Alternatywne metody nauczania w polskiej szkole. Możliwe? Wywiad z nauczycielką matematyki.

Mimo wielu wątpliwości – da się wprowadzić alternatywne metody nauczania w naszych szkołach. I to nie musi być szkoła prywatna, nie musi być podstawówka i nie musi być wielkie miasto. Przed Tobą wywiad z nauczycielką matematyki w państwowym liceum, w małym mieście. Przewróciła swoje nauczanie do góry nogami i dziś możemy się od niej uczyć. Zobacz co i jak zmieniła. 

Anna Szulc

Nauczycielka matematyki w I Liceum Ogólnokształcącym w Zduńskiej Woli.

Godmother: Mówisz o tym, że na Twojej matematyce to nie nauczyciel a uczeń jest odpowiedzialny za swoje postępy i wyniki w nauce. Jak mam to rozumieć, czym ta odpowiedzialność się przejawia?

Anna Szulc: Trafiłaś w samo sedno zmian, które dokonałam w moim warsztacie pracy. Zasada jest taka: kiedy żądamy od kogoś działań to na siebie bierzemy odpowiedzialność za to działanie i za skutki odmowy wykonania tego, o co się zwracamy. Przerzucenie odpowiedzialności na kogoś to danie mu też wolności – ale z tej wolności trzeba umieć korzystać! Moi uczniowie uczą się tych zachowań od pierwszej lekcji. 

Podam przykład: uczniowie pisząc klasówkę mogą siedzieć dowolnie, a piszą tę samą grupę. Wcześniej ustalamy zasady i wiedzą, że praca klasowa jest formą sprawdzenia wiedzy – zarówno dla mnie jak i ucznia. Ściąganie nie ma sensu, a ja też z góry nie zakładam, że ktoś chce mnie oszukać.

Uczniowie wiedzą, że stracić zaufanie można łatwo, odbudować, jest o wiele trudniej, a szczególne, że to oni decydują czy ocenę, którą uzyskają mam wpisać do dziennika, czy nie. Wszystko zaczyna się, jak już powiedziałam, od pierwszych lekcji. Uczniowie szybko się orientują, że „są bezpieczni”, że popełnienie błędu nie jest problemem, jest okazją, by więcej tego nie robić. Wiedzą, że to, czego się uczą, jest ich staraniem o ich postępy, o ich wynik na maturze, o ich wiedzę, z którą podejmą dalszą naukę. Dla mnie jest ważne, by dostawali rzetelne informacje, co już umieją, co sprawia trudności i nad czym należy jeszcze popracować, a też istotne jest dla mnie, czy danemu zagadnieniu powinnam poświęcić jeszcze więcej czasu. Daję uczniom wolność nie tylko w kwestii decydowania o wpisie oceny, ale też

daję wolność wyboru zadań, tempa pracy, ilości wykonywanych zadań, a także poziomu oceny, która ucznia zadowala.

Jeśli z jakiegoś powodu uczeń nie wywiązuje się z danego mu zaufania, to nie jest powód do krytyki, ośmieszania, czy poniżania go. Z uczniem wtedy rozmawiam i jego proszę o znalezienia sposobu rozwiązania problemu i to jest właśnie to, o czym mówiłam na początku, nie biorę na siebie odpowiedzialności za błędy innych, w tym uczniów. Rozmawiam i wspieram, a zdarzenie, jak każdy błąd człowieka, traktuję, jako okazje do starań bycia lepszym.

Godmother: A jeśli uczeń postanowi to wykorzystać? Powiedzmy, że nie zależy mu ani na matmie ani na ocenach więc postanowi, że będzie spisywał od kolegów tyle by starczyło na 3.

Anna Szulc: To nie jest możliwe, taka kalkulacja jest możliwa tylko wtedy, kiedy ktoś ma orientację w tym co robi.  Na matematyce szczególnie trudno byłoby coś takiego zrobić.  Poza tym najczęściej nie jest tak, że ja z uczniem pracuje od dziś, znam swoich uczniów, oni mnie znają i jest wiele sposobów weryfikacji wiedzy, szczególnie, że ja współpracuję z uczniami na każdej lekcji, a poza tym uczniowie piszą prace „co umiemy”, czasem sami piszą co umieją, to jest zupełnie inna forma procesu uczenia się uczniów, a nie nauczania uczniów . Co prawda, póki co,  w liceum mamy tylko 3 lata, a nauka  to jest proces, który nie do końca zależy ode mnie i o tyle jest trudniej. Uczniowie przychodzą z różnych szkół, z różnych klas. Bywa, że są dobrze, czy bardzo dobrze przygotowani do nauki, ale też bywa, że potrzeba czasu, by wyrównać braki wiedzy z nauki lat poprzednich. Jednego jestem pewna,  jeśli  da się człowiekowi możliwość odpowiedzialności za to, co robi (a dla mnie uczeń jest osobą taką samą jak każdy inny dorosły) wyniki nas zaskoczą. Poza tym uczniowie widzą moje zaangażowanie, moją rzetelność, że potrafię powiedzieć „przepraszam” jak się pomylę – to tak naprawdę niewiele trzeba, by współpraca pomiędzy uczniem i nauczycielem była satysfakcjonująca dla każdej ze stron. Bardzo ważne dla efektywnego procesu edukacji  jest umiejętność empatycznej komunikacji, a co za tym idzie, umiejętność budowania empatycznych relacji. Pomaga mi w tym od ponad sześciu lat język Porozumienia Bez Przemocy.

Godmother: Wiem, że wprowadziłaś dużo zmian do metodyki nauczania ale jedną, która pojawia się dość często jest właśnie Język Porozumienia bez Przemocy. Możesz tę koncepcję wyjaśnić dla osoby, która nigdy nie miała styczności? I jaki to ma wpływ na matematykę – bo przecież Ty masz ich uczyć, wydaje się, że nie ma za dużo czasu na dodatkowe rozmowy.

Anna Szulc: A to właśnie o to chodzi, by mieć czas na rozmowy, szczególnie, że dostaję uczniów z różnym nastawieniem do mojego przedmiotu .

Dla wielu uczniów, którzy dopiero do mnie trafiają matematyka to „zmora”, której nie da się lubić. Czasem zdarza się, że przez pół roku nie widzę uśmiechu jakiegoś ucznia – a kiedy uśmiech się pojawia i widzę starania z jego strony, to właśnie o to chodzi. Nie jest konieczne by uczeń od razu pokochał matematykę ale o to, by podejmował działania, pokonywał trudności, zaczął się z nią mierzyć i osiągać sukcesy, może nie spektakularne, ale sukcesy.

Nie można tego osiągnąć bez poznania ucznia, bez poznania jego historii i jego doświadczeń w nauce przedmiotu i temu służą właśnie rozmowy, budowanie relacji. Sam język Porozumienia Bez Przemocy jest jakby językiem obcym – ale różni się pod jednym ważnym względem.  By dwie osoby porozumiały się np. po francusku, muszą obie znać ten język. Aby budować empatyczną relację poprzez empatyczną komunikację, wystarczy, że jedna ze stron zna język PBP.

Godmother: Dajesz uczniom dużą wolność. Mówi się o tym, że młodzież weźmie “całą rękę jeśli dać im palec”. Jak to jest, że przy tej wolności uczniowie nie opuszczają lekcji, robią zadania domowe i nie ściągają na sprawdzianach?

Anna Szulc: Polega to na tym, że jak ktoś nieumiejętnie daje wolność i pozwala z niech korzystać na dowolnych warunkach, to to się może źle skończyć.

Ja od dziecka chciałam być nauczycielką, spełniam się w tym, cały czas się szkolę, co zresztą wiesz [poznałyśmy się z Anią na certyfikacji z Tutoringu – A.T.] i  i przede wszystkim zmiany wprowadzam stopniowo, ewaluuję to co wprowadzam i  bywa, że robię krok lub pół wstecz. To, jak teraz wyglądają moje lekcje, a przede wszystkim moje relacje z uczniami, to wynik wieloletnich działań i zmian, ale nie byłoby to możliwe, gdybym nie poznała i nie stosowała języka PBP.

Wymagam najpierw od siebie, pokazuję im, że ja jestem skłonna oddać prace klasowe na następny dzień; jak ktoś ma problem to ja się nad tym pochyle i jeśli mogę pomóc to jestem otwarta na współpracę. Wspieram moich uczniów – np. koniec semestru w pierwszej klasie i widzę, że niektórzy są niezadowoleni z tego co dostali to działam. Ale nie idę do tych osób, które potrzebują pomocy tylko do pozostałych, z pytaniem czy są tacy, którzy mogliby swoje umiejętności, wiedzę, czas sprezentować drugiemu uczniowi. 1/3 klasy stoi  i mówi „jestem gotów”. To są moje działania. Oni wiedzą – to się czuje, że ja się o nich troszczę, mam dla nich dużo czasu, dużo wyrozumiałości.

Twierdzę, ze młodzież była, jest i będzie zawsze bardzo dobra, ma tylko złe przykłady i to niestety od dorosłych.

Dla mnie praca wychowawcza i nauczyciela matematyki jest równie ważna, nie uważam, że matematyka jest najważniejsza, jest królową nauk”, ale jest „królową służebną”, dlatego wspieram uczniów, również tych dla których matematyka jest tylko narzędziem dającym zastosowanie w różnych zainteresowaniach moich Uczniów.

Kiedyś  byłam bardziej opresyjna, bo tak mnie uczyli –  że trzeba w ławce prosto siedzieć i słuchać  co mówi nauczyciel. Tak mnie uczyli w szkole i tak mnie uczyli na studiach. Taka była szkoła i takie czasy. Czasy się zmieniły, a szkoła? Znamy odpowiedź na to pytanie i szkoła jest taka, do której mało kto z dorosłych chciałby wrócić. Ja inaczej pojmuję swój zawód. Modyfikację słowa NAUCZYCIEL – czyli ten, który „nauczy cię” stosuje również do siebie.  Uczę uczniów, ale też sama się uczę, jestem refleksyjna i swój warsztat pracy  od lat staram się doskonalić, nawet w tym tygodniu zmieniłam jedną rzecz! To jest cały czas proces, który ewoluuje, który się zmienia wraz ze zmianami, które  następują  w otaczającym nas świecie.

Godmother: W sposób tradycyjny uczeń jest nauczany. Neuroedukacja mówi, że uczeń powinien uczyć się sam. Widzisz różnice w stopniu pochłaniania wiedzy, odkąd zastosowałaś poszczególne zasady neuroedukacji?

Anna Szulc: Ogromne! Mam klasę cały czas otwartą; na wyciągnięcie ręki stoją przybory do pożyczenia jakby ktoś potrzebował gumkę czy ekierkę; uczniowie uczą się cały czas! Jak wchodzisz do mnie do klasy to nie wiesz, czy jest przed czy w trakcie czy po lekcji. Jest głodny to je. Ma ważny telefon do odebrania – wychodzi. Ja mogę wyjść z klasy, zostawić ich bez „nadzoru” oni cały czas pracują.

Godmother: i nie nadużywają tego…  

Anna Szulc: Nie, absolutnie!

Kontynuując. Jeśli robię wykład to trwa on najwyżej 15 min. Przedstawiam temat, daje zestawy zadań,  jest lider w klasie, który je gromadzi. Wszystkie moje książki matematyczne są w szkole – uczniowie mogą korzystać do woli; mają też zwykłe podręczniki. I każde dziecko idzie w innym kierunku  – dopiero teraz to widzę. Mam takich uczniów, którzy mówią, że tyle co teraz to oni się nigdy w życiu nie uczyli – i to z własnej woli! Uczniowie pracują ze sobą w dowolnej konfiguracji – czasami w dwóch ławkach siedzi ósemka. Wchodzą w to,  każdy robi swoje.

Kiedyś robiłam temat schemat Bernoulliego, nie ma już tego w programie. A wyglądało to tak. Rozwiązując zadanie powiedziałam „kurcze jakbyście znali schemat Bernoulliego to „pyk” i zrobione”. I koniec tematu. Na drugi dzień przychodzi uczeń i mówi, żebym im wyjaśniła ten schemat bo sprawdzali w internecie i wydaje się trudny. W ciągu 15 minut, grupie 7 osób powiedziałam wszystko co kiedyś robiłam przez trzy lekcje. Bo oni byli na to gotowi, byli zaciekawieni. A reszta klasy? Ich to nie obchodziło i nie musiało – robili swoje.

Godmother: Czyli masz program nauczania, wprowadzasz temat przez 15 minut i potem uczniowie robią zadania – tak?

Anna Szulc: Tworzę zestawy zadań, taki bank zadań celowo na różnym stopniu trudności. Czasem uczniowie robią zadania do przodu z ciekawości, z tymże wiedzą, że jak będą potrafili wykonać typy WSZYSTKICH zadań – to będą umieli na szóstkę. Czasem robię kartkówki  typu “co umiemy”  np. jak jesteśmy w trakcie nauki jakiegoś dużego działu. Zadaję wtedy kilka pytań i zadań bieżących; kto chce oddaje mi kartkę, kto nie to nie (nie ma z tego ocen – dopisek A.T.) . Ja się dzięki temu dowiaduję kto już umie a kto nie – z tymi idę do przodu a pozostałe wiedzą od kogo mogą się dowiedzieć więcej. Podążam za uczniem a nie uczeń za mną.

Godmother: Czy to co zrobiłaś w swojej klasie da się zrobić z dnia na dzień? Ile czasu Tobie zajęła transformacja?

Anna Szulc: W czerwcu 2017 roku dołączyłam do akcji „Budzącej się szkoły”, można powiedzieć matematycznie, że do tego czasu tych zmian była połowa. Cały proces zaczęłam 5-7 lat temu.

Godmother: No dobra, to teraz trudne pytanie. Jakbyś mogła tak jednym tchem wymienić najważniejsze zmiany jakie wprowadziłaś? Tak choćby hasłowo, żeby moi czytelnicy wiedzieli potem czego szukać.

Anna Szulc: Będzie to:

  • Język Porozumienia bez Przemocy – już wspomniany.
  • inne prowadzenie notatek – moi uczniowie nie piszą w zeszycie linijka pod linijką, notatki robią na kartkach, które wpinają do segregatora
  • zawsze zapowiadam prace klasowe, oceniam je tylko kolorem zielonym – zaznaczam co było dobrze
  • uczniowie sami decydują czy chcą mieć daną ocenę wpisaną do dziennika – jeśli nie chcą, wpisuję ocenę „jeszcze nie” (nawet jak ktoś dostał 4 a chce 5 to wpisuję „jeszcze nie” aż uczeń poprawi na wymarzoną 5)
  • uczniowie sami wybierają dogodny termin poprawy, poprawią jak będą gotowi
  • sprawdziany/kartkówki pełnią funkcję przyłapywania ucznia na tym co już umie
  • sprawdziany i prace klasowe uczniowie piszą w jednej grupie, siedząc obok siebie – nie muszą ściągać bo nie ma po co
  • dobrowolność wykonywania zadań w domu
  • teorię przy tablicy zminimalizowałam do 15 min na lekcję max
  • wywiadówki organizują uczniowie, podczas wywiadówek publicznie rozmawiamy tylko o sukcesach klasy
  • sami dobierają to jak siedzą na lekcji – mogą codziennie inaczej, po 8 osób w ławce etc.
  • podczas lekcji mogą jeść, pić, iść bez pytania do toalety, wyjść odebrać telefon – są ludźmi

Godmother: Musisz przyznać, że to brzmi trochę skomplikowanie. Jak to możliwe, że „normalny” nauczyciel ma na to wszystko czas?

Anna Szulc:  Bardzo tych ludzi rozumiem, którzy się boja wprowadzania zmian – to jest wielka odpowiedzialność, szczególnie za maturę. Ja byłam na początku z tym sama i pukałam się w głowę czy jestem normalna! Aż do czasu jak poznałam ludzi myślących i działających tak jak ja. Dodatkowo… jak widzę moich uczniów, absolwentów, jak sobie radzą – to spowodowało ze coraz odważniej stąpałam. Mam też przyjazne nastawienie dyrektorów – to pomaga ale i obciąża bo nie chcę zawieść ich zaufania.

No i niemal nieustannie jestem prócz nauczycielem też wychowawcą – to jest moje paliwo, to mnie pochlania!

Godmother: Ostatnie pytanie. Przypuśćmy, że czyta to teraz nauczyciel z marzeniami. Uczy w miarę „normalnie” ale czuje, że można lepiej i inaczej. Jest gotów by spróbować. Od czego ma zacząć?

Anna Szulc: Od spotkania z kimś, kto przeszedł  podobny proces, by móc uzyskać wsparcie i rozwianie wątpliwości. By wspierał w nowych doświadczeniach. Ja byłam ryzykantem ale i tak mam ludzi, którzy mnie wspierają. Ba, uczniowie mnie wspierają – jak coś robię nie tak, to mi to mówią!

Polecam też prawdziwy język porozumienia bez przemocy. A potem kształciłabym się w neuroedukacji. Kiedyś byłam sama a teraz jest tyle możliwości, książek, konferencji – więc moja rada – interesuj się, pownioskuj, zapytaj kogoś i idź dalej małymi krokami do przodu. 

Hej, tu znów ja – Angelika.

Jak Ci się podobał wywiad? Masz jeszcze jakieś pytanie do Ani? Czujesz się zmotywowany albo co najmniej zaintrygowany?