Rola rytuałów rodzinnych. 10+ przykładów i zasady tworzenia.

Rytuały. Robienie z czegoś nawyku. Wprowadzanie zasad rodzinnych. Tworzenie i kultywowanie tradycji. Nazwijmy to jak każdemu wygodnie ale chodzi o efekt. Odkąd tylko zaczęłam tworzyć własną rodzinę (czyli zamieszkałam z chłopakiem, który miałam nadzieję zostanie moim mężem) podjęłam wyzwanie. Przygoda z tworzeniem rytuałów trwa do dziś ale dopiero przy dzieciach doceniłam ich prawdziwą moc. Zapraszam na moje rytuałowe wzloty i upadki, przykłady ulubionych rodzinnych tradycji i sposób ich wprowadzania.

Jak zwykle u mnie zaczyna się od wizji. Jako dziewczynka miałam wizje jak chciałabym żeby wyglądało moje dorosłe życie, jaką chciałabym być żoną, mamą, jakiego chciałabym męża, jaki dom etc. Ja to zwykle widzę w obrazkach, więc Wam kilka poniżej pokażę. Taka wizja bywa czasem na wyrost albo nazbyt cukierkowa a życie niby weryfikuje… ale żeby się nastawić odpowiednio psychicznie, rozmarzmy się trochę.

Chciałam, żeby w domu pachniało ciastem, żeby wszyscy pili zdrowe soki i z uśmiechem na twarzy jedli brukselki. Chciałam żebyśmy chodzili w weekendy na rowery i pikniki. Chciałam żeby telewizja była okazjonalna a nie codziennością. Chciałam żeby wszyscy uprawiali jakieś sporty, zwyczajnie rekreacyjnie byle się ruszać. Chciałam żeby wszyscy w domu dbali o porządek, żeby było zielono od roślin, żeby przynajmniej niektóre posiłki były jedzone razem przy stole. Żeby dzieci uprawiały ze mną jogę i żeby wszyscy szanowali i kochali czytać książki. Chciałam pić kawę rano w kuchni w szlafroku. Chciałam gotować z dziećmi. Chciałam wyglądać w domu domowo, ale ładnie, nie jak zaniedbana matka polka. I chciałam pełno innych rzeczy.

Tyle wizjonerstwa. Przejdźmy do rzeczywistości.

Jak tworzyć rodzinne rytuały

  1. Wizja jaką miałam na nasze życie rodzinne wynikała z moich wartości. Jeśli sobie dobrze dobraliśmy męża/żonę to mamy podobne wartości i wizje nie powinny się znacznie różnić (albo przynajmniej nie powinny się ze sobą kłócić). Dzieciom dopiero wpajamy wartości, więc tu powinno być jeszcze łatwiej.
  2. Wizja, wizją – ale to co faktycznie dzieje się dziś w naszych rodzinach często zależy od dotychczasowych nawyków, tego co wynieśliśmy z domu rodzinnego i tego w jakim środowisku się obracamy. I tu żona ma swoje przyzwyczajenia do wyplewienia, mąż ma swoje.
  3. Określona wizja nie powstaje poprzez podjęcie decyzji „od dziś jemy zdrowo i koniec”. Byłby cudownie ale u mnie nie działało. Trzeba stworzyć nowe rodzinne nawyki, tak żeby dla wszystkich stała się to codzienność a nie wysiłek pod tytułem „o nie, mama znowu coś wymyśla”.
  4. Żeby stworzyć nowe nawyki/rytuały czasem trzeba się pozbyć starych co jest jeszcze trudniejsze. Generalnie zajmuje to dużo czasu.
  5. Rytuały i tradycje tworzymy poprzez pozytywne skojarzenia a nie terroryzm i wymuszanie/wymaganie. Niezależnie od dobrych intencji, proces też musi być pokojowy 🙂
  6. Jak uda się wprowadzić jedną drobną rzecz będzie to wystarczająca motywacja dla Ciebie i dowód, że się da. Potem już tylko wiadro cierpliwości i z górki.

Tyle teorii. Teraz trochę mojej historii.

Jestem na tym etapie tworzenia rodzinnych rytuałów, że już wiem jak je robić, wiem że nie należy się zniechęcać, wiem że potrafię i wiem jaką mam wizję. Dużo jeszcze przede mną, tym bardziej że pewne pomysły na rytuały przychodzą do nas dopiero jak dzieci dorastają. Dotychczasowa droga była wyboista, oto jakie miałam trudności:

  • Wychowana poprzez wyręczanie.
    Byłam zachęcana do wyzwań, nauki i rozwoju. Ale jeśli chodzi o domowe obowiązki, mama robiła za nas wszystko. Pranie robiło się samo, talerze i kubki znikały i jeszcze w liceum potrafiłam narzekać mamie, że zrobiła mi kanapki z czymś niedobrym. Serio mama mi do liceum robiła kanapki do szkoły. Efekt był taki, że wizję na życie i wartości miałam postawione o poprzeczkę wyżej niż to co zastałam w domu rodzinnym, ale nie miałam ŻADNYCH umiejętności, żeby sama się tym skutecznie zająć.
  • Koktajl z warzywem to zimna zupa.
    Dokładnie to mi powiedział mój ówczesny chłopak a przyszły mąż, gdy zrobiłam koktajl ze szpinakiem po raz pierwszy. Oboje mieliśmy bardzo dużo przyzwyczajeń smakowych wyniesionych z domu, które ze zdrowym odżywianiem miały niewiele wspólnego. Brakowało nam też na ten temat wiedzy.
  • Słomiany zapał.
    S z c z e r z e  n i e n a w i d z ę  tego związku wyrazowego. Człowiek próbuje coś w życiu zrobić, nie wyjdzie za pierwszym razem i otoczenie Ci powie, że masz słomiany zapał.  A przecież jeśli chcesz się czegoś nauczyć, szczególnie czegoś wymagającego wytworzenia nowego nawyku i zmiany starych przyzwyczajeń to taka transformacja może trwać latami! Wymaga prób i BŁĘDÓW. Wrócisz do starych przyzwyczajeń wielokrotnie zanim zupełnie o nich zapomnisz. Grunt, żeby wracać do nich coraz rzadziej. Zrozumiałam to dopiero po wielu latach i po lekturze wielu książek z zakresu rozwoju osobistego.

By poradzić sobie z tymi wyzwaniami musiałam najpierw odkryć a potem stosować się do zasad opisanych kilka akapitów wyżej. Dużo pracy nad sobą i dużo nauki. Zaczęłam zmiany świadomie w momencie poznania mojego M. Jak tylko oczami wyobraźni widziałam, ze będziemy razem i kiedyś stworzymy rodzinę, chciałam po prostu żeby ta rodzina była zgodna z moimi wartościami. I caaaaałe szczęście, że zaczęłam już wtedy zanim mieliśmy dzieci. Bo miałam po prostu więcej czasu żeby nauczyć się organizacji domu, gotowania i pewnych zdrowych nawyków kiedy jeszcze było łatwiej bo było nas dwoje. Zajęło mi to 5 lat ale dziś małżonek ze smakiem pije koktajle z pietruszką, szpinakiem czy jarmużem.

Przykłady rodzinnych rytuałów

Oto przykłady takich rytuałów, nad którymi możecie pracować. Niektóre z nich z sukcesem wprowadziłam, nad niektórymi pracuję, niektóre czekają w kolejce a jeszcze inne są tylko pomysłami. I oczywiście traktuj to jako inspirację, każdy bowiem ma inne wartości i zupełnie inną wizję na życie rodzinne. Zamieszczam te przykłady, żeby już zupełnie  w praktyce pokazać o co mi w całym tym artykule chodzi.

Rytuały budujące rodzinne więzi

  1. Weekendowe pieczenie.
    Piecze cała rodzina lub rodzic z dziećmi. Pieczecie zdrowe rzeczy. Można zrobić ciasto na weekend i od razu ciasteczka do słoika na nadchodzący tydzień. Od razu rozwiąże się problem ochoty na „coś dobrego” wieczorami.
  2. Weekendowe śniadanie jemy „gdzie indziej”.
    Jeśli nie zdarza się w tygodniu żeby rodzina zjadła wspólne śniadanie to nawet śniadanie przy stole się liczy. Ale dla urozmaicenia i wprowadzenia ducha rodzinnego weekedu latem można zjeść w parku jako piknik, wiosną można zjeść na balkonie, a w zabieganym tygodniu gdzie wszystko się wali – nawet w IKEI 😉 W ten sposób zaczynacie dzień rodzinnym spokojem i beztroską, nawet jeśli w ciągu dnia każdy ma swoje niezależne plany.

Rytuały uczące odpowiedzialności

  1. Brudne pranie do kosza.
    Ja wiem, że to łopatologiczne wręcz. Ale można to na wiele sposobów usprawnić. Zlokalizuj gdzie na ziemi pojawiają się brudne ciuchy. Np. w łazience po tym jak ktoś szedł do kąpieli, w sypialni jak kładł się spać, w pokoju dzieci, w salonie, rzadziej w kuchni czy korytarzu. Więc standardowy kosz na pranie może być w łazience (czy pralni jak taką posiadasz) a ozdobne worki czy kosze w każdym pomieszczeniu, które tego wymaga.  I teraz każdy domownik dowiaduje się o nowej zasadzie i poznaje miejsce pobytu brudnych ubrań. Łatwiej nauczyć się dobrego nawyku jeśli sprawę… ułatwimy. Nie zmuszaj więc siebie i innych żeby przemierzali cały dom tylko po to żeby wrzucić t-shirt do kosza na pranie. Jeśli kosz jest pod ręką, wymówki też się kończą!
  2. Tu jest potrzebny ci sprzęt. O tu.
    Pomysł można zaczerpnąć wprost z kącika montessori. W rogu kuchni stoi sobie mały stoliczek a na nim uniwersalny spray do sprzątania 300 ml, chusteczki/ręcznik papierowy, wilgotne chusteczki etc. W ten sposób od 1 roku życia można uczyć dziecko żeby samo wstało, udało się w znajome miejsce po potrzebny sprzęt i posprzątało po sobie. Działa też w przypadku kataru i wycierania nosa. Dla pewności spray niech będzie zrobiony z mieszanki octu/wody/sody. A jak dziecko sprzątnie niedokładnie, to tylko lekko poprawiamy żeby pokazać efekt końcowy. Za każdym razem gdy matka zrywa się na widok plamy po soku, uczy resztę familiady, że plamy znikną w końcu „same”.
  3. Każdy sprząta tak/tam/wtedy kiedy mu wygodniej i jak umie. Ale to tam i kiedy jest ustalone.
    „Ruszyłbyś się” i „kiedy zaczniesz pomagać w domu” nie działa albo działa doraźnie. Nie jest ani miłe ani skuteczne. Ale okazuje się, że każdy może mieć swoje ulubione okienko do sprzątania. Np. umówiłam się z mężem, że jak idzie spać (o 3 w nocy) to ostatnią czynnością przed spaniem będzie zniesienie z salonu wszystkiego co powinno być w kuchni oraz wrzucenie zabawek z salonu do specjalnego salonowego kosza na zabawki. Może to zrobić o 23 jak akurat idzie siusiu, może zrobić o 1 w nocy po drodze jak robi herbatę albo faktycznie przed spaniem. Wie, że na rano ma być gotowe. I nie jest to ogólnie „posprzątaj w salonie” tylko dwie konkretne rzeczy do zrobienia. Dzięki temu ja wstając rano muszę machnąć ręką trzy razy żeby salon był w porządku idealnym.  Ja z kolei swoje okienka cały czas modyfikuję, pokażę Ci przykład ale się ze mnie nie śmiej.
    Z racji, że córka ma 2 lata jej dotyczy zasada „jak umie”. Np. wyciąga rzeczy ze zmywarki i podaje mi do ręki, a ja układam na kupki na blacie żeby potem wsadzić do szafek. Jak zmywarka jest z kolei załadowana, Zoe wkłada tabletkę (którą muszę jej podać bo normalnie leży poza jej zasięgiem) i zamyka kieszonkę. Brudne pranie rzucam na ziemię przed pralką, a Zoe ładuje je do bębna. Wiem, że może gdybym zrobiła to sama to byłoby szybciej. Ale wiem też, że jak teraz do każdej takiej czynności dodam extra 3 minuty to ona poprzez obserwację i doświadczenie zacznie ogarniać obowiązki domowe wcześniej niż w wieku 25 lat.
  4. Tak, ale najpierw…
    To zdanie, w różnych anglojęzycznych wariantach powtarzam sto razy dziennie. Trochę wyszło to  mojej wygody, bo nie chciałam podskakiwać na każde zawołanie dziecka (piciu, jeść, inne, następną, więcej, idziemy!). A przy okazji nauczyłam dziecko cierpliwości. Klucz tkwi w dotrzymaniu obietnicy. Jeśli córa mówi „jogurt” a ja mówię, że tak ale najpierw obiad/umyć rączki/sprzątamy książki – to po danej czynności następuje wręczenie jogurtu. Zaczynałam od prostych „ale” np. tak ale najpierw podnieś ten papierek/zdejmuj buty/podaj mi to. A teraz już jestem w stanie powiedzieć, że pójdziemy na plac zabaw ale najpierw zrobimy i zjemy obiad. Dwulatka to kuma, robimy i jemy obiad po którym dopiero upomina się o „buju buju”.
  5. Z okazji urodzin – uroczyste wręczenie nowych obowiązków.
    Brzmi wtedy bardziej jako „już jesteś taki duży, że możesz samodzielnie robić to i tamto”. I wtedy takie obowiązki adekwatne do wieku wędrują na dyplom a dyplom na lodówkę.

Rytuały uczące samostanowienia

  1. Na specjalne okazje menu układają dzieci.
    Wybierz dowolne urodziny/dzień dziecka/dzień słońca etc. Przed tą okazją dzieci samodzielnie ustalają menu na cały dzień i np. pomagają w przygotowaniu potraw. Mogą stworzyć wcześniej listę niezbędnych zakupów spożywczych, albo wybrać zastawę, albo przystroić stół wg własnej wizji. Rodzic nieważne jak bardzo by chciał, czuwa ale się nie wpierdziela 😉
  2. Rodzic uczy się swoich kwestii na pamięć.
    Wraz z mężem mamy naturę „problem solverów”. Nie znosimy narzekania, uwielbiamy rozwiązywać problemy (czasem nawet wymądrzając się rozwiązujemy cudze, wybaczcie znajomi).  Chciałam żeby moje dzieci od początku uczyły się przynajmniej próbować rozwiązywać swoje własne małe problemy. I tu przydają się złote odpowiednie kwestie, które trzeba powiedzieć w odpowiednim momencie. Np. „pomyłki powodują, że następnym razem możemy postarać się bardziej/inaczej”, „zrobienie czegoś źle pomaga nam nauczyć się jaki jest odpowiedni sposób na zrobienie czegoś”, „to mogło się wydarzyć bo przecież dopiero się tego uczysz, spróbuj jeszcze jeden raz”. I musiałam się po prostu takich kwestii nauczyć na pamięć, powtarzać jak kataryna. Mąż nauczył się przy okazji osłuchując się. Teraz czekam aż siostra będzie tak mówić do młodszego brata!

Rytuały różne

  1. Rytuał biblioteczny.
    Sposób na rozkochanie dzieci w czytaniu książek, jednocześnie zapewnienie tego, że nie tylko ‚chcemy znaleźć czas na czytanie’ ale faktycznie czytamy. Więcej o tym opowiadałam w podkaście o tym jak zachęcić dziecko do czytania.
  2. Małe ciuciu w sklepie.
    Będąc razem z córką w sklepie (prawie) zawsze kupuję jej jakieś ciuciu. Czyli małe pyszne co nieco. A teraz drugie dno 😉 Wybierając konkretny produkt zawsze jesteśmy na dziale ze zdrową żywnością. Więc jest to zwykle baton muessli albo piramidki zbożowe. Szczególnie łatwo jest w Rossmanie, bo jedna strona jest cała w słodyczach a druga w zdrowej żywności – dokładnie na przeciw siebie. W ten sposób udało mi się sprawić, że jeśli córka prosi o cookie to ma na myśli zdrową wersję, a jak chce coś ze sklepu to nawet nie spogląda w stronę zwykłych słodyczy. Po prostu nie zna tych produktów, nigdy nie widzi mamy kupującej takie rzeczy.

Masz już mniej więcej pojęcie jak to może wyglądać? To nie pozostaje nic innego jak nakreślenie idealnej wizji życia rodzinnego i zaprojektowanie jednego/dwóch rytuałów, które Was do tego przybliżą. Z każdym kolejnym sprawa będzie coraz bardziej intuicyjna, obiecuję!

A teraz pomóżmy sobie wzajemnie. Na pewno macie jakieś swoje tradycje rodzinne, które coś ułatwiają albo dodają wartości życiu rodzinnemu. Daj znać w komentarzu CO TO za tradycja i JAK została wprowadzona.