3 rady dla językowych umiejętności dzieci

Artykuł jest spełnieniem obietnicy złożonej w ostatnich słowach postu „TV jako niania – szkodzi?”.
Pisałam wówczas, że zarzucanie dzieci słowami, nie gwarantuje sukcesu podczas rozwijania umiejętności mowy u dzieci, natomiast podzielę się informacjami na które taką gwarancję daję.

Przez wiele lat eksperci uważali, że kluczem do rozwoju omawianych umiejętności jest nieustanne zapoznawanie dzieci z tonami języka. Owszem – chodzi o to by dziecko osłuchało się z brzmieniem. Ale najnowsze badania, każą nam uderzyć się w pierś, bowiem wyniki w swojej rewolucyjności wydają się być całkiem logiczne.

 

Rolą rodzica, nie jest zarzucanie dziecka słowami i dostarczanie do jego uszu jak największej ilości języka.
Jest nią natomiast wyłapać wszelaką formę komunikacji pochodzącą od dziecka i odpowiednio na nią reagować.
 

Dlaczego jest to takie logiczne?

Po co mówisz? By się z kimś komunikować, by dać komuś informację, by zareagować na czyjąś informację. A mówisz do radia? Zwyczajowo, nie staramy się komunikować z radiem, bowiem na bazie doświadczeń życiowych wiemy już, że radio nie jest dobrym rozmówcą, nie odpowie nam ani nie zareaguje, na żadną formę kontaktu z naszej strony. My owszem – możemy pogadać do radia, ale ono i tak dalej mówi swoje.
Otóż w tej analogii, to my – dorośli, jesteśmy tym radiem. Gadamy jak kataryny, opowiadamy co jest za oknem i co właśnie robimy, a gdy dziecko się kontaktuje… mówimy dalej. Dlaczego bobas miałby ponawiać tę formę kontaktu, skoro jest nieskuteczna?
Z drugiej strony jednak, jeśli dorosły zareaguje na „awbb” z należytym entuzjazmem, dziecko gotowe jest pomyśleć, że to działa, ciekawe jak ten duży ktoś zareaguje jak powiem coś bardziej skomplikowanego. „Awabababa” – i absolutny szał, mama krzyczy do taty. „Mama baba” – zjeżdża się rodzina, filmiki wędrują na youtube. I w takich warunkach aż się chce gadać.

Praktyczne wskazówki.

Przedstawiam Wam, najgorętsze wskazówki naukowców. Wyrzuć DVD dla dzieci, wyrzuć słowne krokomierze. Oto co możesz zrobić w zamian.

    • 1. Pozwól dziecku uczestniczyć w dyskusji.

Nauka języka zaczyna się jeszcze zanim dziecko wyprodukuje sylabę czy konkretny dźwięk. Już na tym etapie należy wykorzystać magiczną moc komunikacji. Dziecko mówi „bpfff”. Tata odpowie „Tak, na prawdę?”. Maluch zachęcony ciszą gaworzy coś ponownie. A tata reaguje „Dobrze, więc zapytamy zaraz mamę”.
Struktura bodźca i odpowiedzi (w innych tłumaczeniach wezwania i odpowiedzi) mózg dziecka uczy się, że dźwięki pochodzące z jego ust mają bezpośredni wpływ na rodziców i na ich uwagę – że mowa (gaworzenie) jest ważne, a nie bez znaczenia.

Zdaję sobie sprawę, że wielu rodziców używa takich dialogów intuicyjnie i spontanicznie, bez pomocy ekspertów. Nie zawsze robią to jednak równie dobrze czy po prostu skutecznie. Podczas tym samych badań wykazano, że w skrajnych przypadkach znacznie lepiej może komunikować się i realnie dogadywać rodzic z czteromiesięcznym bobasem niż dwuletnim dzieckiem od którego wymagania dotyczące mowy są znacznie większe.

    • 2. Rozpoznaj etapy gaworzenia.

Podczas mowy wykorzystujemy nie mniej niż osiemdziesiąt mięśni. Nauka sprawowania świadomej kontroli nad nimi może zająć rok, a nawet dwa. Więc gdy gaworzenie przemienia się w bełkot mamy do czynienia z postępującymi etapami, zwykle nachodzącymi na siebie, nauki kontroli mięśniowej.

Od urodzenia dzieci wypowiadają samogłoski na różne dziwaczne sposoby. Czasem korzystają one z tylnej części aparatu głosowego, przy ściśniętym gardle i niewielkim wsparciem oddechowym – to brzmi ni mniej ni więcej jak rozdrażnienie. Tymczasem bobas, po prostu eksperymentuje używając różnych konfiguracji mięśni.

    • 3. Wyłącz telewizor.

Czasem warto po prostu wyłączyć wszelakiego typu nadajniki dźwięków, by dziecko mogło nas wyraźnie usłyszeć. Znacznie łatwiej będzie też nam wychwycić odpowiedź dziecka, jeśli tv czy radio nie będą nas rozpraszać.
mowi

źródło: Rewolucja w wychowaniu. Bronson, Merryman
babble.com