawy neuropsychologii
  • Neuropsychologia dziecięca
  • Neuropsychologia kreatywności
  • Wprowadzenie do teorii umysłu

Poznanie mechanizmów sterujących rozwojem i pracą mózgu pozwala na lepszą organizację procesu uczenia się i tworzenie środowiska umożliwiającego indywidualny rozwój potencjału każdego ucznia, a także dostarczy argumentów na rzecz tworzenia nowej kultury edukacyjnej.

Obszar tematyczny 2 Metodyka (64 godziny)

  • Wprowadzenie do neurodydaktyki
  • Metodyka w kulturze nauczania i uczenia się
  • Planowanie zajęć bazujących na motywacji wewnętrznej
  • Warsztaty kreatywności
  • Organizowanie przestrzeni edukacyjnej przyjaznej uczniom

Studenci zdobędą narzędzia metodyczne niezbędne do wprowadzania nowej kultury edukacyjnej, nauczą się jak analizować materiały dydaktyczne i wybierać te, umożliwiające efektywną naukę, a także jak oceniać pracę uczniów, by nie niszczyć motywacji. Innym celem jest planowanie zajęć opartych na ciekawości i kreatywności.

Obszar tematyczny 3 Tutoring (64 godziny)

  • Tutoring
  • Warsztaty komunikacji

Studenci poznają podstawowe założenia metody tutoringu, jego rodzaje, a także zdobędą praktyczną kompetencję budowania relacji tutorskiej z uczniami, innymi tutorami, nauczycielami, dyrekcją szkoły i rodzicami. Dzięki warsztatom studenci będą mogli poznać i rozwinąć metody budowania u uczniów motywacji wewnętrznej.

Wygląda zdecydowanie lepiej niż za „mojej kadencji”.

2. Nieustrukturyzowane i nieefektywnie zaprojektowane zajęcia. W efekcie czego potencjał wykładowców nie został wykorzystany.

By wyjaśnić o co chodzi najlepiej podam przykład. Jednym z wykładowców była Bożena Będzińska-Wosik. Pani Bożena jest dyrektorką szkoły publicznej w Łodzi, która ze zwykłej rejonówki przykształca się w Budzącą się szkołę. Czyli pani Bożena osobiście inicjuje i nadzoruje wprowadzanie elementów neurodydaktyki w praktyce! W normalnej naszej publicznej szkole, w normalnych klasach z normalnymi uczniami.

I dokładnie ta sama Pani Bożena, zamiast korzystać ze swojego doświadczenia i ogromnej wiedzy praktycznej, przed 2 godziny robiła z nami mapę myśli pt. „co motywuje ucznia do nauki”. I niekończące się debaty ze studentkami „a moje dziecko to ma takie lekcje”. Płakałam wewnętrznie podwójnie. Bo jeśli jest słaby wykładowca to jest i słaby wykład – trudno. A jeśli jest doświadczona Pani Bożena, która potrafi ciekawie i inspirująco opowiedzieć o tym co robi ale z jakiegoś powodu tego nie robi – moje serce krwawi.

Ile się dało pytałyśmy o szczegóły pracy w szkole i tym sposobem udało się co nieco dowiedzieć. Potem zorganizowałyśmy wycieczkę do tej właśnie szkoły i zobaczyłyśmy to na własne oczy. Ostatecznie – wiem więcej. Ale gdyby pojawiła się osoba, która zawodowo zajmuje się PROJEKTOWANIEM szkoleń, ćwiczeń, zadań, treści szkoleniowych – jestem przekonana, że znacznie lepiej udałoby się przekuć wiedzę wielu wykładowców w świetne zajęcia i ogrom wiedzy dla studentów.

Trochę ironiczne bo między innymi tym neurodydaktyka się zajmuje. Jak efektywnie nauczać i uczyć się.

3. Za mało twardej wiedzy. Za mało badań. Za mało przykładów.

Może być tak, że po prostu jestem chorobliwie ambitna i zawsze oczekuję więcej. Moje koleżanki ze studiów nie były aż tak rozczarowane ale wspominały od czasu do czasu, że tego czy tamtego mogłoby być więcej.

Dużo czasu na studiach przegadaliśmy o tym co złego dzieje się w szkole i jak musi być by było lepiej. O tym, że dziecko musi być wolne, samodzielne i aktywne. Że jest indywidualnością i trzeba wspierać zainteresowania. O tym, że trzeba zachęcać a nie zmuszać. I wszystko fajnie – tylko ile można? Wydawać by się mogło, że jeśli ktoś idzie już na studia podyplomowe z neurodydaktyki, to jest świadom większości z tych rzeczy. I chce dowiedzieć się konkretów!

Jakie badania potwierdzają te tezy?
Jak to zrobić w praktyce – przykład!

Badania i przykłady trzeba było często wyciągać siłą, dygresjami i pytaniami. I o ile w przypadku dr Jaracza, dr Kaczmarzyka czy dr Żylińskiej byli oni na wiele z tych pytań przygotowani, o tyle wielu wykładowców nie. Dwa razy miałam nawet wrażenie, że gdybym natychmiast zamieniła się rolami z wykładowcą zrobiłabym to lepiej – a jeśli jako studentka mam takie wrażenie, to nie świadczy dobrze o poziomie merytorycznym omawianego zagadnienia.

 

Ostatecznie – było warto i polecam.

Weź pod uwagę, że jestem neuroedukacyjnym nerdem. Ja się tego od lat uczyłam sama i na zagraniczynch kursach więc nie spodziewałam się, że w każdej minucie zajęć będę się uczyła czegoś nowego. Chciałam raczej uporządkować i zrozumieć to co niby wiedziałam w teorii.

Czytałam co mi podsuwali, oglądałam co polecali i jeździłam gdzie się dało – więc tak, bardzo dużo wyciągnęłam ze studiów dla siebie. Absolutnie było warto i nawet przy niezmienionym programie podejmując decyzję raz jeszcze bez wahania zapisałabym się na studia, nawet gdyby były dwa razy droższe.

Niezależnie czy się na jakąkolwiek podyplomówkę wybierasz – pamiętaj, że samoedukacja jest wybitnie niedoceniana. Samodzielnie jesteś w stanie nauczyć się naprawdę wiele. Nie bez przyczyny jest nazwa – studiowanie. Nie słuchanie, nie czytanie – a studiowanie. Studiowanie materiałów, źródeł – aktywne przetwarzanie i korzystanie z tej wiedzy. A dopóki studia i szkolenia traktować będziesz jako potencjalne źródła nowej wiedzy, jako możliwość uporządkowania wiedzy aktualnej oraz jako wskazanie kierunku rozwoju – możesz czuć się bezpiecznie.

Pytanie: czy uczestniczyłaś w jakichś szkoleniach/ studiach podyplomowych wartych polecenia? Jeśli tak to koniecznie napisz co to było i dlaczego polecasz!