Jak wychować szczęśliwe dziecko a nieszczęśliwego dorosłego. Zgubne tendencje rodziców i rozwiązanie z długofalowym efektem.

Wielu dzisiejszych rodziców tylko myśli, że wychowuje szczęśliwe dziecko. Skąd wiem? Po argumentach jakie słyszę, gdy uzasadniają swoje decyzje wychowawcze. A czasem bywa i tak, że wychowujemy dziecko, które “bywa” bardzo szczęśliwe ale niemal gwarantujemy mu nieszczęśliwą dorosłość. A wszystko rozbija się o to, czy wychowujesz dziecko w kierunku hedonizmu czy eudajmonizmu. Spokojnie, to tylko na początku brzmi nazbyt skomplikowanie. 

Dochodząc do puenty – o co mi właściwie chodzi

Możesz być rodzicielsko nastawiony na wychowanie szczęśliwego dziecka krótkoterminowo albo długoterminowo.

Teoretycznie długoterminowo brzmi rozsądniej. A jednak łatwiej jest podążać drogą doraźnie szczęśliwego dziecka i często to robimy. Skąd to wiadomo i po czym to poznać?

Hedonizm (Hedonic Well-Being)
Eudajmonizm (Eudaimonic Well-Being)

To intensyfikacja doraźnych doznań, szczęście tu i teraz, uznawanie przyjemności i rozkoszy za najwyższe dobro i unikanie cierpienia za wszelką cenę.

To szczęście jako rezultat rozwoju osobowości i dążenia do wartości, nazywane również jako autentyczne szczęście. Eudajmonia to stan poczucia doskonałości swojego życia, uzasadnione zadowolenie i satysfakcja.

Od razu widać, które szczęście jest tym „lepszym”, prawda? Takie to przecież oczywiste. Niestety nasza psychika jest tak skonstruowana, że ciężko patrzeć długofalowo w przyszłość i ciągle być tym odpowiedzialnym.

Dlatego chodzimy na skróty, również w kwestiach wychowawczych.
A czasem i nawet w dobrej wierze. 

Ponadto wielu autorów i badaczy tematu podkreśla, że ludzie uniwersalnie szczęśliwi wcale nie miewają wielu ekstatycznych hedonistycznych uniesień; a to właśnie ludzie nieszczęśliwi dążą do tychże uniesień jako rekompensatę za brak szczęścia. Ale za to jak już się zrozumie i doświadczy prawdziwą satysfakcję, to szczęście niepodważalne, którym ciężko zachwiać – wtedy jest już łatwiej. Można odmówić sobie tymczasowej, szybkiej rekompensaty szczęścia na rzecz tego szczęścia uniwersalnego.

10 lat dużego wpływu + 10 lat umiarkowanego wpływu + kolejne 70 lat życia Twojego dziecka, które jest już dorosłym z całym workiem nawyków i przekonań wyniesionych z domu, dotyczących tego jak można w życiu osiągnąć szczęście.

Bo nie chodzi tylko o szczęśliwe dzieciństwo, tylko o szczęśliwe dzieciństwo dające szczęśliwą dorosłość. Bycie rodzicem to odpowiedzialność z długofalowymi skutkami. 

Na zanadtym skupianiu się na szczęściu, które widać na pierwszy rzut oka i które daje natychmiastowy efekt. Wynika to często nawet z dobrych intencji, uwielbiamy patrzeć na nasze dzieci roześmiane i wdzięczne. Chcemy widzieć nieustanny uśmiech na ich twarzach, wtedy i rodzic i reszta świata postrzega to jak dobrze spełnione rodzicielskie zadanie. Dziecko jest smutne? Trzeba natychmiast zadziałać bo dzieci powinny być cały czas uśmiechnięte i szczęśliwe. No więc działamy i każdy na swój sposób.

Przykład:

Dlatego dasz czekoladowe mleko “bo takie mój misio lubi najbardziej”, dlatego puścisz kolejną bajkę w tv “bo ona tak lubi kucyki pony”. Dlatego zrobisz na obiad osiemdziesiąty szósty raz pod rząd spagetti (na zmianę z naleśnikami i frytkami) “bo oni mi nic innego nie jedzą a tak przynajmniej mam pewność, że mają pełne brzuszki”.

Nie tylko chodzi o to, że impulsywne jedzenie fast foodów czy słodyczy ma zgubny wpływ na nawyki żywieniowe czy zdrowie. To wiesz na pewno. Bardziej chodzi o to, że taka postawa upośledza wiarę we własne możliwości stawiania czoła życiu.

Osoba, która ma przekonanie o tym, że nie ma wpływu na swoje poczucie szczęścia i nie jest w stanie sprostać większości wyzwań ma tendencje do: marudzenia na wszystko, obwiniania reszty świata, poszukiwania ukojenia w używkach serialach/słodyczach/hazardzie/papierosach/narkotykach/alkoholu czy nawet większe prawdopodobieństwo depresji.

Bo jak tu nie marudzić jak CZUJESZ SIĘ bezsilny. Nie jesteś ale tak się czujesz. Wierzysz w to, że NIC nie możesz.

I teraz wyobraź sobie swoje dziecko, które ma dokładnie takie same doświadczenia i wyzwania, tylko w swojej dziecięcej skali.

Z tymże dziecko jeszcze bardziej NIC nie może. Bo nawet jak wpadnie na pomysł jak rozwiązać swój problem to czasem wymaga on zgody lub zasobów od dorosłych. A jak rodzic w pośpiechu problem zlekceważy to dziecko zostaje z problemem samo, bez zasobów i możliwości rozwiązania problemu a w końcu bez świadomości i wiary, że problem jest w ogóle rozwiązywalny.

Oczywiście to o czym piszę dotyczy wieeeelu innych zjawisk niż samo poczucie szczęścia. Wyszłam na szerokie psychologiczne wody, wiem 😉 Chcę tylko zwrócić uwagę, że chęć krótkotrwałego zapewnienia dziecku poczucia szczęścia jako rekompensata za problemy – może mieć dalece idące negatywne konsekwencje i pociągać za sobą więcej sznurków niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.

Dlatego mówię o świadomym rozwoju i zalecam te wszystkie strategie wychowawcze.

Tak, dając dziecku jogurt natychmiast po tym gdy poprosi, w dodatku tuż przed przed obiadem sprawisz, że malec się uśmiechnie.  Ale na dłuższą metę ryzykujesz wychowaniem roszczeniowego dorosłego ze złymi nawykami żywieniowymi i nieumiejętnością samokontroli.

Tak, pozwalając dziecku spędzać czas przed telewizorem wiesz, że jest grzeczne i szczęśliwe a angielskiego teoretycznie może nauczyć się potem. Ale ryzykujesz, że “potem” dziecko będzie przeżywać katusze wkuwając słówka, przekręcając wymowę czy kalecząc akcent.  A już zupełnie “potem” że będzie przegrywem życiowym, który po 30-tce nie potrafi zamówić noclegu na wakacje po angielsku przez telefon. Nie, ja nie oceniam, dosłownie cytuję tu moją koleżankę.

Na sam koniec.

Wychowanie dziecka nie jest łatwe. My sami mamy tyle nieogarniętych rzeczy w naszym życiu, o których często nie zdajemy sobie sprawy. Jak tu teraz wznieść się na wyżyny i to czego czasem sami nie potrafimy wymagać od naszych dzieci?

Ja nie jestem inna. Zjadam czasem słodycze tak, żeby córka nie widziała, a jak ostatnio miałam kryzys to na pocieszenie kupiłam sobie trzy książki bo to mi zawsze poprawia humor. My dorośli nie jesteśmy bez skazy, rodzice, szkoła i media wiele w nas “popsuli”. Więc kolejna mądrość na dziś: Ty rodzicu, dorosły człowieku, który to czytasz, jesteś w pełni za swoje życie odpowiedzialny i jak wiesz, że coś jest do ogarnięcia – spróbuj to ogarnąć. Everything is figureoutable. To takie moje motto.

Podejmuj mądre decyzje. Znów, z okazji że to Ty jesteś dorosły a nie dziecko i to Ty je wychowujesz i zapoznajesz ze światem a nie odwrotnie – to Ty musisz być ten mądrzejszy. Nie wybieraj drogi na skróty. Nie rób czegoś tylko dla świętego spokoju. A przynajmniej w ramach własnych możliwości, róbmy to jak najrzadziej. Aż w końcu podejmowanie mądrych decyzji rodzicielskich wchodzi w krew i staje się łatwiejsze. Dzieci też się przyzwyczajają i z czasem mają szansę dostrzec długofalowe pozytywne skutki maminych czy tatowych decyzji, które być może w pierwszej chwili aż tak nie zachwycały.

Rodzicu. Masz tę moc.

P.S. W tym obszarze można napisać bardzo wiele, np. co szczęście najczęściej blokuje i jak to przepracować z dzieckiem; jak pracować nad postawą dziecka wobec niepowodzeń etc. Daj znać czy temat Cię interesuje. Żebym wiedziała czy poszerzać i pogłębiać temat.