„Pieniądze i cała reszta” G. Vaz-Oxlade. Popełniłam recenzję merytoryczną!

Nie lubię czytać nudnych recenzji. Ale jak kupuję książkę to zawsze mam w głowie kilka pytań. Nie zastanawiam się nawet czy warto w kontekście pieniędzy- bo książki kosztują tyle ile jedzenie na wynos – więc  z a w s z e  warto. Ale czas. Nie mam czasu na czytanie bezwartościowych książek. I wiem, że Ty tego czasu też nie masz. Dlatego przedstawiam Ci recenzję książki “Pieniądze i cała reszta” Gail Vaz-Oxlade, w formie pytań i odpowiedzi. 

P.S. Książka traktuje o edukacji finansowej dla dzieci. Jeśli znasz moje archiwalne treści, wiesz jaki to dla mnie istotny temat. Jeśli nie to w ostatnim akapicie usiłuję Cię przekonać, że edukacja finansowa dzieci to dziś M-U-S a nie opcja.

Ale przechodząc do recenzji książki tej kanadyjskiej autorki…

Co Kanadyjska autorka może wiedzieć o tym jak nasze-polskie dzieci operują pieniędzmi?

Cóż i wiele i niewiele. 

Wiele – bo temat pieniądza i tym jak wpływa na nasze codzienne życie jest uniwersalny w krajach rozwiniętych. Sama waluta nie jest tu kluczowa. Dzieci zarówno w Polsce jak i Kanadzie oglądają reklamy zabawek i słodyczy, rodzice kupują im ubrania, gazetki, lizaki. Kieszonkowe, skarbonki i problemy nastolatków – są na tyle porównywalne, że książkowe rady mają rację bytu również na naszym podwórku. 

Niewiele – bo faktycznie jest kilka elementów typowych dla każdego kraju np. sposób rozliczania podatków, ubezpieczenie, formy oszczędzania na emeryturę, konta dostępne dla młodych etc. Ale w tej kwestii wybawcą polskich czytelników stało się wydawnictwo i… ja 😉 Jako redaktor merytoryczny książki najlepiej jak umiałam dostosowałam treść książki do naszych realiów finansowych i naszego średniego poziomu świadomości finansowej.

Czy książka jest wyczerpująca?

Książka z pewnością nie jest wyczerpująca. O finansach dzieci można by mówić znacznie więcej, kilka tematów rozwinąć i kilka doprecyzować. Aż mnie korciło.

Czy książka jest praktyczna?

Wydaje mi się jednak, że takie właśnie było założenie autorki. Jest to bowiem poradnik dla rodzica, nie podręcznik akademicki, tu nie musi być więc wyczerpująco.

Rodzic, który dotychczas nie korzystał z wielu narzędzi czy strategii w zakresie edukacji finansowej dzieci – potraktuje informacje w książce nie tylko jako nowe do przyswojenia ale i nowe do wdrożenia. Jeśli staniesz przed wizją wdrożenia bagatela pięciu strategii, złożonych z pięciuset kroków, dla trójki dzieci – już widzę, jak dziarsko zabierasz się do roboty. Wszyscy tam byliśmy, ambitne plany i zerowa skuteczność. A jeśli zależy nam na efekcie – krótka książka, do łyknięcia w dwa wieczory i z prostymi rzeczami do wdrożenia JUŻ.

Co znajdziesz wewnątrz od autorki?

Rozdziały dotyczące kolejno: kieszonkowego, etapów wdrażania w świat finansów, pożyczania, oszczędzania i wydawania. Wszystko napisane w lekkiej formie, dużo opowieści o doświadczeniach autorki i rozwiązaniach najczęściej pojawiających się problemów typu “mamooo, daj na nowe buty!”.

Co znajdziesz wewnątrz ode mnie i od wydawnictwa?

Niespodzianki oczywiście. 

Po pierwsze naklejki i to nie takie “zabawowe” tylko od razu służące czemuś. Pewnie spotkaliście się z koncepcją słoików w kontekście oszczędzania? To przygotuj od razu słoiki i przyklej gotowce – słoik na oszczędności, bieżące wydatki albo i nawet pomaganie innym! Brzmi dobrze?

Zobacz jak wyglądają naklejki na słoikach – opowiadałam o tym w Dzień Dobry TVN, i tutaj:

Przygotowałam też dla czytelników materiały dodatkowe na końcu książki. By było jeszcze praktyczniej i jeszcze łatwiej wdrożyć pomysły z książki. Pierwszy materiał to ‘tabela wydatków na dziecko’. Może być bardzo praktyczne w szacowaniu wysokości kieszonkowego i tego jak powiążesz wypłaty z dodatkowymi obowiązkami dzieci (a warto to robić, by nie uczyć tego, że pieniądze “za nic” spadają z nieba). Drugi materiał dodatkowy to wzór… umowy pożyczkowej między Tobą a dzieckiem. Tak, tak – dobrze czytasz. Pożyczanie jest w porządku, pieniądze to tylko narzędzie, którym można (i trzeba) manipulować. Ale warto się nauczyć jak, bo chyba wszyscy wiemy do czego może prowadzić nieumiejętne pożyczanie. Stąd umowa – dziecko uczy się konsekwencji od samego początku. I trzeci ostatni materiał przygotowany przeze mnie to zabawa w budżet domowy w kilku krokach. Pomoże Tobie w uświadomieniu dziecku skąd w Waszym domu biorą się pieniądze i na co są przeznaczane.

Zdjęcia M. Lichtański

Więcej informacji jak i samą książkę znajdziesz tutaj.

Czy edukacja finansowa jest Ci w ogóle potrzebna?

Tak. 

A jeśli moje proste potwierdzenie Ci nie wystarcza to nie omieszkam rozwinąć tej myśli 🙂 O konieczności edukacji finansowej (dobrze czytasz, nie opcji czy możliwości tylko koniecznej-konieczności) pisałam i opowiadałam już kilka razy. Przykładowo tu udowadniałam Ci, dlaczego najlepszym momentem by zacząć rozmowę o finansach jest drugi rok życia. A tu opowiadałam o tym dlaczego kieszonkowe bywa kontrowersyjne i czy je w końcu należy dawać czy nie. A tu opowiadałam, dlaczego świnka skarbonka to średni pomysł i jaką inną skarbonką ją zastąpić. A tu opowiadałam o tym, dlaczego nastawianie dziecka na porządną szkołę by mieć porządną pracę i stałą pracę – to bardzo zabetonowana koncepcja, dziś już można myśleć (i działać) inaczej. Śmiało zanurkuj, niezależnie czy ten temat jest dla Ciebie zupełnie nowy czy już “liźnięty”. Nie zawiedziesz się.

O edukacji finansowej (i o tym dlaczego kocham astronautykę załogową – ale to zupełnie przypadkiem) opowiadałam też w audycji Polskiego Radia „Strefa Rodzica” w doskonale prowadzonej rozmowie z Marcinem Perfuńskim (nomen omen tatą piątki dzieci!). Całej audycji możecie posłuchać tutaj: